Sobotni wieczór na Estadio Alfredo Di Stéfano miał być spacerkiem, a zamienił się w prawdziwy test charakteru. Real Madryt Femenino pokonał Valencię CF 3:1, utrzymując status niepokonanej ekipy w Liga F. Zanim jednak kibice odetchnęli z ulgą, w powietrzu wisiała ogromna niespodzianka.
Mecz miał dwa zupełnie różne oblicza: najpierw pełną kontrolę gospodyń, a potem szaleńczą pogoń przyjezdnych. Ostatecznie decydujący cios padł w doliczonym czasie gry.
Pełna kontrola i teatr dwóch aktorek: Senß oraz Schröder
Plan trenera Pau Quesady od pierwszych minut działał bez zarzutu. Królewskie zamknęły rywalki w hokejowym zamku, narzucając zabójcze tempo. W wyjściowej jedenastce pojawiły się debiutantki na najwyższym szczeblu rozgrywkowym — Claudia de la Cuerda oraz Oihane San Martín — i obie weszły w mecz bez cienia kompleksów.
Brakowało tylko kropki nad „i”. W 26. minucie sprawy w swoje ręce wzięła Lineth Beerensteyn. Holenderska skrzydłowa zatańczyła z defensywą Valencii na skrzydle, dograła w pole karne, a tam dopadła do piłki Elisa Senß. Huknęła nie do obrony. Gol marzenie i w pełni zasłużona statuetka MVP dla niemieckiej pomocniczki.
Valencia jeszcze nie zdążyła się otrząsnąć, a tablica wyników wskazywała już 2:0. Zaledwie pięć minut później Bella Andersson popisała się chirurgicznym dośrodkowaniem na dalszy słupek, gdzie czekała Felicia Schröder. Szwedka, wracająca do składu po pauzie za kartki, wpakowała piłkę do siatki z zabójczą bezwzględnością.
Gospodynie mogły zamknąć to spotkanie jeszcze przed przerwą. Bramkarka gości, Alice Pinguet, wygrała jednak pojedynek sam na sam z Beerensteyn, zostawiając swojej drużynie choćby cień nadziei na drugą połowę.
Valencia poczuła krew. Centymetry od katastrofy
I tu pojawia się haczyk. Dwubramkowe prowadzenie uśpiło czujność faworytek. Po zmianie stron na murawie zameldowała się kolejna debiutantka w barwach Realu, Candela Rodríguez, a Schröder niemal skompletowała dublet, obijając słupek. Niewykorzystana sytuacja zemściła się błyskawicznie.
Valencia pod wodzą Mikela Crespo nie miała nic do stracenia. Ruszyła do wściekłego ataku:
- 59. minuta: Rebecca Elloh uderza potężnie, a piłka z hukiem trafia w poprzeczkę bramki Merle Frohms.
- 64. minuta: Pauleta Sancho strzela obok bezradnej bramkarki, ale Maëlle Lakrar cudem wybija piłkę z samej linii bramkowej.
- 69. minuta: Do trzech razy sztuka. Po zamieszaniu z rzutu rożnego rezerwowa Danielle Marcano wciska piłkę do siatki głową.
Zrobiło się 2:1 i na Di Stéfano powiało chłodem. Zespół Che rzucił wszystkie siły do przodu, szukając upragnionego remisu, a madrycka defensywa trzeszczała w szwach.
Złudzenia prysły w 94. minucie: Athenea gasi światło
W futbolu niewykorzystana odwaga kosztuje najwięcej. Gdy zegar wskazywał już 94. minutę doliczonego czasu, kropkę nad „i” postawiła wprowadzona z ławki Athenea del Castillo.
Andreia Jacinto posłała precyzyjne, prostopadłe podanie tuż przed linię szesnastki. Athenea przyjęła piłkę, poprawiła i huknęła z prawej nogi. Futbolówka odbiła się jeszcze od wewnętrznej części słupka i wpadła do bramki. 3:1. Kurtyna.
Tabela Liga F: Real dotrzymuje kroku, Valencia w strefie mroku
| Klub | Mecze | Punkty | Bilans | Status |
| Real Madryt Femenino | 4 | 10 | Niepokonane | 2. miejsce w Liga F |
| Valencia CF Femenino | 4 | 0 | 4 porażki | Strefa spadkowa |
Zwycięstwo daje Królewskim 10 punktów i mocną drugą pozycję w tabeli. Drużyna z Madrytu pokazała odporność psychiczną w idealnym momencie — już w najbliższy wtorek czeka je starcie wagi ciężkiej przeciwko PSG w Lidze Mistrzyń. Z kolei dla Valencii bilans czterech porażek z rzędu to sygnał alarmowy, który w Walencji słychać coraz głośniej.
