Miało być spokojne zwycięstwo przyjezdnych, a dostaliśmy kino akcji na żywo. Mecz Śląsk Wrocław – Lech Poznań UAM dostarczył absolutnie wszystkiego, za co kibice kochają piłkę nożną kobiet. Były kardynalne błędy, fantastyczne parady i zwroty akcji trzymające w fotelu do 90 minuty. Sprawa jest prostsza, niż się wydaje: kto odpuścił oglądanie tej kolejki, ma czego żałować.
Poznańska lokomotywa rusza z kopyta
Zaczęło się od trzęsienia ziemi. Lechitki weszły w to spotkanie tak, jakby od pierwszego gwizdka grały finał o puchar. Wysoki pressing. Szybkie odbiory. Śląsk Wrocław dosłownie nie miał czym oddychać na własnej połowie.
Efekt? Już w 11. minucie Michalina Wiśniewska pakuje piłkę do siatki. Chwilę wcześniej Oliwia Związek została zablokowana, ale Wiśniewska wiedziała dokładnie, gdzie się ustawić. Czysty instynkt strzelecki.
Mija raptem dwadzieścia minut i mamy powtórkę z rozrywki. Ponownie Wiśniewska. Tym razem bierze na siebie kilka obrończyń, wjeżdża w pole karne, uderza z ostrego kąta i podwyższa wynik meczu na 2:0. Wydawało się, że poznański walec po prostu przejedzie się po wrocławiankach. I tu pojawia się haczyk. Zamiast dobić oszołomionego rywala, maszyna z Wielkopolski nagle się zacięła.
Bramka do szatni, czyli tlen dla gospodyń
Orlen Ekstraliga Kobiet bywa bezlitosna dla tych, którzy nie potrafią zamknąć spotkania. Oliwia Związek miała na bucie piłkę na 3:0. Wdała się jednak w niepotrzebny drybling z bramkarką i straciła szansę. Zemsta nadeszła błyskawicznie.
Tuż przed gwizdkiem na przerwę, Śląsk egzekwuje rzut wolny. Długa wrzutka omija linię obrony, ląduje idealnie na nodze Katarzyny Białoszewskiej, a ta uderza z woleja przy krótkim słupku. 2:1. Gospodynie schodzą do szatni z potężnym zastrzykiem nadziei.
Wrocławska pogoń i dramaturgia w końcówce
Druga połowa to już wymiana ciosów. Gospodynie poczuły krew i ruszyły do przodu. Lech Poznań próbował kontrować, ale między słupkami WKS-u dwoiła się i troiła Marta Kaźmierczak.
W 62. minucie na murawę wchodzi Marcelina Buś. Jeszcze niedawno była ikoną Śląska, teraz gra z herbem Kolejorza na piersi. Szybko staje przed szansą pokonania swojej byłej drużyny w sytuacji sam na sam. Kaźmierczak znów broni.
Niewykorzystane sytuacje uderzyły w poznanianki rykoszetem w samej końcówce. 85. minuta spotkania. Prawą stroną boiska urywa się Agata Ratajczak, posyła miękką piłkę w szesnastkę, a tam wbiega zupełnie niepilnowana Joanna Wróblewska. Precyzyjna główka. Siatka. Mamy remis!
MVP Spotkania: Kto skradł show przy Oporowskiej?
-
Michalina Wiśniewska (Lech Poznań UAM): Absolutna dominatorka pierwszej połowy. Strzeliła dwie bramki, bezlitośnie wykorzystywała błędy w obronie i napędzała każdy atak gości.
Wnioski i ocena spotkania
Ocena widowiska: 8/10. Świetne tempo, dużo emocji i walka do ostatnich sekund.
Kluczowe wnioski:
- Lech Poznań ma problem z „zabijaniem” meczów. Zespół gra świetną, ofensywną piłkę, ale brakuje mu zimnej krwi w kluczowych momentach. Strata dwubramkowego prowadzenia to mocna lekcja pokory.
- Śląsk Wrocław gra do końca. Drużyna z Dolnego Śląska pokazała ogromny charakter. Nawet mocno zdominowane na początku spotkania, potrafiły przetrwać kryzys i wyrwać cenny punkt.
- Ekstraliga Kobiet rośnie w siłę. Poziom intensywności tego meczu udowadnia, że polski futbol kobiecy robi systematyczne postępy. Jeśli ktoś szuka na boisku twardej walki, znajdzie ją właśnie tutaj.
