Już 19 lipca na gigantycznym MetLife Stadium w New Jersey czeka nas absolutny hit: finał Mistrzostw Świata 2026 pomiędzy Hiszpanią a Argentyną. Świat wstrzyma oddech, patrząc na geniusz 39-letniego Leo Messiego i magię zaledwie 19-letniego Lamine’a Yamala. Ale jako baczny obserwator tego wszystkiego, co dzieje się wokół murawy, widzę w tym meczu coś znacznie ważniejszego niż tylko sportowe starcie. Ten turniej, a finał MŚ w szczególności, obnaża jak na dłoni, w jakim miejscu znajduje się dziś kobiecy futbol. I muszę wam powiedzieć: ten obraz jest równie fascynujący, co przerażający.
Hiszpańska lekcja równości i godności
Zacznijmy od Hiszpanii, bo to, co tam się wydarzyło w ostatnich latach, to gotowy scenariusz na film akcji. Wyobraźcie sobie: jeśli „La Furia Roja” wygra w niedzielę, hiszpańska federacja (RFEF) będzie dzierżyć w swoich rękach zarówno złoto mistrzostw świata mężczyzn, jak i kobiet. To byłby absolutny dowód ich globalnej hegemonii.
Ale nie zapominajmy, przez jakie piekło musiały przejść hiszpańskie piłkarki. Po wygraniu kobiecego mundialu w 2023 roku, zamiast po prostu świętować, musiały walczyć o elementarną sprawiedliwość po haniebnym pocałunku ówczesnego prezesa Luisa Rubialesa. I wiecie co? Wygrały tę batalię o siebie. Wymusiły gigantyczne, systemowe zmiany, które na zawsze odmieniły tamtejszą piłkę. Dziś reprezentacje kobiet i mężczyzn grają pod jednym, dumnym i neutralnym płciowo szyldem „Selección Española de Fútbol”. Mają spójne logotypy i tę samą pojedynczą gwiazdkę nad herbem za tytuły mistrzowskie. Ponadto wprowadzono ustawowe zrównanie nagród, a w profesjonalnej lidze „Liga F” piłkarki wywalczyły w drodze strajku minimalne wynagrodzenia, obecnie na poziomie 22,5 tysiąca euro rocznie. To jest realna, mocna ewolucja!
Argentyński wstyd, czyli blask Messiego i… kanapka z szynką
Po drugiej stronie barykady mamy reprezentację Argentyny. Państwo, w którym futbol to niemal religia, po raz kolejny wpadło w absolutną ekstazę. Niezwykle trudno jednak cieszyć się kolejnymi sukcesami napędzanymi przez cudowne rajdy zawodników Scaloniego, gdy Argentyński Związek Piłki Nożnej (AFA) traktuje swoje reprezentantki w sposób urągający jakimkolwiek standardom.
Zaledwie pod koniec maja 2024 roku cztery kluczowe zawodniczki pierwszej kadry (w tym Lorena Benítez, Julieta Cruz i Laurina Oliveros) musiały zbojkotować zgrupowanie reprezentacji narodowej przed meczami z Kostaryką. Powód? Włodarze AFA kazały grać im za darmo, twierdząc cynicznie, że mecze w rodzimym Buenos Aires nie generują „kosztów podróży”, które uzasadniałyby wypłatę standardowych diet. Po wyczerpujących sesjach treningowych, reprezentantkom kraju serwowano wyłącznie regeneracyjną kanapkę z szynką i serem oraz banana. Żeby zarysować pełną absurdalność tej sytuacji – ich własne rodziny, chcąc obejrzeć mecz z trybun, musiały zapłacić po 5000 pesos za bilety wstępu.
Milionerzy z AFA, którzy inkasują potężne kwoty od FIFA za sam pobyt w amerykańskim finale, skąpią na elementarne zaplecze żywieniowe dla wybitnych, utytułowanych sportsmenek. Magia Messiego i romantyczna obrona tytułu na naszych oczach działa jak genialna iluzja maskująca skrajną mizoginię w strukturach argentyńskiej piłki. Wielkie gwiazdy kobiecego formatu, jak chociażby Estefanía Banini, w trosce o własne zdrowie psychiczne wolały w minionych latach same usunąć się w cień, rezygnując z reprezentowania państwa.
