W niedzielę, 30 sierpnia, w ramach 5. kolejki Orlen Ekstraligi Kobiet, Śląsk Wrocław zremisował na własnym stadionie z Rekordem Bielsko-Biała 1:1. Choć kibice kobiecego futbolu obejrzeli cudownej urody gola i mnóstwo twardej walki, to po końcowym gwizdku na twarzach zawodniczek malował się potężny niedosyt. To było klasyczne starcie na przełamanie, z którego tak naprawdę nikt nie wyszedł zwycięsko.
Zanim sędzia główna po raz pierwszy użyła gwizdka, na wrocławskim obiekcie zrobiło się bardzo sentymentalnie. Swoją bogatą karierę oficjalnie zakończyła Karolina Iwaśko – absolutna legenda i jedna z najskuteczniejszych strzelczyń w historii wrocławskiego klubu, mająca na koncie ponad 100 występów na poziomie Ekstraligi. To był piękny, ludzki akcent przed prawdziwą piłkarską wojną nerwów.
Czerwona kartka, piłkarski szok i gol stadiony świata
Gospodynie od pierwszych minut ruszyły do ataku, chcąc za wszelką cenę zgarnąć pełną pulę. Bardzo aktywne były Paulina Guzik i Patrycja Ziemba, ale piłkarki Rekordu Bielsko-Biała potrafiły umiejętnie rozbijać te ataki. Kiedy wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się spokojnym remisem, w 45. minucie doszło do trzęsienia ziemi. Aleksandra Posiewka ostro sfaulowała rywalkę, obejrzała drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę. Ktoś mógłby pomyśleć: „Śląsk ma już ten mecz w garści”. Nic bardziej mylnego.
Druga połowa to dowód na to, dlaczego tak bardzo kochamy kobiecy futbol. Zamiast wrocławskiej dominacji, tuż po zmianie stron (48. minuta) dostaliśmy szybki cios od grających w osłabieniu bielszczanek! Niezawodna Koreanka Kim Se-Yeon dograła do 17-letniej Julii Sikory, a ta z niesamowitym dynamitem w nogach wpadła w pole karne i pokonała Martę Kaźmierczak.
Wrocławianki biły głową w mur. Zespół z Bielska-Białej mądrze się murował i wyprowadzał groźne kontry – jedną z nich niemal na gola zamieniła Kim Se-Yeon, ale po minięciu bramkarki zeszła za bardzo do boku i nie trafiła do pustej siatki. To zemściło się w 76. minucie. Joanna Wróblewska wzięła sprawy w swoje ręce i kapitalnym strzałem z półwoleja zerwała przysłowiową „pajęczynę” w bramce Kingi Ptaszek. Bramka z gatunku tych, które po prostu trzeba zobaczyć w skrótach meczów Orlen Ekstraligi!
MVP Spotkania: Joanna Wróblewska (Śląsk Wrocław)
Kapitan przez wielkie „K”. W momencie, gdy Śląsk walił głową w defensywny mur „Rekordzistek”, a widmo kompromitującej porażki zaglądało wrocławiankom w oczy, wzięła odpowiedzialność na swoje barki. Jej fenomenalny gol z 76. minuty uratował drużynie punkt i prawdopodobnie będzie aspirował do miana trafienia całej rundy. Na słowa uznania zasługuje również Julia Sikora (Rekord) za niesamowity luz i zmysł strzelecki pomimo młodego wieku.
Ocena spotkania: 6/10 – Widowisko pełne walki, ale i błędów
To był mecz typowy dla drużyn szukających formy z dolnych rejonów tabeli. Dużo szarpanej gry, sporo przerw spowodowanych drobnymi urazami i nerwowość w środku pola. Piłkarki Śląska Wrocław mogą pluć sobie w brodę, że nie potrafiły wykorzystać faktu gry w przewadze przez całą drugą połowę – raził zwłaszcza brak pomysłu na rozmontowanie defensywy rywalek w ataku pozycyjnym. Z kolei Rekord Bielsko-Biała pokazał niesamowity charakter. Zagrać z jedną zawodniczką mniej, strzelić gola i niemal dowieźć zwycięstwo do końca na trudnym terenie we Wrocławiu – to budzi szacunek, choć strata punktów w samej końcówce na pewno boli.
Wnioski z boiska i co dalej w Ekstralidze?
- Zbawienna przerwa: Kobieca Ekstraliga udaje się teraz na niemal miesięczną przerwę związaną ze zgrupowaniami kadr narodowych. Dla obu sztabów szkoleniowych to idealny moment na reset i ciężką pracę. Zespoły wrócą do gry pod koniec września – Śląsk zmierzy się wtedy z Lechem Poznań, co zwiastuje kolejne ogromne emocje.
- Charakter ponad wszystko: Zawodniczki Rekordu udowodniły, że taktyka i dyscyplina w obronie potrafią zniwelować brak jednej zawodniczki na boisku. Ten punkt, wywalczony w takich okolicznościach, może mocno podbudować mentalnie szatnię z Bielska-Białej.
- Deficyt kreatywności we Wrocławiu: Remis u siebie, w dodatku z grającym w „dziesiątkę” rywalem, odsłonił mankamenty wrocławskiego zespołu. Przewaga w posiadaniu piłki to jedno, ale brak otwierających podań w decydującej tercji boiska to materiał do głębokiej analizy dla trenerki Emilii Zdunek.
JanekF weź się ogarnij i zacznij pisać wierszem cały tekst a nie tylko tytuł.
No i mamy mecz typu która ekipa zleci z eklapy.
Na 100% jedna drużyna z tego (bardzo kiepskiego ) meczu wylatuje z ekstraligi!
I nie są tu potrzebne czterozwrotkowce wieszcza 🙂
Mamy pięć klubów gotowych do spadku …Ślęza, UAM, Śląska, Rekord, SMS….