Już 22 lipca 2026 roku usiądziemy na trybunach lub przed ekranami z mocno zaciśniętymi kciukami, by dopingować KKS Czarni Antrans Sosnowiec. Nasze czternastokrotne mistrzynie Polski rozpoczną bój w kwalifikacjach do Ligi Mistrzyń UEFA, stając naprzeciwko gruzińskiego WFC Nike Lusso. Z tej okazji warto zadać sobie szczere pytanie: dlaczego europejskie puchary w kobiecym wydaniu to dla nas od ponad dwóch dekad istny sportowy rollercoaster, pełen bolesnych zderzeń ze ścianą, ale też momentów czystej, piłkarskiej magii?
Pionierki z Wrocławia, czyli pierwsze zderzenie z Zachodem
Kiedy na początku XXI wieku UEFA dopiero rozkręcała kobiece rozgrywki o Puchar UEFA, polską ligą trząsł i dzielił absolutny hegemon – AZS Wrocław, który zdobył imponujące osiem tytułów mistrzowskich z rzędu. To właśnie ambitne wrocławianki przecierały nam szlaki w Europie. W 2001 roku rozgromiły izraelski Hapoel Tel-Awiw aż 7:0, lecz prawdziwa, bolesna weryfikacja nadeszła dwa lata później. Wtedy norweski Kolbotn IL brutalnie obnażył nasze braki w przygotowaniu motorycznym, gromiąc polski zespół 15:2.
Ale hej, to właśnie ten sam AZS dostarczył nam też pierwszych powodów do ogromnej dumy! Kibice do dziś wspominają jesień 2004 roku i sensacyjne, historyczne zwycięstwo 2:0 nad mistrzem Francji, Montpellier HSC, po trafieniach Justyny Nazarczyk i naszej legendarnej snajperki, Marty Otrębskiej. To był pierwszy poważny sygnał dla piłkarskiej elity – w Polsce też potrafią kopać piłkę!
Złote Ery Raciborza i Konina – o krok od piłkarskiego raju
Przełom dekad to czas Unii Racibórz. Drużyna ta na stałe zadomowiła się w europejskiej „klasie średniej”, dumnie docierając do decydujących faz. Zanim jednak Unia stawiała czoła takim potęgom jak napędzany potężnym kapitałem niemiecki VfL Wolfsburg (bolesne 1:5) w 1/16 finału, w imponującym stylu przechodziła przez turnieje eliminacyjne. Do historii przeszła ich kampania kwalifikacyjna z sezonu 2012/2013, w której wprost zdemolowały Slovan Bratysława 5:0 (wielki mecz i hat-trick nigeryjskiej gwiazdy, Chinasy Okoro), białoruską Bobruichankę również 5:0 (po trafieniach m.in. Patrycji Pożerskiej i Agaty Tarczyńskiej) oraz czarnogórski Ekonomist aż 7:1.
Ale chyba żaden mecz nie złamał nam serca tak bardzo, jak rewanż w 2013 roku z tureckim Konak Belediyespor. Oddać aż 23 strzały na bramkę rywalek, zdominować każdy skrawek murawy, a ostatecznie zremisować 0:0 i odpaść z turnieju – ten klasyk nieskuteczności do dziś jest koszmarem naszych zawodniczek i kibiców.
Potem nadeszły złote lata Medyka Konin. To właśnie w tej drużynie szlifowała się perła polskiego futbolu, Ewa Pajor. Wojowniczki z Wielkopolski nie miały litości dla rywalek na wczesnych etapach kwalifikacji. Pamiętacie sezon 2014/2015? Medyk rozgromił mistrza Finlandii Åland United aż 7:0, a cztery z tych bramek załadowała rywalkom właśnie młodziutka Pajor! W tym samym turnieju macedońskie ZFK Kocani odprawiono z kosmicznym wynikiem 11:1, gdzie hat-trickiem popisała się Anna Gawrońska. Rok później, w edycji 2015/2016, ofiarami rozpędzonych koninianek padły z kolei irlandzkie Wexford Youths (0:6, dublety Katarzyny Daleszczyk i Patrycji Balcerzak) oraz litewska Gintra Universitetas (0:4).
Wielkopolanki grały nowoczesny, otwarty futbol. Bezdyskusyjnym tego dowodem był fenomenalny, zwycięski horror w 1/16 finału z wysoko notowaną włoską Brescią w 2016 roku. Polki przegrywały już 1:3, by w ostatnich piętnastu minutach odwrócić losy meczu na 4:3 (błyszczała zwłaszcza zdobywczyni dwóch goli, Liliana Kostova). Niestety, we włoskim rewanżu, mimo heroicznej walki i bramek Kostovej oraz Aleksandry Sikory, to rywalki wygrały 3:2 i rzutem na taśmę awansowały dalej. W Koninie rzuty monetą UEFA zawsze kończyły się tragicznie w kolejnych latach. Drużyna regularnie trafiała na potężny Olympique Lyon, który wynikami pokroju 0:9 bezkompromisowo uczył nas, na czym polega prawdziwy, zasilany milionami euro zachodni profesjonalizm.
Łęczna i mordercza reforma UEFA – powracające chwile grozy
Po erze Konina dominację w Polsce przejął Górnik Łęczna, zdobywając trzy tytuły mistrzowskie z rzędu w latach 2018–2020. Ich wczesne starty to znów powrót do brutalnej nauki w Europie. Choć w eliminacjach sezonu 2018/2019 łęcznianki potrafiły wręcz zniszczyć gruzińskie Martwe Kutaisi wynikiem 12:0, ostatecznie nie przebrnęły turnieju kwalifikacyjnego. Przełom nastąpił w specyficznym, pandemicznym sezonie 2020/2021. Poczuliśmy wielką dumę, gdy zdeterminowany Górnik zameldował się w 1/16 finału. I chociaż nasza drużyna musiała tam dwukrotnie uznać wyższość wielkiego Paris Saint-Germain (0:2, 1:6), to idealnie wymierzony rzut wolny Eweliny Kamczyk z meczu w samym sercu Paryża na stałe zapisał się w naszych głowach i wiralach w internecie.
Później nadszedł sezon 2021/2022 i bezlitosna reforma Ligi Mistrzyń UEFA. Tradycyjne formaty zastąpiono morderczymi miniturniejami. Margines błędu skurczył się do zera, a polskie zespoły padły ofiarą tak zwanego deficytu wydolnościowego i okrutnych losowań.
Pierwszą ofiarą tego nowego systemu padły w sierpniu 2021 roku piłkarki KKS Czarnych Sosnowiec. Zespół po latach odzyskał mistrzostwo i wrócił na europejskie salony, organizując u siebie półfinałowy bój z węgierskim Ferencvárosem Budapeszt. Choć po błędzie przy wybiciu piłki przez Olgę Zubchyk straciliśmy bramkę z dystansu autorstwa Evelin Fenyvesi, nadzieja wróciła tuż po przerwie. Precyzyjne dośrodkowanie Nikol Kaletki z rzutu wolnego i celna główka Pavlíny Fischerovej dały nam cenny remis. Niestety, ostatecznie to doświadczenie rywalek i perfekcyjnie wykonany rzut wolny, który wykorzystała Fanni Vágó, przesądziły o naszej bolesnej porażce 1:2. Jak gorzko przyznał ówczesny trener Sebastian Stemplewski, zabrakło nam trochę zimnej krwi i wyrachowania przy stałych fragmentach – dokładnie tego, z czym polski futbol klubowy zmaga się od lat na europejskiej arenie.
I tak było też w kolejnych latach:
- W edycji 2022/2023 mistrzynie z TME SMS Łódź prowadziły już 2:0 z faworyzowanym Anderlechtem, by z braku sił w końcówce oddać zwycięstwo i ulec Belgijkom 2:3.
- Klątwa Anderlechtu dopadła polski futbol równo rok później. W sezonie 2023/2024 do rywalizacji stanął nowo upieczony mistrz – GKS Katowice. Zespół ze Śląska został przez Belgijki brutalnie zweryfikowany, ulegając 0:5 i dopiero w meczu o trzecie miejsce wygrywając pocieszenie w rzutach karnych z Lokomotiwem Stara Zagora.
- W kampanii 2024/2025 świetnie dysponowana w obronie Pogoń Szczecin pogrzebała swoje marzenia o awansie w 92. minucie, po fatalnym błędzie w doliczonym czasie gry, który kosztował porażkę 0:1 ze szwajcarskim Servette. Motoryczny szklany sufit wydawał się nie do przebicia.
Światełko w tunelu i wielkie oczekiwania na Śląsku
Kto ostatecznie przełamał to psychologiczne fatum nowej formuły? GKS Katowice w przepięknym stylu w edycji 2025/2026! Zespół ze Śląska pokazał przygotowanie taktyczne i fizyczne z najwyższej, europejskiej półki. Pewnie odprawił z kwitkiem groźny kazachski BIIK-Szymkent (2:0) oraz słoweńską Murę (2:0). Awans do finałowego dwumeczu play-off (nawet mimo późniejszej przegranej z holenderskim Twente) udowodnił całej Europie, że lata ciężkiej pracy wreszcie popłacają.
