Przed meczem w Vitorii miejscowi kibice po cichu liczyli na cud. W końcu Deportivo Alavés uchodziło za najlepiej zorganizowaną defensywę na starcie hiszpańskiej Ligi F – traciło najmniej bramek w stawce. Plan był prosty: zamurować pole karne i przetrwać nawałnicę.
Rzeczywistość okazała się bezlitosna.
Piłkarki FC Barcelony urządziły sobie na Estadio Mendizorrotza widowiskowy trening strzelecki, wygrywając gładko 6:0. Co najważniejsze z naszej perspektywy – w samym centrum tego katalońskiego walca znów brylowała Ewa Pajor. Polka tym razem schowała snajperski rewolwer do kieszeni, założyła profesorski frak i zajęła się obsługiwaniem koleżanek.
Efekt? Dwie kolejne asysty na koncie i status absolutnej liderki ofensywy.
Żelazna obrona pękła w 19 minut
Baskijki walczyły dzielnie, ale tylko przez pierwszy kwadrans. Drużyna prowadzona przez Pere Romeu od pierwszej sekundy narzuciła szaleńcze tempo. Gospodynie zagęszczały środek pola, przesuwały formacje, próbowały fauli taktycznych. Nic z tego.
Wystarczył jeden moment magii w 19. minucie. Patri Guijarro posłała chirurgiczne, prostopadłe podanie za linię obrony, a Caroline Graham Hansen w sytuacji sam na sam ze stoickim spokojem posłała piłkę tuż przy słupku. 0:1. Worek z bramkami został rozpruty.
Dziesięć minut później było już po emocjach. Po rzucie rożnym piłka trafiła pod nogi Sydney Schertenleib, która bez wahania huknęła z pola karnego. Bramkarka Alavés, Sofía, nawet nie drgnęła. Tuż przed przerwą stadion zamarł po raz trzeci – Carolina Ferrer popisała się atomowym strzałem z dystansu prosto w okienko. Do szatni Barcelona schodziła z bezpiecznym 3:0.
Pełna kontrola. Zero złudzeń.
Ewa Pajor w roli architekta: pressing, który niszczy rywali
Wielu napastników żyje wyłącznie z goli. Pajor to jednak zupełnie inna kategoria piłkarskiego rzemiosła.
Kapitanka reprezentacji Polski spędziła na murawie 72 minuty i dała Alavés prawdziwą szkołę nowoczesnego pressingu. Zamiast czekać na piłkę, sama na nią polowała. Najlepszy dowód dostaliśmy w 55. minucie spotkania. Baskijki próbowały spokojnie wyprowadzić akcję od własnej bramki. Błąd. Polka natychmiast doskoczyła do obrończyni, bezpardonowo wyłuskała futbolówkę i błyskawicznie, bez cienia egoizmu, wyłożyła ją jak na tacy Clàudii Pinie. Wystarczyło dołożyć nogę.
To była trzecia i czwarta asysta Pajor w bieżącym sezonie Ligi F. Polka udowadnia, że transfer do stolicy Katalonii nie był przypadkiem – jej inteligencja boiskowa i etos pracy idealnie wpisują się w DNA Dumy Katalonii.
Kosmos Clàudii Piny: wejście smoka i gol z połowy boiska
Prawdziwym showmanem drugiej połowy okazała się jednak rezerwowa Clàudia Pina. Hiszpanka weszła na boisko po przerwie i urządziła sobie prywatny festiwal strzelecki, kompletując klasyczny hat-trick.
O ile jej pierwsze trafienie (wypracowane przez Pajor) było po prostu formalnością, o tyle to, co zrobiła w 73. minucie, z miejsca trafi do kompilacji gola roku. Pina zauważyła, że wysunięta bramkarka Alavés stoi daleko przed linią bramkową. Nie zastanawiała się ani sekundy. Kropnęła niemal z linii środkowej boiska.
Futbolówka poszybowała wysokim łukiem i wpadła idealnie „za kołnierz” bezradnej golkiperki. Stadiony świata.
W doliczonym czasie gry Pina postawiła jedynie kropkę nad „i”, dobijając załamane rywalki na 6:0.
Raport meczowy: Deportivo Alavés – FC Barcelona 0:6 (0:3)
- 0:1 – Graham Hansen (19′)
- 0:2 – Sydney Schertenleib (30′)
- 0:3 – Carolina Ferrer (45′)
- 0:4 – Clàudia Pina (55′)
- 0:5 – Clàudia Pina (73′)
- 0:6 – Clàudia Pina (94′)
Składy:
-
Deportivo Alavés: Sofía – L. Parera (74′ Merche), I. Altimira, Pichi, Vidal, Hanane – N. Opazo (64′ Sobrón), A. Gómez, Brasero (46′ Marin) – Cuallar (46′ Díaz), Brima (82′ Almudena).
-
FC Barcelona: Gemma – Martina, Marta, Sydney (60′ Serrajordi) – Patri (60′ Brugts), Vicky (46′ Pina), Carolina Ferrer, Lúa Arufe – Graham Hansen (46′ Kika Nazareth), Pajor (72′ Mayssa), Kerolin.
Cztery mecze, cztery zwycięstwa, bilans bramkowy budzący grozę u każdego rywala w Europie. Barça Femení idzie przez ligę hiszpańską jak taran, a Ewa Pajor udowadnia z każdym kolejnym występem, że jest dla tej drużyny kimś znacznie więcej niż tylko klasyczną „dziewiątką”.

Janek jak piszesz to na trzezwo. Robienie z gry Ewy Pajor profesury to raczej kpina i szukanie dla niej alibi. Ewa po zmianach skladzie Barcelony nie jest zauwazana przez kolezanki i nie dostaje pilek. Co ciekawe nawet Graham Hansen ktora w poprzednim sezonie dogrywala czesto do Ewy teraz sama wchodzi w pole karne i strzela bramki. W Barcelonie Ewa nie ma juz wsparcia i powinna sie zastanowic czy dalej tam grac. Sa kluby ktore chetnie by skorzystaly z jej strzeleckich umiejetnosci. Udawanie ze wspiera inne asystami nie jest na miejscu!