Bądźmy szczerzy. Nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się aż takiego pogromu. Wynik 7:1 w półfinale prestiżowych rozgrywek brzmi raczej jak błąd w aplikacji z wynikami na żywo niż realny scenariusz. A jednak. Piłkarki AS Romy przyjechały na stadion Sassuolo i po prostu przejechały się po rywalkach niczym walec. Ten mecz przejdzie do historii włoskiej piłki nożnej kobiet.
Rzymianki wysłały właśnie potężny, bardzo głośny sygnał do Turynu. Juventusie, miej się na baczności.
Półfinał, który przeszedł do historii. Rzymski huragan zdemolował Sassuolo
Zaczęło się jak w dobrym dreszczowcu w reżyserii Hitchcocka. Trzęsieniem ziemi. Wyobraźcie to sobie: sędzia gwiżdże po raz pierwszy, kibice ledwo zdążyli usiąść na krzesełkach, a tablica wyników już pokazuje 0:2. Sześć minut. Tyle potrzebowała van Dooren, by dwukrotnie posłać piłkę do siatki i ustawić całe spotkanie. Szok. I całkowity paraliż w szeregach gospodyń.
Zanim Sassuolo zdążyło złapać oddech, Martina Piemonte dorzuciła trzeciego gola. To był dopiero 15. minut. Włoska napastniczka ewidentnie miała wczoraj swój dzień, bo ostatecznie skompletowała genialnego hat-tricka. Swoje trzy grosze dorzuciły też Doms i niezawodna kapitan Giugliano (z rzutu karnego). Ta ostatnia śrubuje zresztą niesamowity rekord – ma już pięć goli w półfinałach włoskich rozgrywek. Czysta poezja.
I tu pojawia się pewien słodko-gorzki smaczek. Trener Romy, Alessandro Piovani, to przecież legenda… Sassuolo. To on przez lata budował ten zespół. Teraz wrócił na „stare śmieci” i zafundował swojemu byłemu klubowi najwyższą porażkę w historii ich występów. Bolesne? Niezwykle.
Katja Skupień na placu boju. Trudny wieczór dla reprezentantki Polski
W tym całym piłkarskim szaleństwie mieliśmy wyraźny, polski akcent. Katja Skupień wybiegła w podstawowym składzie Sassuolo na lewym wahadle. Co więcej – zagrała od deski do deski. Pełne 90 minut.
Nie oszukujmy się, to nie był mecz, w którym obrończynie gospodyń mogły błyszczeć. Zderzenie z tak rozpędzoną, rzymską lokomotywą to koszmar dla każdej defensywy. Choć cała drużyna Sassuolo wyglądała na kompletnie rozbitą (honorowe trafienie Fercocq w 87. minucie niczego tu nie zmienia), Polka walczyła do samego końca. Takie mecze, choć piekielnie bolą, hartują charakter na przyszłość.
Wielki finał: Juventus kontra AS Roma. Włoski klasyk znów na tapetach!
Sprawa jest prosta. Rozgrywki pucharowe we Włoszech od lat kręcą się wokół dwóch potęg. Trofeum Serie A Women’s Cup znów rozstrzygnie się w bezpośrednim starciu tytanów. Juventus i Roma zagrają ze sobą w finale po raz… dziewiąty! Zmierzyły się już cztery razy w Pucharze Włoch, trzy razy w Superpucharze i raz – w zeszłym roku – właśnie w finale tych rozgrywek. Wtedy, w 2025 roku, górą były bianconere, wygrywając 3:2.
Po tym, co Roma pokazała wczoraj z Sassuolo, rewanż zapowiada się absolutnie epicko. Kto wyjdzie z tego starcia z tarczą?
Co musisz wiedzieć o finale? (Zapiszcie w kalendarzach!)
- Kiedy: Sobota, 19 września 2026 r., godzina 18:00
- Gdzie: Stadion „Torquato Bresciani” w Viareggio
Więcej detali dotyczących biletów i samej organizacji poznamy w środę, 16 września, podczas oficjalnej konferencji prasowej. Jedno jest pewne. Jeśli wciąż zastanawiacie się, czy warto oglądać kobiecą piłkę nożną we Włoszech – włączcie telewizory w sobotę. To będzie spektakl.
Czy według Was AS Roma po takim popisie siły w półfinale zdoła zdetronizować Juventus i zgarnąć puchar dla siebie?

Janek twoja znajmosc kobiecej pilki jest zerowa co udowadniasz swoimi wywodami calkiem czesto. Teraz sie dziwisz ze Roma rozjechala Sasuolo. Bo grala tam Skupien to Sausuolo bylo nie do pokonania? Obie druzyny dzieli kilka klas roznicy w poziomie gry i wysoka wygrana Romy byla do przewidzenia a jedna Skupien wiosny niestety nie czyni.