Przejdź do treści
Serwis do prawidłowego działania wykorzystuje pliki cookies » News » Kobiecy futbol nie przegrywa przez brak talentu. Przegrywa z tabelą w Excelu (cz.3)

Kobiecy futbol nie przegrywa przez brak talentu. Przegrywa z tabelą w Excelu (cz.3)

 Liga Mistrzyń – złota twierdza, która zmieniła ekonomię kobiecego futbolu 

Gdy przeciętny kibic słyszy słowa Liga Mistrzyń, myśli przede wszystkim o sporcie.

O hymnie UEFA. O pełnych stadionach. O Barcelonie. O Chelsea. O Arsenalu. O najlepszych piłkarkach świata. I trudno się temu dziwić.

Od zawsze właśnie tak sprzedawano te rozgrywki – jako szczyt sportowych marzeń. Miejsce, do którego trafiają wyłącznie najlepsi.

Ale we współczesnym futbolu kobiecym UEFA Women’s Champions League przestała być jedynie elitarnymi rozgrywkami.

Stała się największym instrumentem finansowym w europejskiej piłce kobiet.

To właśnie tam dzisiaj rodzą się nie tylko sukcesy sportowe. Tam rodzą się również przewagi ekonomiczne, których później przez lata nie da się dogonić.

I właśnie dlatego polskie kluby mają dziś znacznie trudniejsze zadanie niż jeszcze dziesięć lat temu.


Jeszcze niedawno każdy miał szansę. Dzisiaj system premiuje najsilniejszych

 W początkowych latach kobiecej Ligi Mistrzyń różnice pomiędzy klubami były zdecydowanie mniejsze.

Oczywiście istniały potęgi. Lyon. Wolfsburg. Frankfurt.

Ale finansowo kobiecy futbol pozostawał sportem rozwijającym się stosunkowo równomiernie. Dzisiaj sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Na rynek weszły globalne marki.

Barcelona wykorzystała siłę jednej z najbardziej rozpoznawalnych marek sportowych świata. Chelsea zbudowała kobiecą sekcję praktycznie od podstaw, inwestując miliony euro. Arsenal od lat rozwija projekt, który stał się jednym z najważniejszych produktów całej organizacji. Manchester City potraktował kobiecą piłkę jako integralną część swojej sportowej strategii.

To nie były jednorazowe inwestycje. To były decyzje biznesowe. A kiedy do tych inwestycji dołączyły coraz większe premie UEFA, rozpoczął się proces, którego skutki widzimy dzisiaj.

Bogaci zaczęli bogacić się jeszcze szybciej.


Ekonomia działa bez emocji

 W sporcie lubimy wierzyć, że każdy ma szansę. To piękna idea. Jednak ekonomia nie zna pojęcia romantyzmu.

Nie interesuje jej historia klubu. Nie interesuje jej tradycja. Nie interesuje jej liczba zdobytych mistrzostw sprzed trzydziestu lat.

Ekonomia nagradza wzrost. Kapitał. Markę. Możliwość generowania kolejnych przychodów.

I właśnie dlatego UEFA zaczęła zwiększać pulę pieniędzy przeznaczonych dla uczestników Women’s Champions League. Z jednej strony to świetna wiadomość.

Nigdy wcześniej kobiece kluby nie mogły liczyć na tak duże wpływy z europejskich rozgrywek. Ale z drugiej… Powstał mechanizm, który coraz mocniej przypomina zamknięty krąg.

Masz większy budżet. Awansujesz. Dostajesz kolejne pieniądze. Jeszcze bardziej zwiększasz budżet. Jeszcze łatwiej awansujesz.

To klasyczny przykład efektu skali, który ekonomiści opisują od dziesięcioleci. W futbolu kobiet widać go dziś wyjątkowo wyraźnie.


Pół miliona euro, które może zmienić wszystko

Na papierze liczba wygląda niepozornie. 505 tysięcy euro. Dla wielu osób to po prostu kolejna kwota w tabeli UEFA. Ale z perspektywy polskiego klubu oznacza ona prawdziwe trzęsienie ziemi.

To nie jest premia za zdobycie trofeum. To nie jest nagroda za wygranie finału. To pieniądze, które klub otrzymuje za sam awans do fazy ligowej UEFA Women’s Champions League.

