Miało być gładko i przyjemnie. Spacerku jednak nie było, a kibice w Genewie musieli po tym meczu wziąć kilka naprawdę głębokich wdechów. Piłkarki Servette FCCF rzutem na taśmę wyrwały zwycięstwo 3:2 z nieustępliwym Yverdon Sport Women. I choć styl gry pozostawiał sporo do życzenia, jedno jest pewne: Magdalena Sobal nie zwalnia tempa. Reprezentantka Polski znów wpisała się na listę strzelców, ratując swój zespół w najtrudniejszym momencie.
Kolejny gol Magdaleny Sobal. Polka ma patent na zdobywanie bramek
Napięty kalendarz dał się genewiankom we znaki. Trener Cristian Toro mocno zamieszał w składzie, dając odpocząć kilku kluczowym zawodniczkom. Efekt? Szarpana gra, ciężkie nogi i brak rytmu. Przyjezdne z Yverdon szybko to wyczuły. Już w 12. minucie Le Franc bezlitośnie wykorzystała błędy w obronie gospodyń i otworzyła wynik meczu. Szok.
I tu na scenę wkracza ona. Magdalena Sobal.
Gdy faworytki biły głową w mur, polska napastniczka zrobiła to, co potrafi najlepiej – znalazła się dokładnie tam, gdzie powinna. W 23. minucie precyzyjnym strzałem głową doprowadziła do wyrównania. To kolejny gol Sobal na szwajcarskich boiskach. Widać gołym okiem, że wkomponowała się w ten zespół idealnie i z każdym meczem czuje się na murawie coraz pewniej. Chłodna głowa w polu karnym to dziś jej znak firmowy.
Zimny prysznic do szatni. Yverdon nie składa broni
Myślisz, że wyrównująca bramka Polki ustawiła spotkanie? Nic z tych rzeczy. Zamiast pójść za ciosem, piłkarki Servette FCCF znów wpadły w letarg.
Rywalki grały odważnie, bez kompleksów i po prostu szybciej. Tuż przed przerwą obrona z Genewy kompletnie się pogubiła. Sager została zupełnie sama w polu karnym i pewnie umieściła piłkę w siatce. 1:2 do szatni. Zapachniało gigantyczną sensacją, a w szatni gospodyń musiały paść mocne słowa.
Ławka ratuje sytuację. Wejście smoka Glorii Marinelli
Po zmianie stron gra długo się nie kleiła. Servette naciskało, ale brakowało wykończenia. Aż wreszcie trener Toro sięgnął po rezerwy. To był strzał w dziesiątkę.
W 67. minucie kapitalną pracę w środku pola wykonała Paola Hernandez, piłkę przejęła Meriame Terchoun i obsłużyła Glorię Marinelli. Włoszka nie kalkulowała. Potężna bomba zdejmująca „pajęczynę” z okienka bramki i mamy 2:2. Stadion wreszcie ożył!
Pięć minut później Marinelli znów dała o sobie znać. Sprytna, instynktowna główka kompletnie zaskoczyła defensywę Yverdon. Dwa błyskawiczne ciosy, które odwróciły losy tego szalonego meczu. Beniaminek padł na deski, a Servette wreszcie wyszło na prowadzenie.
Charakter mistrzyń poznaje się w bólach
Bądźmy szczerzy – to nie był wielki mecz w wykonaniu genewianek. Brakowało płynności, a pierwsza połowa wołała o pomstę do nieba. Ale w piłce nożnej kobiet, zwłaszcza przy takim natężeniu spotkań, ostatecznie liczy się to, co ląduje na koncie. Trzy punkty zostają w Genewie.
Słabszy dzień? Owszem. Zmęczenie materiału? Jak najbardziej. Ale wielkie drużyny wygrywają właśnie takie, przepychane kolanem mecze.
Szaleńczy „angielski tydzień” dla zawodniczek Servette kończy się już w sobotę o 18:00 wyjazdowym starciem z Rapperswil. Łatwo nie będzie, bo każda drużyna w lidze chce urwać punkty faworytkom. Ale z Magdaleną Sobal w takiej formie strzeleckiej, kibice z Genewy mogą spać odrobinę spokojniej. Kto wie, może Polka w weekend dołoży kolejne trafienie do swojej kolekcji? Czekamy!
