Nowy stadion, piorunujący początek i dwubramkowa zaliczka przeciwko jednemu z najgroźniejszych rywali w Europie. Piłkarki Bayernu Monachium miały w rękach wszystkie atuty, by premierowy wieczór w Sportpark Unterhaching zamienić w święto. Zamiast tego zafundowały kibicom emocjonalny rollercoaster, który zakończył się remisem 2:2. W szatni gospodyń nikt jednak nie świętował – ten wynik boli jak porażka.
Piorunujące otwarcie w nowym domu: Gwinn otwiera wynik
Trener José Barcala mógł zacierać ręce. Jego podopieczne od pierwszego gwizdka narzuciły Manchesterowi City mordercze tempo. Agresywny pressing, błyskawiczne przejścia do ataku i zero respektu dla wicemistrzyń Anglii.
Efekt przyszedł błyskawicznie:
- 11. minuta: Linda Dallmann przechwytuje piłkę w środku pola, posyła prostopadłe podanie na prawe skrzydło, a Giulia Gwinn z zimną krwią trafia w dolny róg. Pierwszy oficjalny gol Bayernu na Sportpark Unterhaching stał się faktem.
- 28. minuta: Rajd Pernille Harder, ostre dośrodkowanie w pole bramkowe i kuriozalny błąd defensywy City. Kerstin Casparij fatalnie interweniuje, pakując piłkę do własnej siatki.
Tablica wyników wskazywała 2:0, a Bawarki kontrolowały mecz. Rywalki były stłamszone. Niestety, futbol na najwyższym poziomie karze za każdą sekundę dekoncentracji. W 45. minucie, dosłownie na sekundy przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę, zamieszanie w polu karnym wykorzystała Beth Mead, wpychając piłkę do siatki z najbliższej odległości. Gol do szatni zmienił psychologię tego spotkania.
Horror w drugiej połowie: Mahmutovic broni karnego, City poluje na remis
Po zmianie stron skończyła się finezja, a zaczęła bezpardonowa walka w błocie. City przycisnęło, Bayern zaczął tracić panowanie nad środkiem boiska.
Prawdziwa eksplozja emocji nastąpiła w 62. minucie. Bramkarka gospodyń, Ena Mahmutovic, spóźniła wyjście do piłki i sfaulowała szarżującą Aobę Fujino. Rzut karny. Do piłki podeszła Khadija Shaw – postrach defensyw ligi angielskiej. Mahmutovic wyczuła intencje napastniczki, rzuciła się w bok i obroniła uderzenie, naprawiając swój wcześniejszy błąd.
Wydawało się, że ten moment ostatecznie złamie Angielki. Stało się odwrotnie. Manchester City rzucił wszystko na jedną kartę.
Wpadka w 86. minucie
Bawarki cofały się coraz głębiej, tracąc siły i dokładność. Katastrofa nadeszła na cztery minuty przed końcem regulaminowego czasu gry. Laura Blindkilde Brown obsłużyła Carlottę Wamser, defensywa gospodyń zaspała, a 21-letnia Niemka mierzonym strzałem z 16 metrów doprowadziła do wyrównania. Cisza na Unterhaching była ogłuszająca.