I właśnie tutaj najlepiej widać skalę problemu. Dla Barcelony te środki stanowią jedynie część rocznego budżetu. Dla Chelsea są dodatkiem do ogromnych przychodów komercyjnych. Dla Arsenalu kolejnym elementem wielkiej układanki finansowej.

Natomiast dla zdecydowanej większości klubów Orlen Ekstraligi taka kwota oznaczałaby możliwość praktycznie podwojenia rocznych możliwości finansowych. To różnica, której nie da się przecenić.


Jedna premia zmienia funkcjonowanie całej organizacji

 Spróbujmy na chwilę zapomnieć o samym boisku. Wyobraźmy sobie zarząd przeciętnego polskiego klubu. Na konto wpływa ponad dwa miliony złotych.

Co dzieje się dalej? Nie trzeba od razu kupować zagranicznych gwiazd. Znacznie ważniejsze są rzeczy, których kibice często nawet nie zauważają.

Można zatrudnić lekarza klubowego na pełen etat. Można stworzyć profesjonalny dział analizy wideo. Można zatrudnić specjalistę od przygotowania motorycznego.

Można zwiększyć liczbę fizjoterapeutów. Można kupić nowoczesny sprzęt monitorujący obciążenia treningowe. Można wysłać trenerów na zagraniczne staże.

Można poprawić warunki akademii. Można zwiększyć liczbę skautów. Można stworzyć dział marketingu, który zacznie zarabiać pieniądze zamiast wyłącznie je wydawać. To właśnie dlatego awans do Ligi Mistrzyń jest dzisiaj czymś znacznie większym niż sportowym sukcesem.

To inwestycja w przyszłość całego klubu.


Największy paradoks współczesnej Europy

 I tutaj dochodzimy do najbardziej brutalnego mechanizmu współczesnego futbolu kobiet. Żeby zdobyć pół miliona euro…najpierw trzeba pokonać kluby, które od lat regularnie otrzymują takie premie.

To trochę tak, jakby młody przedsiębiorca miał konkurować z międzynarodową korporacją o ten sam kontrakt. Teoretycznie jest to możliwe. Praktycznie wymaga perfekcji. Jednego słabszego dnia rywala. Odrobiny szczęścia. Braku kontuzji. Idealnego przygotowania. A nawet wtedy sukces nie jest gwarantowany.

Dlatego każda kolejna edycja UEFA Women’s Champions League sprawia, że wejście do europejskiej elity staje się coraz trudniejsze. Nie dlatego, że poziom piłkarski rośnie szybciej.

Dlatego, że jeszcze szybciej rosną różnice finansowe.


Czy UEFA mogła zrobić to inaczej?

 To pytanie coraz częściej pojawia się wśród ekonomistów sportu. Bo z jednej strony trudno krytykować organizację za zwiększanie nagród finansowych. To przecież dowód, że kobiecy futbol rozwija się komercyjnie. Ale z drugiej strony warto zadać sobie pytanie, czy obecny model nie prowadzi do sytuacji, w której liczba klubów realnie walczących o najwyższe cele będzie z roku na rok coraz mniejsza.

Czy za kilka lat nie będziemy oglądać w Lidze Mistrzyń tych samych dwunastu czy piętnastu zespołów? Czy droga dla mistrzów krajów rozwijających się nie stanie się praktycznie zamknięta? To pytania, na które dziś nie ma jednoznacznej odpowiedzi.

Jedno jest jednak pewne. Nigdy wcześniej ekonomia nie miała tak ogromnego wpływu na układ sił w kobiecej piłce nożnej.


Eliminacje Ligi Mistrzyń – najdroższy egzamin w europejskim futbolu kobiet

 Jest pewna scena, która co roku powtarza się w wielu europejskich klubach. Mistrzynie swojego kraju świętują tytuł. Są zdjęcia z pucharem.

Konfetti. Medale. Wywiady. Kibice gratulują historycznego sukcesu. Kilka dni później emocje opadają. Zaczyna się liczenie. Nie punktów. Nie bramek. Pieniędzy.

Bo zdobycie mistrzostwa kraju w kobiecym futbolu nie oznacza dzisiaj końca drogi. To dopiero początek najdroższego egzaminu, jaki klub może sobie wyobrazić.


