Przejdź do treści
Serwis do prawidłowego działania wykorzystuje pliki cookies » News » Boczna płyta czy główna arena? Walka o godną infrastrukturę w Ekstralidze

Boczna płyta czy główna arena? Walka o godną infrastrukturę w Ekstralidze

Wyobraź sobie, że włączasz telewizor, by obejrzeć mecz najwyższej klasy rozgrywkowej w niemal 40-milionowym kraju. Na boisku walczą reprezentantki Polski, tempo jest wysokie, emocje nie ustępują tym z męskich rozgrywek. Tyle że w tle, zamiast imponujących trybun, widzisz szkolny budynek, zardzewiałą siatkę i kilka zaparkowanych samochodów. Brzmi jak scena z futbolowego zaplecza? Niestety, dla wielu klubów Orlen Ekstraligi Kobiet to codzienność.

Polska piłka nożna kobiet rozwija się w imponującym tempie. Z roku na rok rośnie poziom sportowy, coraz więcej zawodniczek trafia do czołowych europejskich klubów, reprezentacja zadebiutowała na mistrzostwach Europy, a zainteresowanie kibiców systematycznie rośnie. Problem w tym, że rozwój sportowy coraz częściej wyprzedza rozwój infrastruktury. Mamy nowoczesny silnik, ale wciąż próbujemy rozpędzić go po drogach sprzed kilkudziesięciu lat.

To rodzi pytanie, którego nie da się już dłużej unikać. Czy najlepsze piłkarki w Polsce naprawdę zasługują na grę na bocznych boiskach treningowych, skoro ich mecze mają być wizytówką całej dyscypliny?

fot. Radosław Jurga

 


Kibice już powiedzieli „tak”

Nie trzeba daleko szukać przykładów pokazujących, jak wiele zmienia odpowiedni stadion.

Pogoń Szczecin udowodniła to w najlepszy możliwy sposób. Gdy klub otworzył Stadion Miejski im. Floriana Krygiera dla meczu ze Śląskiem Wrocław, na trybunach pojawiło się 3057 kibiców. Padł rekord frekwencji w ligowym meczu kobiet. Sportowo Pogoń przegrała 1:2, ale organizacyjnie wygrała znacznie więcej. Pokazała, że kibice chcą oglądać kobiecy futbol, jeśli potraktuje się go z należnym szacunkiem.

Jeszcze mocniejszy sygnał wysłał finał Pucharu Polski pomiędzy Lechem Poznań a GKS-em Katowice. Ponad osiem tysięcy widzów na trybunach nie było przypadkiem. To był dowód, że kobiecy futbol w Polsce potrafi przyciągać tłumy. Trzeba tylko stworzyć wydarzenie, a nie kolejny mecz rozgrywany gdzieś za boiskiem treningowym.

Tą samą drogą poszła Legia Warszawa. Historyczny awans Legia Ladies do Orlen Ekstraligi nie został potraktowany jak zwykły mecz inauguracyjny. Klub przygotował „Święto Łazienkowskiej”, otworzył główny stadion, zaprosił kibiców za darmo, zorganizował rodzinny piknik i koncert Warszawskiej Orkiestry Sentymentalnej.

Tak buduje się markę. Tak przekonuje się sponsorów, media i kibiców, że kobieca piłka jest pełnoprawnym produktem.

fot. Emilian Pałyga

Nie zawsze potrzeba wielkiego stadionu

Nie każdy klub musi grać na stadionie mieszczącym kilkadziesiąt tysięcy osób.

Świetnym rozwiązaniem są historyczne obiekty, które zyskały drugie życie. We Wrocławiu piłkarki Śląska stały się gospodyniami stadionu przy Oporowskiej. W Katowicach mistrzynie Polski pozostały na legendarnej Bukowej po wyprowadzce męskiej drużyny na nowy stadion.

To pokazuje, że nie trzeba budować nowych stadionów. Wystarczy rozsądnie wykorzystywać te, które już istnieją.

Rozwój kobiecego futbolu nie opiera się jednak wyłącznie na wielkich wydarzeniach. Potrzebna jest również codzienna stabilność. Dobrym przykładem są Jagiellonki, które postawiły na własny obiekt. Dzięki temu mają pełną niezależność organizacyjną, komfort treningów i możliwość budowania swojej tożsamości bez oglądania się na terminarz męskiej drużyny.

