Sezon 2026/2027 Orlen Ekstraligi Kobiet to nie jest kolejna zwykła kampania – to trzęsienie ziemi, po którym krajobraz naszej ligi zmieni się bezpowrotnie. Wielkie pieniądze, potężne męskie marki, rewolucje trenerskie i wreszcie – ludzkie dramaty w kuluarach. Zbliżająca się runda jesienna będzie brutalną weryfikacją tego, czy potężny kapitał i szybkie transfery są w stanie z dnia na dzień zburzyć wieloletnią hierarchię. Bądźmy szczerzy: zapowiada się najbardziej elektryzująca jesień w historii.
Oto moje subiektywne spojrzenie na to, co nas czeka. Gdzie polecą największe iskry?
Zderzenie filozofii: Wielki kapitał kontra praca u podstaw
Największym hitem marketingowym tej jesieni jest bez wątpienia przeniesienie historycznych animozji z męskiej Ekstraklasy na boiska kobiece. Starcie Legia Ladies z Lechem Poznań UAM (16 sierpnia) to coś więcej niż mecz o punkty. To zderzenie dwóch skrajnie różnych wizji budowania klubu.
Z jednej strony mamy „Kolejorza”, gdzie trenerka Alicja Zając od 2021 roku organicznie, mozolnie i z ogromną cierpliwością budowała zespół, wprowadzając go z czwartej ligi na same szczyty. Z drugiej strony – