Przejdź do treści
Serwis do prawidłowego działania wykorzystuje pliki cookies » News » Kobiecy futbol w Polsce: Kiedy jeden wyjazd za miedzę pożera miesięczny budżet. Dramat 2. i 3. ligi

Kobiecy futbol w Polsce: Kiedy jeden wyjazd za miedzę pożera miesięczny budżet. Dramat 2. i 3. ligi

Kiedy patrzymy na wielkie ekrany podczas finałów Ligi Mistrzyń, łatwo ulec złudzeniu, że kobieca piłka nożna opływa dziś w luksusy. Europejski rynek futbolu to potężna maszyna warta 27,6 miliarda dolarów, a sama jego kobieca odnoga pod egidą UEFA wyceniana jest na 116 milionów euro. Telewizyjne kontrakty, rekordy frekwencji i wielkie uśmiechy działaczy budują piękny obraz. Ale wystarczy zjechać windą na dół polskiej piramidy sportowej, do 2. i 3. ligi kobiet, by z tego snu brutalnie się obudzić.

Na tym poziomie rozwój kobiecego futbolu w Polsce nie przypomina już radosnego marszu po trofea. Przypomina raczej desperacką walkę o przetrwanie, w której głównym przeciwnikiem nie jest drużyna z sąsiedniego miasta, ale… mapa i cenniki firm transportowych.


Geograficzna pułapka, czyli jak odległości zabijają sport

 Wszystko zaczęło się od reformy strukturalnej przeprowadzonej przez Polski Związek Piłki Nożnej w sezonie 2020/2021. Chcąc profesjonalizować rozgrywki, zdecydowano się na krok, który dla mniejszych ośrodków okazał się niemal wyrokiem. Zredukowano liczbę grup w 2. lidze. Obecnie, w sezonie 2025/2026, zespoły z 2. ligi podzielone są na zaledwie dwie potężne grupy: północną i południową. 3. liga to z kolei podział makroregionalny, gdzie jedna grupa obejmuje aż cztery województwa.

Co to oznacza w praktyce dla małego, lokalnego klubu opartego na pasji trenerów i wychowankach? Zabójcze odległości. Wyobraźcie sobie sytuację, w której amatorski zespół z Pomorza Zachodniego musi w niedzielny poranek jechać kilkaset kilometrów na mecz do Wielkopolski. Zamiast budować lokalną więź kibicowską i przyciągać sponsorów derbowymi starciami za miedzą, dziewczyny spędzają pół weekendu w autokarze, grając przy pustych trybunach z rywalem z drugiego końca kraju.


Matematyka przetrwania: transport, sędziowie i drakońskie kary

 Aby w pełni zrozumieć absurd tej sytuacji, musimy zajrzeć do klubowych portfeli. Większość zawodniczek na tym szczeblu gra w pełni amatorsko, otrzymując jedynie zwrot kosztów. Głównym pożeraczem klubowych budżetów jest logistyka meczowa.

Dziś wynajem autokaru dla drużyny to koszt rzędu 2000–4000 złotych za sam dzień roboczy, a stawki za kilometr potrafią sięgać od 4 do nawet 8,50 zł. Przy trasie liczącej 350 kilometrów w jedną stronę, transport, opieka medyczna, wyżywienie i opłaty drogowe potrafią wyciągnąć z klubowej kasy blisko 7000 złotych za jeden wyjazd. W skali sezonu mówimy o kwotach rzędu 70–80 tysięcy złotych!

A przecież trzeba jeszcze opłacić mecze domowe. Ekwiwalenty dla sędziów to jedno, ale kluby muszą też pokrywać ich koszty dojazdu – często przewyższające samo wynagrodzenie za gwizdanie (wskaźnik potrafi wynosić 0,8358 zł za każdy kilometr).

Jakby tego było mało, PZPN stworzył system kar, który z perspektywy mniejszych klubów przypomina karanie ubóstwa. Zawodniczka łapie trzecią żółtą kartkę w sezonie? Klub płaci 50 zł kary. Ktoś rzuci słuszny protest? Trzeba natychmiast wpłacić nawet 1000 zł kaucji. Jeśli zespół, fizycznie pozbawiony gotówki na opłacenie autokaru, nie stawi się na mecz, kara za wycofanie się z rozgrywek 2. ligi wynosi bezlitosne 3000 złotych (w 3. lidze to najczęściej 1000 zł). W efekcie lokalni pasjonaci uciekają z piłki, bojąc się osobistego zadłużenia.


Złudzenie centralnego dobrobytu i milcząca śmierć na prowincji

 Często słyszymy o potężnym zastrzyku finansowym z centrali. Faktycznie, kluby Ekstraligi mogą podnieść z murawy nawet pół miliona złotych. Ale już na poziomie 2. ligi dofinansowanie stałe od PZPN to zaledwie 30 000 zł netto. To kwota, która wystarcza na opłacenie… czterech, może pięciu dalszych wyjazdów w sezonie.

PZPN chwali się też świetnym programem grantowym „Kobiety w grze” (pula 600 000 zł do podziału w 2025/2026 r. na granty do 16 tys. zł). I świetnie, że on jest! Problem w tym, że regulamin… wprost wyklucza z niego kluby występujące w 2. lidze kobiet. Drugoligowcy utknęli w martwym punkcie: mają profesjonalne koszty wyjazdowe i amatorskie wsparcie.

Taka mieszanka musi prowadzić do dramatów. Upadki legendarnych, samodzielnych marek to na prowincji chleb powszedni. Przypomnijmy sobie losy KS Podgórze Kraków – dwukrotnych wicemistrzyń Polski, które z powodu utraty sztabu i braku stabilności musiały nagle wycofać się z centralnej 2. ligi przed sezonem 2023/2024, spadając na samo dno IV ligi. Inny krakowski klub, Wanda Kraków, po fatalnej passie finansowo-sportowej musiała ratować się fuzją, oddając swoją tożsamość nowemu tworowi o nazwie FSA Wanda Kraków, byle tylko utrzymać licencję na grę w 2026 roku.


Nowy system barażowy (2026/2027), czyli morderczy wyścig z czasem

 Jakby wyzwań było mało, od sezonu 2026/2027 piłkarską centralę ogarnęła żądza barażowych emocji. PZPN zatwierdził niedawno uchwałę, która wprowadza wielostopniowe, mordercze baraże dla wicemistrzów 2. i 3. ligi.

Dla kibiców to gratka, ale dla klubowych księgowych – istny koszmar logistyczny. Organizacja z budżetem rocznym na styk, w maju dowiaduje się nagle z losowania, że za kilkanaście dni musi zorganizować wyjazd na drugi koniec Polski, by zagrać jeden, decydujący mecz o awans. Skąd wziąć na to środki, gdy sezon wyczyścił już klubowe konta do zera? Ten system, choć sportowo atrakcyjny, będzie testem przetrwania, w którym znów zwyciężą najbogatsi, a niekoniecznie najlepiej szkolący.


Czas na ratunek: Zmieńmy system, zanim zabraknie nam klubów

 Mamy do czynienia z klasyczną profesjonalizacją nakazowo-reglamentacyjną. Wymagamy od małych, wiejskich i prowincjonalnych klubów spełniania standardów żywcem wyjętych z męskiej Ekstraklasy, grożąc im przy tym finansowym batem. Efekt? Szklany sufit, zmuszający małe sekcje do oddawania się pod skrzydła wielkich, bogatych marek męskiego futbolu. Ośrodki niezależne po prostu powoli, w ciszy, wymierają.

Jeśli naprawdę zależy nam na masowości i zdrowym fundamencie kobiecej piłki nożnej w Polsce, musimy zrewidować ten kurs:

  • Zamiast wlewać gotówkę do dziurawego wiadra, PZPN powinien wykorzystać swoje możliwości negocjacyjne i zaoferować mniejszym klubom odgórnie opłacone pakiety transportowe. Pokrycie kosztów autokarów zdejmie z barków działaczy największy ciężar i uratuje dziesiątki inicjatyw przed bankructwem.
  • Zastąpmy bezlitosne kary finansowe za kartki i uchybienia amatorów sankcjami czysto sportowymi (np. odjemowaniem punktów).
  • Rozważmy powrót do mniejszych makroregionów w niższych ligach. Pozwólmy dziewczynom grać blisko domu, budując prawdziwe, derbowe zainteresowanie w ich rodzinnych miejscowościach.

Złote medale i pełne stadiony w europejskiej elicie cieszą oko, ale polska piłka kobieca musi stać na mocnych fundamentach. Dziś te fundamenty trzeszczą pod ciężarem opon drogich autokarów. Czas to wreszcie zmienić.

Dawid Gordecki

1 komentarz do “Kobiecy futbol w Polsce: Kiedy jeden wyjazd za miedzę pożera miesięczny budżet. Dramat 2. i 3. ligi”

  1. Ale trafiliście z tematem 🙂
    No to dwa przykłady, nie podaję nazwy klubów gdyż to informacja z „drugich usta” , jednak mimo wszystko pewne informacje.
    Klub piłkarski, sekcja męska i kobieca.
    Sekcja męska nie gra w ekstralidze, nie gra w pierwszej lidze ale jeszcze niżej 🙂
    Na utrzymanie trzech „grajków” męskiej sekcji, idzie więcej kasy jak na całą sekcję kobiet 😛
    Inny klub, podobna sytuacja.
    Na mecz wyjazdowe sekcja męska jedzie autokarem, dziewczyny na mecze wyjazdowe
    dowożone są przez rodziców, dziadków albo jak mają to własnymi samochodami.
    Jednak prezesik, raz postanowił zaszaleć i wynajął dziewczyn busa…ale uwaga 12+1 miejsce 😛 Czyli „11” meczowa jest, jedna rezerwowa no i trener 😛
    No i tym razem rodziny dziewczyn musiały ratować sytuację w temacie transport.

    ps. powoli na światło dzienne wychodzi prawda o ogromnym ruchu w temacie transfery.
    No i jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze. Są takie kluby które zaproponowały przedłużenie umów z piłkarkami ale obcięte często o połowę 😛
    Jak wiadomo, piłkarki nie mają kontraktów na 100 czy 200 tysięcy, niewiele dziewczyn ma kontrakty przekraczające 10 tysięcy, większość to „kontrakty” na waciki. I właśnie te na waciki, kluby jeszcze chcą obcinać 😀

    No całe szczęście że dziewczyny przestają siedzieć cicho i milczeć w temacie …kasa 🙂

Autor

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

error: Content is protected !!