Wyobraź sobie mecz, w którym prowadzisz, tracisz bramkę wyrównującą tuż przed końcem, a potem wyrywasz zwycięstwo w momencie, gdy sędzia dosłownie trzyma gwizdek w ustach, żeby zakończyć spotkanie. Właśnie taki scenariusz zafundowały kibicom piłkarki Costa Adeje Tenerife. I co w tym wszystkim najlepsze – główne role w tym epickim spektaklu odegrały reprezentantki Polski.
Hiszpański temperament i… polska jakość. Zaremba i Padilla robią różnicę
Mecz wyjazdowy z Valencią CF od początku nie należał do łatwych. Zespół Yeraya Martína starał się dyktować warunki, ale pierwsza połowa to było klasyczne piłkarskie szachy. Gospodynie z Walencji postawiły twarde warunki. Na szczęście ekipa z Wysp Kanaryjskich przetrwała napór – tuż przed przerwą świetnie interweniowała bramkarka Nay Cáceres, a z linii bramkowej piłkę wybijała Elba Vergés.
🇵🇱 Aleksandra Zaremba dogrywa, Natalia Padilla Bidas strzela
⚪🔵 Polska akcja daje Tenerife prowadzenie w starciu z Valencią
⚽ Drugi gol byłej zawodniczki Bayernu w tym sezonie Ligi F pic.twitter.com/wqvD8EC1v7
— Futbol Kobiecy w Hiszpanii 🇪🇸 (@FutFemHiszpania) September 27, 2026
Prawdziwa zabawa zaczęła się jednak po zmianie stron.
I tu na scenę wkraczają nasze zawodniczki. Aleksandra Zaremba zagrała od deski do deski (pełne 90 minut plus gigantyczny doliczony czas), trzymając w ryzach prawą stronę boiska. Z kolei Natalia Padilla Bidas przebywała na murawie 81 minut. Zanim jednak zeszła na ławkę, zdążyła rzucić Valencię na kolana.
Polska akcja, która otworzyła wynik
Mamy 61. minutę. Noelia Salazar otwiera grę sprytnym przerzutem na skrzydło. Tam czeka już rozpędzona Zaremba. Polka podnosi głowę i posyła dośrodkowanie w pole karne – ostre, cięte, idealne. Kto zamyka akcję? Oczywiście Padilla. Precyzyjna główka i piłka ląduje w siatce! To już drugi mecz z rzędu w hiszpańskiej Lidze F, w którym Natalia wpisuje się na listę strzelców. Polskie połączenie zadziałało perfekcyjnie.
Rollercoaster w końcówce. Od karnego w słupek po gola w doliczonym czasie
Sprawa wydawała się pod kontrolą. Tenerife prowadzi, Valencia zaczyna się spieszyć. I tu pojawia się haczyk, jak to zwykle w hiszpańskim futbolu kobiecym bywa.
Zaledwie pięć minut po bramce Padilli, sędzia dyktuje rzut karny dla gospodarzy. Stadion Antonio Puchades wstrzymuje oddech. Strzał… i słupek! Piłkarki Tenerife mogły na moment odetchnąć. Ale tylko na moment. Im bliżej było końca, tym mocniej Valencia naciskała.
Nokaut w 89. minucie? Nic z tych rzeczy
Gdy kibice gości powoli dopisywali sobie w tabeli trzy punkty, nadeszła 89. minuta. Nazareth znalazła trochę miejsca w polu karnym, uderzyła głową i pokonała Cáceres. 1:1. Zimna woda na głowy piłkarek Tenerife. Wiele drużyn w tym momencie po prostu by się poddało, zadowalając się wyjazdowym remisem z „Czerwoną Latarnią” ligi.
Ale nie Costa Adeje Tenerife.
Sędzia dolicza sporo czasu. Wybija setna minuta. Dosłownie sekundy do końca. Iratxe inicjuje morderczą kontrę i wypuszcza Marinę Martí. Ta kiwa obrończynię, wchodzi w pole karne i dogrywa na środek. Piłka trafia pod nogi Carloty Suárez. Napastniczka robi szybki zwód, uderza i… wpada! 101. minuta na zegarze, a ławka rezerwowych gości po prostu eksploduje z radości.
Ważne punkty dla Costa Adeje Tenerife. Co dalej?
Zwycięstwo 2:1 nad Valencią to pierwsze, ale jakże ważne ligowe zwycięstwo Tenerife w tym sezonie. To mecz, który zbuduje morale na całą jesień. Polki pokazały, że są absolutnie kluczowymi postaciami w układance trenera Martína. Zaremba asystuje, Padilla strzela – oby ten duet dostarczał nam takich emocji co tydzień.
Co teraz? Piłkarki z Wysp Kanaryjskich wracają do siebie, żeby przygotować się do kolejnego starcia w Lidze F. Już w niedzielę, 4 października o godzinie 11:00, podejmą na własnym stadionie Logroño United. Jeśli zagrają z takim samym charakterem jak w Walencji, rywalki mają się czego obawiać.
