Zuzanna Witek w końcu to ma. Pierwszy gol w sezonie zawsze zdejmuje z barków tonę presji, a smakuje jeszcze lepiej, gdy dorzucasz go do okazałego zwycięstwa swojej drużyny. W sobotnie popołudnie piłkarki HB Køge zafundowały kibicom prawdziwy rollercoaster. Wygrały z Kolding IF 4:1. Wydaje się, że poszło gładko i przyjemnie? I tu pojawia się haczyk. Trener gospodyń po ostatnim gwizdku miał do swoich zawodniczek sporo pretensji.
Ale po kolei.
Dwie twarze HB Køge. Koncert przed przerwą i zimny prysznic w szatni
Pierwsze 45 minut na Køge Idrætspark wyglądało jak piłkarska poezja. Gospodynie zamknęły rywalki na ich połowie. Dyktowały tempo. Tworzyły akcję za akcją. Trener Kristian Mørch pękał z dumy, patrząc na pełną kontrolę i realizację przedmeczowych założeń. Zrobiły dokładnie to, co miały zrobić, a nawet dorzuciły coś ekstra.
A potem przyszła druga połowa. I nagle maszyna zgrzytnęła.
Zamiast dobić oszołomionego przeciwnika, dziewczyny z Køge wyszły na murawę nieco zbyt zrelaksowane. Mørch nie gryzł się w język przed dziennikarzami. Doskonale wiedział, że Kolding rzuci się do rozpaczliwego pressingu. I dokładnie to się stało. Zespół Zuzanny Witek grał za daleko od rywalek, próbując utrzymać wakacyjne tempo z końcówki pierwszej połowy. Błąd. W profesjonalnej piłce nożnej takie momenty dekoncentracji szybko się mszczą.
Trzeba było działać.
Zmienniczki ratują rytm, a Witek robi swoje
Trener sięgnął na ławkę i to był strzał w dziesiątkę. Na boisku zameldowały się Macy i Mille. Nagle środek pola odżył, a prawa flanka znów zaczęła funkcjonować na wysokich obrotach. Szybkie zebranie „drugich piłek” i zaangażowanie świeżych zawodniczek uspokoiły grę.
W tym wszystkim świetnie odnalazła się nasza rodaczka. Zuzanna Witek wpisała się na listę strzelców, udowadniając, że w 9. kolejce duńskiej A-Ligi weszła na właściwe tory. Brawo!
Warto dodać, że sztab szkoleniowy musiał mądrze rotować siłami. Ledwie we wtorek dziewczyny z Køge zostawiły mnóstwo zdrowia w Londynie podczas starcia w Lidze Mistrzyń. Zmęczenie to cichy zabójca formy. O dziwo, szansy na debiut nie dostała nowa w zespole Mercy Chipasula. Plan był inny, ale boiskowa rzeczywistość zmusiła trenera do wpuszczenia na murawę Boye, która po prostu zapracowała na te minuty harówką w poprzednich spotkaniach. Brutalne? Trochę tak. Ale to jest właśnie futbol na najwyższym poziomie.
Czas na historię. Liga Mistrzyń puka do drzwi
Świętowanie zwycięstwa nad Kolding nie potrwa długo. Dziewczyny mają ledwie chwilę na regenerację, bo kalendarz nie wybacza. Już w ten czwartek na stadion w Køge przyjeżdża Servette FC.
To nie będzie zwykły mecz. To absolutna misja historyczna.
Po bardzo pechowej, minimalnej porażce z potężnym Arsenalem (tylko 0:1 na wyjeździe!), duński zespół czuje krew. Zuzanna Witek i jej koleżanki z drużyny idą po pierwsze w historii klubu punkty w fazie grupowej UEFA Women’s Champions League. Kristian Mørch nie ukrywa ekscytacji. Zespół jest głodny sukcesu, a czwartkowy wieczór ma być ich świętem.
Szykujcie popcorn. Zapowiada się doskonałe widowisko z mocnym polskim akcentem w tle.