Kobiecy autorytet na murawie i w mediach
Finał MŚ 2026 i cały tegoroczny turniej obfituje na szczęście również w fantastyczne wieści zwiastujące całkowite załamanie męskiego monopolu. Przełomem dla kibica było przecież starcie fazy grupowej, w którym Amerykanka Tori Penso – ze wsparciem świetnie przygotowanych asystentek na liniach, Brooke Mayo i Kathryn Nesbitt – poskromiła zawodników w spotkaniu Czech z RPA. Po raz pierwszy w historii nowożytnej piłki w pełni kobiecy zespół trzymał pieczę nad tak prestiżowym spotkaniem męskiego mundialu.
Ten powiew świeżości genialnie przyjął się także przed kamerami. Medialny dyskurs przeszedł twardą profesjonalizację, w której autorytet buduje się na wiedzy, a nie płci. Mistrzyni świata i dwukrotna zdobywczyni Złotej Piłki, Aitana Bonmatí, dołączyła do eksperckiej ekipy stacji DAZN. Jej wybitne i precyzyjne rozłożenie na czynniki pierwsze wpływu gry Lamine’a Yamala podczas półfinału (z taktycznymi porównaniami do stylu Kyliana Mbappé) ukazało zupełnie nową, świeżą analitykę. Również w Polsce na antenie TVP Sport ogromną i fenomenalną pracę podczas turnieju wykonują fachowe ekspertki, takie jak m.in. Joanna Tokarska czy znakomite prowadzące formaty studyjne – Paulina Chylewska i Maja Strzelczyk. Kobiety wzięły na siebie ciężar odpowiedzialności i wywiązują się z niego perfekcyjnie.
Walka o 655 milionów: Równe zasady gry
W niedzielny wieczór na New York New Jersey Stadium rozstrzygnie się wielki bój. Ktoś podniesie ważący sześć kilogramów złoty puchar. Ktoś zgarnie fortunę ze skonsolidowanej puli nagród rzędu 655 milionów dolarów, gdzie sam mistrz zadowoli się czekiem na kwotę około 50-51 milionów USD. Gdy zderzymy to ze 110-milionowym budżetem kobiecych mistrzostw świata z 2023 roku, dysonans znów zaczyna mocno uwierać.
A jednak, można to zrobić dobrze i z pożytkiem dla wszystkich. Model wdrożony niedawno za sprawą twardych procesów przez gospodarzy turnieju, federację amerykańską (U.S. Soccer), udowadnia, że pieniądze z FIFA wypracowane chociażby w fazie pucharowej obecnego turnieju, zostaną sprawiedliwie ułożone i podzielone w idealnym stosunku 50/50 pomiędzy męską oraz wyczynową kobiecą kadrę. FIFA zapowiedziała także pod wpływem nacisków zrównanie własnych globalnych pul już od turnieju zaplanowanego na 2027 rok w Brazylii.
Przed nami wielki finał. Cieszmy się geniuszem na boisku i doceniajmy pot. Ale bacznie zerkajmy też w szerszą perspektywę. Współczesny futbol stał się organicznym ekosystemem – a prawdziwym wyznacznikiem jego wielkości nie jest już wyłącznie porywające „tiki-taka” na wschodnim wybrzeżu USA, ale również to, czy giganci w końcu przestaną zmuszać własne mistrzynie do odmawiania zaszczytu gry w kadrze z prozaicznego powodu braku szacunku i ciepłego posiłku.
Pani Bryndza jak zwykle niesiona ja skrzydlach fantazji po jakims cudownym wspomagaczu. Mozna zapytac co pani bierze? Argentyna to kraj chaosu i przekretow w ktorym kasa federacji jest tradycyjnie pusta. Federacja trzyma swoje przychody w amerykanskich bankach w dolarach i z tego obsluguje dygnitarzy i pilkarzy a na pilkarki kasy nie ma bo te graja w domu. Czy to sie kiedys zmieni? Moze tak a moze nie. Wicemistrzostwo swiata i zyski z tego tytulu na pewno miejscowa oligarchia spozytkuje jak zwykle dla siebie i poza krajem. Ole!!!
Czyli przychód z mistrzostw świata kobiet sprawiedliwie podzielimy 50/50 również na męska piłkę. Ano dobrze.