Przejdź do treści
Serwis do prawidłowego działania wykorzystuje pliki cookies » News » Kobiecy futbol nie przegrywa przez brak talentu. Przegrywa z tabelą w Excelu (cz.4)

Kobiecy futbol nie przegrywa przez brak talentu. Przegrywa z tabelą w Excelu (cz.4)

Część IV. Polska nie potrzebuje cudu. Potrzebuje odwagi, pieniędzy i nowego sposobu myślenia

Po przeanalizowaniu finansów Orlen Ekstraligi, porównaniu ich z Europą i pokazaniu, jak ogromną rolę odgrywa dziś UEFA Women’s Champions League, można dojść do jednego, bardzo prostego wniosku.

Największym problemem polskiej piłki kobiet nie jest brak talentów. Nie jest nim również brak trenerów. Ani brak pasji.

Największym problemem jest to, że polski futbol kobiet próbuje funkcjonować według zasad sprzed kilkunastu lat, podczas gdy Europa od dawna gra już według zupełnie nowych reguł.

I dopóki tego nie zrozumiemy, będziemy zachwycać się pojedynczymi sukcesami, zamiast budować trwałą pozycję na kontynencie.


Największą zmianą nie powinny być transfery. Powinno być myślenie

 W Polsce bardzo często dyskusja o rozwoju piłki kobiet sprowadza się do jednego pytania. „Którą zawodniczkę trzeba sprowadzić?”

To źle postawione pytanie. Bo nawet jeśli jutro do Orlen Ekstraligi trafiłoby kilka reprezentantek swoich krajów, nie zmieniłoby to fundamentów. Kluby nadal funkcjonowałyby na podobnych budżetach. Nadal byłyby uzależnione od samorządów. Nadal walczyłyby o sponsorów. Nadal traciłyby najlepsze piłkarki.

Problem nie leży więc w jakości kadry. Problem leży w modelu funkcjonowania całych organizacji.

To właśnie dlatego europejskie kluby inwestują dziś przede wszystkim poza boiskiem. Marketing. Sprzedaż. Media. Analitykę. Budowanie marki. Pozyskiwanie partnerów. Nowoczesne akademie. To nie są koszty. To inwestycje.


Nie możemy dłużej budować klubów od jednej dotacji do drugiej

 To być może najbardziej niewygodny temat w całym polskim futbolu kobiet. Przez lata przyzwyczailiśmy się, że znaczna część klubowych budżetów opiera się na środkach publicznych.

Miasta pomagają. Samorządy wspierają. Programy ministerialne uzupełniają budżety. PZPN zwiększa premie i uruchamia kolejne projekty rozwojowe.

I dobrze. Takie wsparcie jest potrzebne.

Problem pojawia się wtedy, gdy dotacja staje się fundamentem, a nie impulsem do rozwoju.

Bo dotacja nie buduje wartości klubu. Nie zwiększa jego rozpoznawalności. Nie tworzy nowych źródeł przychodów. Nie przyciąga sponsorów.

To jedynie stabilizuje bieżące funkcjonowanie. Europa już dawno zrozumiała, że klub musi nauczyć się zarabiać. Nie tylko otrzymywać pieniądze.


Sponsor nie jest darczyńcą. Jest partnerem biznesowym

 To kolejna zmiana mentalna, która w Polsce dopiero się zaczyna. Przez lata sponsoring kobiecego futbolu był często przedstawiany jako forma społecznego wsparcia.

Firma pomaga. Logo pojawia się na koszulce. Wszyscy są zadowoleni.  Ale świat poszedł znacznie dalej.

Dziś największe marki inwestują w kobiecą piłkę dlatego, że widzą konkretne liczby. Rosnące zasięgi. Młodszą grupę odbiorców. Większe zaangażowanie w mediach społecznościowych. Lepszy odbiór działań sponsoringowych.

Silniejsze powiązanie z wartościami, które coraz częściej decydują o wyborach konsumentów. To nie jest filantropia. To biznes.

I dopóki polskie kluby nie zaczną mówić językiem biznesu, bardzo trudno będzie przekonać największe firmy do wieloletnich inwestycji.


Czy naprawdę nie stać nas na silny klub w Europie?

 To pytanie wraca praktycznie co roku. Moim zdaniem jest źle postawione.

Polski futbol już wielokrotnie udowadniał, że potrafi budować ambitne projekty. Potrafił stworzyć nowoczesne stadiony. Potrafił rozwijać akademie. Potrafił organizować wielkie imprezy.

