Przejdź do treści
Serwis do prawidłowego działania wykorzystuje pliki cookies » News » Koniec z jałmużną. Jak London City Lionesses i Nike zawstydziły męską Premier League

Koniec z jałmużną. Jak London City Lionesses i Nike zawstydziły męską Premier League

Zapomnijcie o narracji, że kobiecy sport potrzebuje taryfy ulgowej. Michele Kang właśnie wystawiła rynkowi bezwzględny rachunek, a gigant z Oregonu podpisał go bez mrugnięcia okiem.

Ponad 4 miliony dolarów rocznie. Za co? Za samo miejsce na przodzie meczowej koszulki.

Dla jasności: mowa o London City Lionesses – niezależnym klubie, który dopiero co wywalczył awans do angielskiej elity (Women’s Super League). Zespół bez zaplecza w postaci bogatej męskiej sekcji wchodzi na salony i zgarnia kontrakt reklamowy, o jakim część męskich klubów Premier League może dzisiaj tylko pomarzyć.

Szok? Dla tradycjonalistów na pewno. Dla każdego, kto uważnie śledzi biznes w kobiecym futbolu – to logiczny krok naprzód.

Czysty biznes, zero litości. Dlaczego akurat Nike?

Nike od dawna ubiera czołowe drużyny globu, ale ich logo rzadko ląduje w centralnym punkcie koszulki jako sponsor tytularny (tzw. front-of-shirt). Amerykanie zazwyczaj dostarczają sprzęt, a ekspozycję na klatce piersiowej zostawiają liniom lotniczym, bankom czy kasynom.

Tym razem zrobili wyjątek. Dlaczego?

Bo projekt Michele Kang to rynkowy ewenement. London City Lionesses to jedyny w pełni niezależny klub kobiecy w Londynie – stolicy europejskiego futbolu.

„Nike nie podjęło tej decyzji pochopnie. Nie wypisali nam czeku z litości. Wierzą w naszą wizję i inwestują w przyszłość” — ucięła krótko Michele Kang w rozmowie z BBC Sport.

I tu trafiamy w samo sedno. Przez lata powtarzano, że kobieca piłka nożna musi „dorosnąć”, by zarabiać. Kang odwraca ten wektor: żeby zarabiać, trzeba najpierw przestać traktować piłkarki jak projekt charytatywny.

Liczby, które zwalają z nóg: Atlanta w cieniu, Premier League w zasięgu

Spójrzmy na fakty i twarde dane finansowe:

  • Ponad 4 000 000 $ (ok. 2,95 mln £) rocznie – tyle wart jest nowy kontrakt Lionesses.

  • Przebicie rekordu NWSL – umowa bije dotychczasowy historyczny rekord amerykańskiej franczyzy z Atlanty, która z firmą Aflac podpisała umowę wartą 28 mln dolarów za 7 lat (średnio 4 mln $ rocznie).

  • Skok w inną galaktykę finansową – w sezonie 2024/25, wygrywając Women’s Championship, London City wygenerowało zaledwie 902 tysiące funtów przychodu przy stracie operacyjnej przekraczającej 10 milionów. Jeden podpis pod kontraktem z Nike zwiększa roczne wpływy klubu ponad trzykrotnie.

Ruch ten ma gigantyczne znaczenie regulaminowe. Zasady finansowego fair play w Women’s Super League nakazują, by kluby nie wydawały na pensje zawodniczek więcej niż 80% realnych przychodów (plus maksymalnie 4 miliony funtów wkładu właścicielskiego). Zastrzyk gotówki od Nike otwiera drzwi, które dla większości beniaminków pozostają zaryglowane na cztery spusty.

Galaktyczny zaciąg: Putellas, Mapi León i Mary Earps

Sama wizja nie przyciągnęłaby jednak milionów od sponsorów, gdyby nie potężne nazwiska na boisku. Michele Kang przeprowadziła latem prawdziwy transferowy blitzkrieg.

Do Londynu zawitały postacie z absolutnego topu:

  • Alexia Putellas – dwukrotna zdobywczyni Złotej Piłki, mistrzyni świata i czterokrotna triumfatorka Ligi Mistrzyń. Ponad 3,4 miliona obserwujących na samym Instagramie.

  • Mapi León – filar defensywy Barcelony i ikona nowoczesnego stylu gry.

  • Mary Earps – czołowa bramkarka globu, której popularność w Wielkiej Brytanii dawno przekroczyła granice sportu.

  • Janni Thomsen – motor napędowy reprezentacji Danii.

Nike doskonale wie, jak liczyć zasięgi. Koszulka z nazwiskiem Putellas sprzedaje się sama. Zresztą klub przetestował to już wcześniej, współpracując z marką TOGETHXR i promując hasło „Everyone Watches Women’s Sports”. Efekt? Stroje wyprzedały się w kilkadziesiąt godzin, zmuszając klub do natychmiastowego domawiania kolejnych partii w szwalniach.

Imperium Kynisca: Nowoczesna piłka bez cienia męskiej sekcji

Czy kobieta z majątkiem wycenianym przez Forbesa na 1,2 miliarda dolarów mogłaby po prostu dopłacać do interesu z własnej kieszeni? Mogłaby. Ale Michele Kang doskonale wie, że dotacje z prywatnego konta budują kolosy na glinianych nogach.

Jej organizacja – Kynisca – to pierwszy na świecie globalny holding multi-klubowy stworzony wyłącznie z myślą o kobietach. Obejmuje dziś:

  1. London City Lionesses w Anglii (WSL),

  2. Washington Spirit w amerykańskiej NWSL,

  3. Olympique Lyonnais Féminin (OL Lyonnes) we Francji.

Koncepcja opiera się na wspólnym zapleczu medycznym, badaniach nad biomechaniką kobiecego ciała i globalnej synergii komercyjnej. Kang nie chce być dodatkiem do męskich struktur, gdzie kobieca sekcja bywa traktowana jak kosztowny obowiązek wizerunkowy.

Wnioski na przyszłość? Zasady gry uległy zmianie

Kobiecy futbol przestał pytać o zgodę na wejście do mainstreamu. On po prostu wyważył drzwi z buta.

Kiedy klub bez stuletniej tradycji i bez męskiej drużyny podpisuje umowę sponsorską zawstydzającą tradycyjne marki angielskiej piłki, rynek otrzymuje jasny sygnał: to nie jest chwilowa moda, to twardy biznes. Inwestorzy, którzy zrozumieją to pierwsi, zgarną całą pulę. Reszcie pozostanie oglądanie pleców zawodniczek w koszulkach z charakterystyczną łyżwą.

Merry Piotrowska

Autor

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

error: Content is protected !!