Niedzielne południe, prażące słońce Santa Cruz de Tenerife i ponad 1800 kibiców spragnionych pierwszego kompletu punktów w sezonie. Warunki do przełamania wydawały się idealne, a sam mecz zaczął się od prawdziwego trzęsienia ziemi. Niestety, w futbolu nie ma nagród za wrażenia artystyczne. Costa Adeje Tenerife przegrało u siebie z Sevillą 1:3, a my dostaliśmy 90 minut skrajnych emocji z biało-czerwonymi wątkami na pierwszym planie.
Ten mecz miał dwie twarze. Z jednej widzieliśmy błysk i debiutanckie trafienie Natalii Padilli-Bidas w nowych barwach. Z drugiej – surową lekcję andaluzyjskiej pragmatyki, która zepchnęła kanaryjski zespół prosto w strefę spadkową hiszpańskiej Liga F.
Dwa karne i natychmiastowe odkupienie. Show Padilli w 29. minucie
Początek spotkania na Estadio Heliodoro Rodríguez López przypominał jazdę bez trzymanki. Ledwo minęło osiem minut, a sędzia po raz pierwszy wskazała na wapno. Gorąco zrobiło się nie tylko na murawie – ławka gospodyń natychmiast poprosiła o weryfikację w systemie FVS. Decyzja utrzymała się w mocy, ale Noelia Ramos udowodniła, że na linii bramkowej rzadko traci głowę. Bramkarka gospodyń fantastycznie wyczuła uderzenie Fatou Kanteh i zatańczyła na linii ku uciesze trybun.
Bomba wybuchła jednak dopiero w okolicach 30. minuty po drugiej stronie boiska.
🇵🇱 Natalia Padilla Bidas z pierwszym oficjalnym golem w barwach Tenerife. Bramka w starciu byłą ekipą reprezentantki Polski – Sevilląpic.twitter.com/zFrodcU87A
— Futbol Kobiecy w Hiszpanii 🇪🇸 (@FutFemHiszpania) September 20, 2026
Faul w szesnastce Sevilli, pewny krok Natalii Padilli-Bidas i… zimny prysznic. Esther Sullastres kapitalną paradą odbiła strzał reprezentantki Polski z jedenastu metrów. Inna napastniczka opuściłaby głowę, spaliła się ze wstydu albo zniknęła z radaru na resztę meczu.
Nie Padilla.
Polka potrzebowała dosłownie kilkunastu sekund na rehabilitację. Poszła natychmiastowa poprawka, płaskie dośrodkowanie w pole karne, sprytny wjazd w tempo i uderzenie bez przyjęcia prosto do siatki. 1:0. Pierwszy oficjalny gol Natalii dla Teneryfy stał się faktem w najbardziej filmowych okolicznościach, jakie można sobie wyobrazić.
Koszmar przed przerwą: Sevilla uderza dwa razy w dziesiątkę
Prowadzenie powinno dać spokój, ale hiszpańska elita wybacza niewiele. Ekipa z Andaluzji przeczekała napór i bezlitośnie wykorzystała każdą rysę na defensywie gospodyń.
Najpierw w 38. minucie Fatou Kanteh zrehabilitowała się za zmarnowaną jedenastkę – wygrała wyścig z Ramos i wbiła piłkę obok bezradnej bramkarki. Kiedy wszyscy czekali już na gwizdek zapraszający na przerwę, w drugiej minucie doliczonego czasu gry z dystansu huknęła Raquel Morcillo. Piłka wpadła prosto w okienko. Do szatni Tenerife schodziło z bagażem 1:2, a z dobrze zapowiadającego się widowiska zrobił się emocjonalny węzeł gordyjski.
Kapitan Zaremba idzie na wojnę, defensywa gasi światło
Po zmianie stron opaskę kapitańską w ekipie z Teneryfy z dumą nosiła Aleksandra Zaremba. Polka harowała na całej długości boiska. Nie tylko łatała dziury w tyłach, ale brała ciężar kreacji na swoje barki.
W 64. minucie Zaremba dwukrotnie mogła zostać bohaterką wyspy. Wpadła w pole karne, uderzyła raz – rykoszet. Dobiła natychmiast z woleja – obrończynie Sevilli dosłownie rzuciły się pod piłkę na linii strzału. Zabrakło centymetrów, może ułamka sekundy.
I tu zadziałała bezlitosna piłkarska zasada. Gdy gospodynie rzuciły wszystkie siły do ataku, przyjezdne wyprowadziły podręcznikową kontrę. W 78. minucie Sandra Castelló posłała prostopadłą piłkę za plecy obrony, a rezerwowa Esther Martín-Pozuelo technicznym strzałem ustaliła wynik na 1:3.
Mimo doliczonych minut i zrywów w końcówce cud w Santa Cruz się nie wydarzył.
Alarm na Wyspach Kanaryjskich. Tabela wygląda ponuro
Dla kibiców śledzących poczynania naszych reprezentantek za granicą to spotkanie miało sporo pozytywów. Pełne 90 minut Padilli i Zaremby w hiszpańskiej ekstraklasie to kapitał, którego nie da się przecenić przed kolejnymi zgrupowaniami kadry. Sam styl Padilli po niewykorzystanym karnym imponuje dojrzałością.
Problem w tym, że sytuacja klubowa obu Polek staje się dramatyczna.
| Pozycja | Drużyna | Mecze | Bilans (Z-R-P) | Bramki | Punkty |
| Strefa spadkowa | Costa Adeje Tenerife | 4 | 0-2-2 | 2:9 | 2 |
Dwa punkty po czterech kolejkach to wynik znacznie poniżej potencjału kadrowego tej drużyny. Dziurawa defensywa i brak stabilizacji w środku pola zbierają bolesne żniwo.
Margines błędu skurczył się do zera. Szansa na odkupienie nadejdzie już w niedzielę 27 września o 11:00 na Estadio Antonio Puchades w Walencji. Z taką zadziornością Zaremby i instynktem Padilli przełamanie jest w zasięgu ręki, pod warunkiem że defensywa Teneryfy przestanie rozdawać rywalkom prezenty pod choinkę w środku września.