Mistrz Polski nie jedzie na wakacje. Jedzie walczyć o przyszłość klubu

 W męskiej piłce zdobycie mistrzostwa kraju oznacza ogromny sukces sportowy i finansowy. W kobiecej piłce sytuacja wygląda inaczej. Mistrz Polski nie dostaje gwarancji gry w fazie ligowej UEFA Women’s Champions League. Musi przejść przez niezwykle wymagające eliminacje, które często przypominają turniej przetrwania.

Każda kolejna runda oznacza większe koszty. Więcej logistyki. Więcej organizacji. Więcej stresu. A paradoks polega na tym, że klub musi najpierw wydać ogromne pieniądze, aby w ogóle mieć szansę zarobić znacznie większe. To trochę tak, jakby przedsiębiorca musiał postawić całą firmę na jedną kartę, licząc, że za kilka miesięcy inwestycja zacznie się zwracać.

Nie każdy może sobie na to pozwolić.


Sportowa nagroda nie zawsze oznacza finansowy sukces

 Patrząc na wyniki Czarnych Antrans Sosnowiec w pierwszej rundzie kwalifikacji, wielu kibiców mogło odnieść wrażenie, że wszystko zmierza w idealnym kierunku.

Efektowne zwycięstwo z WFC Nike Lusso. Pewna wygrana z Athlone Town. Świetna organizacja turnieju. Pełne zaangażowanie drużyny. Tak właśnie powinien wyglądać mistrz Polski.

Ale za kulisami sukcesu trwała zupełnie inna walka. Walka z budżetem. Organizacja turnieju kwalifikacyjnego oznacza wynajem stadionu, zabezpieczenie medyczne, obsługę telewizyjną, ochronę, transport, noclegi, wyżywienie, logistykę UEFA i dziesiątki kosztów, których przeciętny kibic nigdy nie zobaczy.

Premia za wygranie pierwszej rundy eliminacji wynosi około 60 tysięcy euro. Na pierwszy rzut oka brzmi imponująco. Jednak znaczną część tej kwoty pochłaniają właśnie koszty udziału w rozgrywkach.

To nie jest finansowy przełom. To raczej oddech. Prawdziwa nagroda czeka dopiero dalej.


Najdroższe 90 minut sezonu

 Są mecze, które decydują o mistrzostwie kraju. Są finały pucharów. Są derby. Ale dla polskiego klubu żadne spotkanie nie ma dziś tak wielkiego znaczenia jak dwumecz decydujący o awansie do fazy ligowej UEFA Women’s Champions League. To właśnie wtedy na szali leży nie tylko wynik sportowy.

Na szali leży przyszłość budżetu. Przyszłość transferów. Przyszłość akademii. Przyszłość sztabu szkoleniowego. Jedno zwycięstwo może otworzyć drzwi do zupełnie innego świata. Jedna porażka często oznacza powrót do codzienności, w której każdą złotówkę ogląda się dwa razy.


 Dlaczego bogatsze kluby mają łatwiej?

To pytanie wraca przy każdej edycji europejskich pucharów. Odpowiedź jest prostsza, niż mogłoby się wydawać. Bo bogatszy klub nie jest lepszy wyłącznie dlatego, że kupił lepsze piłkarki.

Jest lepszy dlatego, że stworzył środowisko, w którym łatwiej osiągnąć sukces. Lepsza regeneracja. Lepsza analiza przeciwnika. Lepsza opieka medyczna. Większa rotacja składu. Możliwość odpoczynku kluczowych zawodniczek. Dłuższa ławka rezerwowych. Każdy z tych elementów wydaje się drobiazgiem.

Ale kiedy zsumujemy ich kilkadziesiąt, otrzymujemy przewagę, której nie da się zniwelować wyłącznie ambicją.


Największą przewagę daje… możliwość popełniania błędów

 To aspekt, o którym mówi się zdecydowanie za rzadko. Bogaty klub może pozwolić sobie na nieudany transfer. Na kontuzję liderki. Na słabszy sezon. Na zmianę trenera. Na kosztowną pomyłkę. Polski klub bardzo często nie ma takiego komfortu. Tutaj jeden błędny kontrakt. Jedna poważna kontuzja. Jeden sponsor mniej. Jedna nieudana kampania europejska. I cały plan trzeba pisać od początku. To nie jest kwestia jakości zarządzania. To kwestia skali ryzyka.


