Dwadzieścia lat temu nikt by w to nie uwierzył, ale dziś to fakt. Piątego sierpnia 2026 roku o godzinie 16:00 mistrzynie Polski, KKS Czarni Sosnowiec, wybiegną na murawę w cypryjskim Pafos, by walczyć o piłkarski raj. Półfinał drugiej rundy kwalifikacyjnej Ligi Mistrzyń UEFA to nie przelewki, a rywalem jest drużyna, która na własnym podwórku od lat nie ma sobie równych – Apollon Ladies FC. Zanim jednak zaczniemy drżeć przed utytułowaną ekipą z Wyspy Afrodyty, weźmy głęboki oddech. Ten pucharowy potwór wcale nie musi być taki straszny.
Cypryjski hegemon z glinianymi nogami w Lidze Mistrzyń
Nie da się ukryć, że suche statystyki Apollonu mogą przyprawić kibiców o zawrót głowy. Mówimy o zespole, który zdobył imponujące 16 tytułów mistrza Cypru i wręcz zmonopolizował tamtejsze rozgrywki ligowe. Zdarzały im się sezony, w których pakowały rywalkom grubo ponad setkę bramek, same tracąc zaledwie kilka.
Tylko co z tego wynika dla naszego zespołu? Kiedy spojrzymy na to chłodnym okiem eksperta, zauważymy klasyczny syndrom „wielkiej ryby w małym stawie”. W starciach z prawdziwą, twardą europejską stawką Apollon regularnie traci rezon. Wystarczy spojrzeć na ich ostatnie potyczki w kwalifikacjach. Porażki ze słoweńską Murą (2:3), szwajcarskim Young Boys (0:1) czy szkockim Hibernianem (2:3) brutalnie weryfikują ich faktyczną siłę, gdy przychodzi do równej walki i obrony własnego pola karnego. To absolutnie nie jest zespół poza zasięgiem mistrzyń Polski. Polki zresztą dopiero co udowodniły swoją klasę – w pierwszej rundzie wręcz zdemolowały gruzińskie WFC Nike Lusso 7:1, a w decydującym meczu dojrzałością wypunktowały twardo grające irlandzkie Athlone Town 3:1.
Kto straszy w szeregach Apollon Ladies? Na kogo muszą uważać Czarni?
Hurraoptymizm trzeba jednak zostawić w szatni, bo na murawie nie będzie litości. Czeka nas piekielnie trudne starcie, nie tylko ze względu na zapowiadający się morderczy śródziemnomorski upał, ale przede wszystkim przez kilka świetnie naoliwionych trybów w kadrze rywalek.
Zdecydowanie największym zagrożeniem dla defensywy z Sosnowca będzie Krystyna Freda. Ta 32-letnia amerykańska napastniczka z cypryjskim paszportem to dla tamtejszej ligi chodząca legenda i egzekutorka doskonała. Jej bilans bramkowy w cypryjskiej lidze jest wprost kosmiczny – strzeliła ponad 350 goli. To klasyczny lis pola karnego, który nie wybacza nawet sekundy spóźnienia.
Od tego sezonu wspierać ją będzie nowa krew prosto ze Stanów Zjednoczonych – 23-letnia Maya Matesa, która tuż po kapitalnym i pełnym rekordów sezonie w amerykańskiej lidze uniwersyteckiej przyleciała na Cypr, aby siać zamęt swoimi niesamowicie dynamicznymi i szybkimi rajdami.
Ale uwaga, bo śmiertelne niebezpieczeństwo czai się też z tyłu. Zofia Buszewska i Daria Kurzawa będą musiały stanąć na rzęsach przy stałych fragmentach gry, by upilnować potężną Steffi Hardy. Doświadczona angielska defensorka ma niesamowity zmysł do gry w powietrzu, co udowodniła w ubiegłym sezonie, wbijając aż dwa gole (w tym jednego w 90. minucie) szkockiemu Hibernianowi w Lidze Mistrzyń.
Zamiast strachu – historyczna szansa do wykorzystania
Czy piłkarki i kibice z Sosnowca powinni obawiać się wyjazdu do Pafos? Zdecydowanie nie. Pełen szacunek dla przeciwnika – tak, ale strach – w żadnym wypadku. Ekipa Czarnych Sosnowiec jedzie tam napędzona fantastyczną, strzelecką formą Klaudii Miłek, bezbłędną organizacją gry taktycznej i świadomością, że największa presja leży teraz po stronie cypryjskich gospodyń.
Rozgrywki UEFA z nowym formatem to wspaniała, sportowa szansa – zwycięstwo 5 sierpnia w Pafos da Polkom przepustkę do decydującej walki o wymarzoną fazę ligową Ligi Mistrzyń. A jeśli po zaciętej bitwie powinie się noga? Spokojnie, na otarcie łez pozostaje startujący Puchar Europy (UEFA Women’s Europa Cup), będący miękkim lądowaniem dla drużyn kończących przygodę z Ligą Mistrzyń na tym etapie.
Wszystko wskazuje na to, że przed kobiecą piłką klubową w Polsce rozciąga się piękna, długa europejska jesień. Kibice mają pełne prawo marzyć, a drużyna z Cypru z pewnością ma bardzo merytoryczne powody, by obawiać się potężnej polskiej siły rażenia!
Krystyna Freda to pilkarka polskiego pochodzenia ktora pzpn chcial namowic do gry w polskiej reprezentacji kiedy trenerem kadry byl pan Stepinski. Moze byc grozna ale ma juz po 30tce wiec do gry trzeba podejsc na spokojnie.