Teraz pełne światła reflektorów kierują się na KKS Czarnych Antrans Sosnowiec. Dziewczyny mają za sobą fenomenalny sezon, gdzie na finiszu Orlen Ekstraligi wprost zdominowały konkurencję, gromadząc aż 56 punktów. Ale to nie wszystko! Sztab zarządu zrealizował genialny ruch i wywalczył w UEFA prawo do organizacji domowego miniturnieju na nowoczesnym stadionie ArcelorMittal Park. Brak wyczerpujących lotów, gra na znanej sobie, perfekcyjnie przygotowanej płycie boiska i wsparcie tysięcy „swoich” kibiców – to jest ogromna przewaga taktyczna. A klub robi świetną robotę marketingowo, przyciągając całe rodziny biletami dostępnymi już od 20 złotych na pucharowe potyczki.
Czas pisać nową historię
Historia występów naszych klubów nad Starym Kontynentem to niesamowita opowieść o walce na przekór logice, budżetom i uwarunkowaniom fizjologicznym. Uczy nas, że sukces wymaga mądrej profesjonalizacji, własnej infrastruktury i inwestycji w zaplecze, a nie tylko serca do gry.
Teraz, w lipcu 2026 roku, prowadzona twardą ręką przez trenera Sebastiana Stemplewskiego drużyna – na czele z ofensywnym trio: Klaudią Miłek, Karliną Miksone i superszybką Patrycją Sarapatą – ma w swoich nogach klucz do europejskiego „być albo nie być”. Już 22 lipca o 18:00, przed domową, żywiołową publicznością, Czarne staną do walki z mistrzem Gruzji. Po latach zbierania trudnych doświadczeń, płacenia frycowego i otarcia łez z minionych porażek, czas najwyższy przebić wreszcie ten sufit. Jesteśmy na to całkowicie gotowi!
Kronika: Polskie kluby w Europie rok po roku (2001–2026)
Oto pełne, chronologiczne zestawienie występów polskich zespołów w UEFA Women’s Cup (do 2009 roku) oraz UEFA Women’s Champions League (od 2009):
- 2001/2002: AZS Wrocław (Faza grupowa eliminacji, 3. miejsce)
- 2002/2003: AZS Wrocław (Faza grupowa eliminacji, 3. miejsce)
- 2003/2004: AZS Wrocław (Faza grupowa eliminacji, 3. miejsce)
- 2004/2005: AZS Wrocław (Faza TOP 16 – 2. runda grupowa, 3. miejsce)
- 2005/2006: AZS Wrocław (Faza TOP 16 – 2. runda grupowa, 4. miejsce)
- 2006/2007: AZS Wrocław (Faza grupowa eliminacji, 2. miejsce)
- 2007/2008: Gol Częstochowa (Faza grupowa eliminacji, 3. miejsce)
- 2008/2009: AZS Wrocław (Faza grupowa eliminacji, 2. miejsce)
- 2009/2010: Unia Racibórz (1/16 finału)
- 2010/2011: Unia Racibórz (1/16 finału)
- 2011/2012: Unia Racibórz (Faza grupowa eliminacji, 3. miejsce)
- 2012/2013: Unia Racibórz (1/16 finału)
- 2013/2014: Unia Racibórz (1/16 finału)
- 2014/2015: Medyk Konin (1/16 finału)
- 2015/2016: Medyk Konin (1/16 finału)
- 2016/2017: Medyk Konin (1/16 finału)
- 2017/2018: Medyk Konin (1/16 finału)
- 2018/2019: Górnik Łęczna (Faza grupowa eliminacji)
- 2019/2020: Górnik Łęczna (Faza grupowa eliminacji)
- 2020/2021: Górnik Łęczna (1/16 finału)
- 2021/2022: Czarni Sosnowiec (Runda 1 kwalifikacji, półfinał mini-turnieju)
- 2022/2023: TME SMS Łódź (Runda 1 kwalifikacji, półfinał mini-turnieju)
- 2023/2024: GKS Katowice (Runda 1 kwalifikacji, półfinał mini-turnieju)
- 2024/2025: Pogoń Szczecin (Runda 1 kwalifikacji, półfinał mini-turnieju)
- 2025/2026: GKS Katowice (Runda 2 kwalifikacji – Play-off)
- 2026/2027: KKS Czarni Antrans Sosnowiec (start zaplanowany w Rundzie 1 kwalifikacji)
Szklany sufit jest na niższych ligach i to nie szklany ale z brakiem mamony…wycerowany 😛
Ciekawe co Gordecki czyli czlowiek Majewskiego napisze jak sosnowieckie (genialne!!!!!) pilkarki nie przebija sie do 2 rundy eliminacji mimo raczej slabej grupy. Najbardziej jednak interesujace bedzie to ilu tych kibicow maja i jak licznie pojawia sie na meczach 22 i 25 lipca. Szacuje ze to bedzie maks 200 osob. Tyle ich bylo na finale pucharu Polski a grali go prawie u siebie pod domem w Tychach. Kolejne pompowanie balonikow kiedy tak naprawde nic w nich nie ma.