Piłkarki Śląska Wrocław i Grot SMS-u Łódź zafundowały kibicom przy Oporowskiej prawdziwy rollercoaster w 2. kolejce Orlen Ekstraligi Kobiet. Kiedy wydawało się, że trzy punkty pojadą do centrum Polski, w 88. minucie wrocławianki doprowadziły do eksplozji radości na trybunach. Mecz zakończył się wynikiem 1:1, a my zapraszamy na podsumowanie tego pełnego zwrotów akcji widowiska.
Po wyjazdowej porażce z UJ-em Kraków (0:1) w pierwszej kolejce sezonu 2026/2027, piłka nożna kobiet wróciła na wrocławski stadion. Trenerka Emilia Zdunek dokonała jednej, kosmetycznej zmiany w wyjściowej jedenastce – Ewelinę Piórkowską zastąpiła Gabriela Lewicka. Rywalki z SMS-u Łódź przyjechały do stolicy Dolnego Śląska równie mocno zmotywowane, bo same chciały zmazać plamę po przegranej z Czarnymi Sosnowiec.
Niesamowity rajd Garbowskiej i nieuznany gol. Gorąca pierwsza połowa!
Spotkanie mogło rozpocząć się dla WKS-u wprost wymarzenie. Już w początkowej fazie meczu Olga Polewska obsłużyła genialnym podaniem Patrycję Ziembę, a ta bez zawahania umieściła piłkę w siatce. Niestety, radość na trybunach szybko przerwał gwizdek sędzi – spalony.
Z każdą minutą Śląsk Wrocław przejmował inicjatywę. Publiczność mogła przecierać oczy ze zdumienia, gdy Agnieszka Garbowska wzięła sprawy w swoje ręce (a właściwie nogi). Piłkarka przeprowadziła rajd w stylu największych gwiazd światowego futbolu – na skraju pola karnego niczym tyczki minęła aż pięć (!) zawodniczek z Łodzi. Choć ta indywidualna akcja nie zakończyła się golem, udowodniła, z jak wielkim animuszem gospodynie podeszły do tego starcia. Swoje szanse miały też Aleksandra Dudziak i Katarzyna Białoszewska, ale łódzka bramka pozostawała zaczarowana.
Pod koniec pierwszej części gry to przyjezdne doszły do głosu, mocno testując czujność Zuzanny Błaszczyk, jednak do szatni obie ekipy schodziły z wynikiem 0:0.
Zimny prysznic po przerwie i dramatyczna pogoń WKS-u
Druga połowa zaczęła się od prawdziwego trzęsienia ziemi. Łodzianki wyszły wysoko, założyły pressing i już w 47. minucie (48′ według innych źródeł) zebrały tego owoce. Martyna Bartczak huknęła z dystansu, piłka rykoszetem odbiła się od jednej z defensorek Śląska i kompletnie zmyliła wrocławską bramkarkę. Grot SMS Łódź objął prowadzenie 1:0.
Wrocławianki mogły błyskawicznie wyrównać, ale szczęście znów nie było po ich stronie. Po sprytnie rozegranym rzucie rożnym i uderzeniu głową, futbolówka odbiła się najpierw od słupka, potem od poprzeczki i… jak na złość, wróciła na boisko. To był moment, w którym kibice Śląska mogli chwycić się za głowy.
Trenerka Emilia Zdunek zareagowała, wpuszczając na boisko Martynę Dembowską, a później debiutującą w barwach Trójkolorowych Jolantę Siwińską. Gospodynie zamknęły rywalki na ich własnej połowie, desperacko bijąc głową w mur.
88. minuta i wybuch euforii na Oporowskiej!
Opłaciło się walczyć do końca. Kiedy zegar wskazywał 88. minutę spotkania, a kibice SMS-u już powoli dopisywali swojej drużynie trzy punkty, Śląsk Wrocław egzekwował rzut rożny. Ogromne zamieszanie w polu karnym najlepiej wykorzystała niezawodna Aleksandra Dudziak. Mocnym strzałem wreszcie przełamała ręce Moniki Sowalskiej i uratowała dla wrocławianek niezwykle cenny punkt!
MVP Meczu: Aleksandra Dudziak (Śląsk Wrocław)
Uzasadnienie: Wybór nie mógł być inny. Dudziak nie tylko dyrygowała blokiem obronnym, zatrzymując szybkie ataki SMS-u w drugiej połowie, ale przede wszystkim zachowała najwięcej zimnej krwi w kluczowym, najbardziej stresującym momencie meczu. Jej gol w 88. minucie to czyste złoto. Wyróżnienie honorowe: Agnieszka Garbowska – za rajd, o którym we Wrocławiu będzie mówiło się jeszcze długo!
Wnioski po meczu:
- Śląsk ma charakter ze stali: Drużyna Emilii Zdunek udowodniła, że potrafi podnieść się z kolan nawet w najtrudniejszych momentach. Walczenie do ostatnich sekund to DNA, z którego kibice mogą być dumni.
- Stałe fragmenty gry kluczem do sukcesu: Obie najgroźniejsze sytuacje Śląska (słupek/poprzeczka i wyrównujący gol) wzięły się z rzutów rożnych. To potężna broń wrocławianek w tym sezonie.
- Problemy SMS-u z „zabiciem meczu”: Łodzianki zagrały świetnie na początku drugiej połowy, ale zbyt wcześnie oddały inicjatywę i cofnęły się do głębokiej defensywy. Zabrakło im bezwzględności, by dobić rywala drugim golem.
Trenerze Papis, czy ma pan w drużynie dużo lepszych zawodniczek od Gabrieli Fesinger że ta grzeje ławę?