Dlaczego więc miałby nie potrafić zbudować jednego naprawdę silnego klubu kobiecego?

To nie jest kwestia możliwości. To kwestia priorytetów.

Europa pokazuje, że jeden dobrze zarządzany projekt może zmienić postrzeganie całej ligi.

Barcelona zmieniła postrzeganie hiszpańskiego futbolu kobiet. Chelsea stała się symbolem profesjonalizacji w Anglii. Apollon Limassol przez lata pokazywał, że nawet niewielki rynek może regularnie pojawiać się w Europie, jeśli potrafi wykorzystać środki z UEFA.

Polska również potrzebuje takiego projektu. Niekoniecznie najbogatszego. Najlepiej zarządzanego.


Największym kapitałem są dziś kibice

 Przez lata mówiliśmy głównie o sponsorach. Ale jest jeszcze ktoś znacznie ważniejszy.

Kibic. Bo sponsor pojawia się tam, gdzie są ludzie. Nie odwrotnie.

Jeżeli mecze Orlen Ekstraligi będą wydarzeniami, na które chce się przyjść całymi rodzinami, partnerzy biznesowi przyjdą sami. Jeżeli transmisje będą oglądane przez setki tysięcy widzów, prawa telewizyjne zaczną mieć większą wartość. Jeżeli piłkarki będą rozpoznawalnymi osobowościami, łatwiej będzie budować ich indywidualne marki, a wraz z nimi wartość całej ligi.

Europa już to robi. Barcelona organizuje widowiska. Arsenal sprzedaje emocje.  Chelsea opowiada historie swoich zawodniczek.

W Polsce nadal zbyt często ograniczamy się do komunikatu: „Mecz odbędzie się o godzinie 12.00.”

To za mało. Dzisiaj sport sprzedaje przede wszystkim emocje.


PZPN zrobił wiele. Ale wszystkiego zrobić nie może

 W ostatnich latach Polski Związek Piłki Nożnej wykonał ogromną pracę.

Rosną nagrody dla klubów. Pojawiają się premie za szkolenie reprezentantek. Rozwijane są akademie. Powstała strategia rozwoju piłki kobiet.

To ważne działania. Ale nawet najlepiej działający związek nie stworzy profesjonalnej ligi sam.

To zadanie klubów. Sponsorów. Miast. Mediów. Kibiców. I prywatnego biznesu.

Jeżeli zabraknie jednego z tych elementów, rozwój będzie znacznie wolniejszy.


Nie chodzi o to, żeby zatrzymać wszystkie piłkarki

 To również warto jasno powiedzieć. Wyjazdy do Barcelony, Chelsea czy Wolfsburga są czymś naturalnym. Tak działa sport.

Najlepsi zawsze trafiają do najlepszych. Problem polega na tym, że obecnie polskie kluby zbyt często pełnią wyłącznie rolę przystanku.

Szkolą. Promują. Oddają. I zaczynają od początku.

To model, który utrudnia budowanie silnej ligi. Nie zatrzymamy wszystkich talentów.

Ale możemy stworzyć warunki, by wyjeżdżały później. Już jako ukształtowane zawodniczki. Po kilku sezonach gry w Polsce.

To byłaby ogromna zmiana.


Najdroższą walutą jest dziś cierpliwość

 We współczesnym sporcie wszyscy chcą sukcesu natychmiast.

Po jednym sezonie. Po jednym transferze. Po jednej inwestycji.

Tymczasem wszystkie europejskie potęgi budowały swoją pozycję latami.

Barcelona nie stała się najlepszą drużyną świata w rok.Chelsea nie zdominowała Anglii po jednym oknie transferowym. Arsenal również przechodził długą drogę.

Dlatego polskie kluby powinny przestać myśleć kategoriami jednego sezonu. Potrzebują strategii na pięć, dziesięć, a może nawet piętnaście lat. To właśnie tego najbardziej brakuje.


Największy rywal polskich klubów nie gra w piłkę

 Po napisaniu tego tekstu łatwo dojść do wniosku, że największym przeciwnikiem naszych drużyn są Barcelona, Chelsea czy Arsenal.

Ja uważam inaczej. Największym przeciwnikiem jest finansowy sufit, który sami stworzyliśmy przez lata funkcjonowania w modelu opartym głównie na dotacjach, krótkoterminowym planowaniu i ograniczonych możliwościach komercjalizacji.