Własna infrastruktura jest ogromnym atutem, ale nie powinna zastępować ambicji organizowania najważniejszych meczów na stadionach odpowiadających randze Ekstraligi.

fot. Jacek Stanisławek

Kiedy Ekstraliga przypomina boisko szkolne

I właśnie tutaj dochodzimy do największego problemu.

Bo z jednej strony oglądamy piękne obrazki ze Szczecina, Warszawy czy Katowic, a z drugiej wciąż mamy kluby zmuszone do gry na obiektach przypominających szkolne kompleksy sportowe.

Stomilanki Olsztyn rozgrywają mecze na stadionie mieszczącym zaledwie około 310 kibiców. Jeszcze niedawno po większych opadach deszczu pojawiały się tam problemy z odwodnieniem murawy. Trudno w takich warunkach budować atrakcyjny produkt telewizyjny czy przekonywać sponsorów do inwestowania w ligę.

Podobne wyzwania dotyczą UKS SMS Łódź, który od lat należy do krajowej czołówki, a swoje mecze rozgrywa na obiekcie treningowym przy ulicy Milionowej. Takie miejsca doskonale sprawdzają się jako centra szkoleniowe. Znacznie gorzej wyglądają jednak jako sceneria dla najwyższej klasy rozgrywkowej.


Tu nie chodzi tylko o wizerunek. Chodzi o zdrowie

Najbardziej niepokoi jednak coś zupełnie innego.

Nie chodzi wyłącznie o estetykę czy telewizję. Chodzi o zdrowie zawodniczek.

Kobiety są znacznie bardziej narażone na zerwania więzadła krzyżowego przedniego (ACL) niż mężczyźni. Potwierdzają to liczne badania medyczne. Każdy dodatkowy czynnik zwiększający ryzyko powinien być traktowany niezwykle poważnie.

Sztuczne murawy, zwłaszcza starszej generacji, są twardsze, mniej amortyzują uderzenia, a stopa częściej blokuje się w nawierzchni podczas dynamicznych zmian kierunku. W efekcie obciążenia przenoszone są bezpośrednio na kolana. Dla zawodniczek walczących o reprezentację, kontrakty i sportową przyszłość każda taka kontuzja może oznaczać miesiące rehabilitacji lub utratę najlepszych lat kariery.

Nie można też zapominać, że wiele starszych boisk wypełnionych jest granulatem SBR produkowanym z przetworzonych opon samochodowych. Choć przepisy dopuszczają jego stosowanie, od lat trwa dyskusja dotycząca wpływu takich materiałów na środowisko i zdrowie.

Trudno zaakceptować sytuację, w której elita kobiecego futbolu regularnie rywalizuje na takich nawierzchniach, mimo że w wielu miastach kilka kilometrów dalej stoją nowoczesne stadiony z naturalną murawą.

fot. Radosław Jurga

Przepisy są. Problem w tym, że…

Teoretycznie przepisy licencyjne PZPN są jasne. Stadion Ekstraligi powinien dysponować co najmniej tysiącem indywidualnych, zadaszonych miejsc siedzących.

W praktyce funkcjonuje jednak system odstępstw i licencji warunkowych. Trudno się temu dziwić — rygorystyczne egzekwowanie przepisów mogłoby wykluczyć z ligi kilka klubów.

Każde kolejne odstępstwo wysyła jednak niebezpieczny sygnał. Skoro można grać na boisku treningowym, po co miastu inwestować w otwarcie głównego stadionu?

fot. Jacek Stanisławek

Ekstraliga zasługuje na więcej

A przecież kobieca piłka udowodniła już, że potrafi przyciągać ludzi.

Szczecin. Warszawa. Poznań. Katowice.

Każde z tych miejsc pokazało, że gdy stworzy się odpowiednie warunki, kibice przychodzą. Sponsorzy zaczynają dostrzegać potencjał. Telewizja dostaje produkt, którego nie trzeba się wstydzić. Zawodniczki czują, że ich praca jest naprawdę doceniana.

Dlatego walka o dostęp do głównych stadionów nie jest fanaberią. To walka o większe kontrakty telewizyjne, nowych partnerów biznesowych, wyższą frekwencję, lepszy wizerunek i przede wszystkim o bezpieczeństwo samych piłkarek.

Bo jeśli naprawdę chcemy, aby kobieca piłka nożna w Polsce rosła, przestańmy chować ją na bocznych boiskach.

Ekstraliga nie potrzebuje litości. Ekstraliga zasługuje na główną arenę.

Dawid Gordecki

Autor

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

error: Content is protected !!