Największym sukcesem nie będzie awans. Największym sukcesem będzie regularność

 Prawdziwe europejskie marki nie budują swojej pozycji jednym sezonem. Budują ją przez dziesięć. Piętnaście. Dwadzieścia lat.

Barcelona nie stała się potęgą po jednym udanym występie.  Chelsea również. Regularne występy oznaczają regularne premie. Regularne premie oznaczają kolejne inwestycje. Kolejne inwestycje oznaczają jeszcze większą przewagę. To właśnie dlatego największym marzeniem polskich klubów nie powinien być jednorazowy awans do Ligi Mistrzyń.

Największym marzeniem powinno być stworzenie organizacji, która będzie tam wracała co roku. Bo dopiero wtedy zaczyna działać ekonomia sukcesu.


(Koniec części III)

W części IV przejdziemy od diagnozy do odpowiedzi na najważniejsze pytanie: czy Polska naprawdę jest skazana na rolę dostawcy talentów dla bogatszych lig, czy istnieje realna droga do zbudowania klubu, który będzie regularnie rywalizował z europejską elitą?

Dawid Gordecki

1 komentarz do “Kobiecy futbol nie przegrywa przez brak talentu. Przegrywa z tabelą w Excelu (cz.3)”

  1. Nie wybiegajmy zbyt daleko, zatrzymajmy się w rodzinnym grajdole 🙂
    Przykład, Medyk Konin pod przywództwem pana Romana.
    Zbudować z niczego coś wielkiego, szacunek!
    Wydawało się że Medyk pod przywództwem pana Romana, wyruszył w bieg długodystansowy 🙂
    Medyk stał się absolutnym krajowym hegemonem.
    Była paka z Podwala i długo nic 🙂
    Ale to były tylko złudzenia, a może marzenia ?

    Medyk powoli zaczął wchodzić na europejskie salony.
    I tu dochodzi do zderzenia ze ścianą, czy jak kto woli szklany sufit.

    Sponsorzy dość zacni, byli, wspomaganie przez władze lokalne, najwyższe dotacje w mieście i okolicy, były, szatnie i murawa na najwyższym poziomie, były, zainteresowanie kibiców, było, zainteresowanie mediów, było!
    Ba, zawodniczki na najwyższym poziomie, były 🙂

    Co się stało że nie wyszło?

    Myśl szkoleniowa jak i organizacyjna klubu, zatrzymała się w rozwoju czyli kto nie maszeruje ten się cofa 😛

    No i zaczęły się pierwsze nerwowe ruchy, twórcy Medyka, za brak kolejnych sukcesów obwiniał cały świat 😀
    Władze piłkarskie (no trochę miał racji) obsady sędziowskie (a niby dlaczego?) oberwało się nawet mediom, kibicom i innym klubom (no to, to trudno ogarnąć !)
    Jednak najgorsze miało nastąpić. Medyk który był marzeniem każdej piłkarki, stał się wielkim obciachem.

    No i gdzie dziś jest Medyk ?
    Gdzieś daleko za plecami peletonu.
    Złośliwi a może dobrze poinformowani, twierdzą że za plecami Medyka jest już tylko autokar z napisem – KONIEC WYŚCIGU !

    ps. Medyk Konin, chyba jako pierwszy klub …na świecie, mógł przejść do historii piłki nożnej!
    Sezon 2016/17
    Medyk Konin bezapelacyjnie Mistrzem Polski Kobiet
    W lidze 25 wygranych meczów, tylko 2 remisy i ZERO(0) porażek 135:15 w bramkach 🙂
    Ale, ale
    W pierwszej lidze
    Medyk II Konin mistrzem na zapleczu ekstraligi 🙂
    11 wygranych, 7 remisów i ZERO (0) porażek 34:9 w bramkach
    Awansu nie było, względy regulaminowe.

    Ale, ale w tym sezonie tym razem w PP
    1/2 PP, Medyk pokonuje …Medyk II 8:2 🙂
    PP zdobywa Medyk po wygranej z Łęczną
    Jednak gdyby inaczej potoczyło się losowanie, i Medyk II trafił na Mitech, to finał PP był by wewnętrzną sprawą pana Romana 🙂
    Aha, w tym samym sezonie, Medyk IV Konin (była taka drużyna 🙂 ) zajmuje pierwsze miejsce w ówczesnej III lidze wielkopolska 🙂

    To krótki opis straconej dekady na Podwalu!

Autor

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

error: Content is protected !!