Futbol kocha pisać scenariusze, których nie wymyśliłby najlepszy reżyser kina akcji. Finał Serie A Women’s Cup w toskańskim Viareggio miał wszystko: nostalgię, dramatyczne błędy, walkę do upadłego, gola w 96. minucie i rzuty karne, które decydowały o losach pierwszego trofeum w sezonie.
Gdy po niespełna godzinie gry rzymianki prowadziły 2:0, mało kto postawiłby złamany grosz na turyński zespół. A jednak ekipa prowadzona przez Isaaca Guerrero pokazała to, co we włoskiej piłce nazywa się po prostu grinta.
Rzymskie uderzenie: Roma dyktuje warunki
Początek spotkania na Stadio dei Pini poprzedziła wzruszająca chwila: przejmujące wykonanie „Nessun Dorma” i minuta ciszy dla uczczenia pamięci Sandro Mazzoli. Tuż obok murawy odsłonięto pamiątkową tablicę przypominającą, że to właśnie tutaj w 1968 roku narodziła się historia kobiecej reprezentacji Włoch.
Kiedy jednak wybrzmiał pierwszy gwizdek, sentymenty zniknęły w ułamku sekundy.
Roma weszła w mecz z chirurgiczną precyzją. Wynik w 27. minucie otworzyła Van Dooren, bezlitośnie wykorzystując zamieszanie podbramkowe po dośrodkowaniu Bergamaschi. Kiedy w 55. minucie Maya Antoine uciekła rywalkom przy rzucie rożnym i wbiła piłkę na 2:0, sektor kibiców Giallorossich eksplodował z radości.
Plan rzymianek działał idealnie. Juventus leżał na deskach, a jego defensywa – niepokonana w czterech wcześniejszych meczach turnieju – nagle pękła podwójnie.
Alba Redondo show, czyli powrót z zaświatów
Czas uciekał, a zegar tykał bezlitośnie dla ekipy ze stolicy Piemontu. Wtedy sprawy w swoje ręce wzięła była snajperka Realu Madryt, Alba Redondo.
Zaledwie pięć minut po stracie drugiej bramki hiszpańska napastniczka wykorzystała niepewne wyjście z bramki Valentiny Soggiu i dała swojej drużynie tlen. Zrobiło się 1:2.
Od tego momentu na murawie trwała regularna bitwa:
- Roma szukała nokautującego ciosu, ale Piemonte i Corelli obiły obramowanie bramki.
- Juventus rzucił wszystkie siły do ataku – wprowadzona z ławki Sarriegi trafiła w słupek.
- Emocje sięgnęły zenitu w 96. minucie. Strzał z woleja Redondo zatrzymał się na ręce pechowej Antoine, a sędzia bez wahania wskazał na wapno.
Presja? Redondo chyba nie zna tego słowa. Chłodny, precyzyjny strzał z jedenastu metrów doprowadził do dogrywki dosłownie w ostatnich sekundach regulaminowego czasu gry.
Wojna nerwów i popis Larissy Rusek w karnych
Dodatkowe 30 minut to była czysta piłkarska gorączka. Poprzeczki, parady, dramatyczne bloki defensywy. Prawdziwą bohaterką tych fragmentów została austriacka bramkarka Juventusu, Larissa Rusek, która kilkukrotnie zatrzymała groźne próby Giugliano.
O losach trofeum musiała zdecydować loteria rzutów karnych. I tu turyńska maszyna nie popełniła ani jednego błędu:
- Sarriegi, Bartel, Godo i Schatzer trafiły z absolutnym spokojem (4 na 4 dla Juve).
- Po stronie Romy nerwów nie wytrzymała Ottey, obijając poprzeczkę.
- Decydujący cios zadała Larissa Rusek, broniąc strzał Oliviero.
Koniec. Juventus po raz kolejny zgarnął Serie A Women’s Cup, a trener Guerrero mógł wznieść swoje pierwsze trofeum w nowej roli.
Co ten mecz oznacza przed startem sezonu?
Prawdziwe wyzwania dopiero nadchodzą. Już za kilka dni obie ekipy ruszają na podbój Europy w ramach UEFA Women’s Champions League: Roma zmierzy się z belgijskim Leuven, z kolei Juventus podejmie na Allianz Stadium lizbońską Benficę. Zaraz potem rusza Serie A Women Athora.
W zeszłym sezonie rzymianki po przegranej w letnim pucharze sięgnęły później po scudetto i Puchar Włoch. Czy historia znów zatoczy koło, czy może turyński charakter z Viareggio ustawi ton pod całe nadchodzące rozgrywki? Jedno wiemy na pewno: kobiecy futbol we Włoszech jeszcze nigdy nie dostarczał tylu skrajnych emocji.