To z nim musimy wygrać. Bo kiedy uda się go przebić, różnica sportowa zacznie się zmniejszać.


Pieniądze nie są wszystkim. Ale bez nich nie ma wielkich marzeń

 Nie chciałbym, żeby po lekturze tego tekstu ktoś pomyślał, że piłka nożna sprowadza się wyłącznie do pieniędzy.

Nie. Nadal wygrywa się ją odwagą. Charakterem. Talentem. Pracą.

Ale współczesny futbol kobiet pokazał coś jeszcze. Pieniądze nie zastępują talentu.

One pozwalają temu talentowi rozkwitnąć. Pozwalają zatrzymać najlepsze piłkarki.

Zapewniają profesjonalną opiekę medyczną. Budują akademie. Przyciągają sponsorów. Tworzą widowisko.

Sprawiają, że klub przestaje walczyć o przetrwanie, a zaczyna walczyć o sukces.

I właśnie dlatego największym wyzwaniem polskiego futbolu kobiet nie jest dziś znalezienie kolejnej Ewy Pajor.

Największym wyzwaniem jest stworzenie warunków, dzięki którym kolejna Ewa Pajor będzie mogła przez kilka sezonów rozwijać się w Polsce, a polski mistrz przestanie jechać do Europy jako sympatyczny outsider.

Bo dopiero wtedy zdanie „musimy gonić Europę” przestanie być hasłem.

Stanie się planem.

Dawid Gordecki

1 komentarz do “Kobiecy futbol nie przegrywa przez brak talentu. Przegrywa z tabelą w Excelu (cz.4)”

  1. Krótki przegląd co działo się z klubami, które grały w ekstralidze w ostatniej dekadzie.

    Sezon 2012/13
    Pogoń Women Szczecin – spada z ligi likwidacja klubu

    Sezon 2013/14
    Unia Racibórz – likwidacja sekcji
    Gol Częstochowa – czy w ogóle jeszcze istnieje ?

    Sezon 2014/15
    Fc Katowice, Stilon Gorzów – aktualnie sekcje kobiet nie istnieją

    Sezon 2015/26
    Zagłębie Lubin – klub wycofany z rozgrywek, sekcja kobiet zlikwidowana
    Ciekawy temat, dlaczego ? W tm klubie kasy nie brakuje 😛

    Sezon 2016/17
    Sztorm Gdańsk – klub/sekcja zlikwidowana.
    Piaseczno – ktokolwiek widział, ktokolwiek wie 😛

    Sezon 2017/18
    Unifreeze Górzno – likwidacja sekcji piłki nożnej, zmienili nazwę i trzymają futsalu.

    Sezon 2018/19
    Polonia Poznań – likwidacja sekcji
    PSW Biała Podlaska – wycofana z rozgrywek

    Sezon 2019/20
    PWSZ Wałbrzych, Mitech Żywiec – wycofane z rozgrywek

    Sezon 2020/21
    ROW Rybnik – ostatnio widziany w 4 lidze
    Rolnik Biedrzychowice – chyba też w 4 lidze

    Sezon 2021/22
    Tarnovia Tarnów – ktokolwiek widział, ktokolwiek wie ?

    Sezon 2022/23
    KKP Bydgoszcz – aktualnie męczy się na zapleczu ekstraligi

    Sezon 2023/24
    Medyk Konin – wielki (?) klub aktualnie robi za średniaka w I lidze

    Sezon 2024/25
    Skra Częstochowa – wycofana z ligi. Sekcja śp ?

    Sezon 2025/25
    Pogoń Tczew – spada z ekstraligi i ląduje w …3 lidze 🙂

    Im niższe ligi tym bardziej ….i śmieszno i straszno 😛

    Np. taka sytuacja w niższej lidze, mniejsza o kim mowa bo generalnie z tej ligi ostał się jeden klub i w dodatku meczy się bardzo.
    Otóż do rozgrywek przystąpiło 8 drużyn, już na początku rozgrywek wycofały się dwie drużyny, a rozgrywki ukończyły 3 (trzy) drużyny w tym 2(dwie) z jednego klubu 😀

    Tak w ogóle, dlaczego dopuszcza się do rozgrywek takie „kluby” które nie mają totalnie nic, nawet „11” meczowej ?!

Autor

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

error: Content is protected !!