Gdy grasz na Meadow Park z jedną z najlepszych drużyn w Europie, musisz liczyć się z jednym: przez większość meczu będziesz biegać za piłką. Dunki z HB Køge doskonale wiedziały, co je czeka. Przyjechały do Londynu z jasnym planem, zrealizowały go niemal w stu procentach i… zostały ze złamanym sercem. Arsenal wygrał 1:0 na inaugurację fazy ligowej Ligi Mistrzyń, ale to spotkanie miało zupełnie inny scenariusz, niż zakładali eksperci.
Wielki wkład w tę heroiczną walkę miała Polka, Zuzanna Witek.
Ściana, której Kanonierki nie potrafiły zburzyć
Początek meczu wyglądał dokładnie tak, jak przewidywały kursy bukmacherskie. Arsenal zamknął rywalki w hokejowym zamku. Chloe Kelly szukała uderzeń z dystansu, Frida Maanum testowała czujność bramkarki, a Alberte Vingum uwijała się jak w ukropie.
W 13. minucie londyński stadion eksplodował radością po składnej akcji Caitlin Foord i Chloe Kelly. Tyle że w erze wideo-weryfikacji radość potrafi trwać krótko. Sędziowie sprawdzili powtórki: spalony Stiny Blackstenius. Gol anulowany.
I tu zaczął się mecz, którego nikt się nie spodziewał. Køge przetrwało huraganowy napór. Svanerne – jak nazywa się piłkarki z Danii – wreszcie złapały rytm, wyregulowały oddech i zaczęły odważniej wyglądać zza podwójnej gardy.
59 minut solidności Zuzanny Witek
W samym sercu tej taktycznej układanki znalazła się Zuzanna Witek. Środek pola w starciu z kimś takim jak Kim Little czy Kyra Cooney-Cross to zazwyczaj pole minowe. Witek spędziła na murawie 59 minut i nie odstawiła nogi ani razu.
Trener Kristian Mørch ustawił swój zespół w sposób bezwzględnie zdyscyplinowany:
Blok defensywny: zagęszczenie osi boiska i blokowanie prostopadłych podań,
Asekuracja skrzydeł: podwajanie rywalek w bocznych sektorach,
Wyjście do kontry: szybkie próby przeniesienia gry, z których Macy Schultz potrafiła wywalczyć stałe fragmenty gry.
Zejście Witek po godzinie gry wiązało się ze zmianą koncepcji – Dunki potrzebowały świeżych nóg i jeszcze więcej szybkości w bocznych sektorach, by ostatecznie przejść na system z pięcioma obrończyniami.
92. minuta, która przekreśliła marzenia
Czas uciekał, a na ławce gospodyń nerwowość rosła z minuty na minutę. Na murawę weszły Alessia Russo i Mariona Caldentey. Smilla Holmberg trafiła z rzutu rożnego w poprzeczkę, Leah Williamson strzelała nad bramką. Wszystko wskazywało na to, że dzielne Køge wywiezie ze stolicy Anglii sensacyjny, bezbramkowy remis.
Zabrakło dosłownie kilkudziesięciu sekund chłodnej głowy.
W 92. minucie rezerwowa Selina Cerci dynamicznie wpadła w pole karne, minęła rywalkę balansem ciała i została sfaulowana. Do rzutu karnego podeszła Mariona Caldentey. Pełen spokój, precyzyjne uderzenie w dolny róg i piłka zatrzepotała w siatce. 1:0.
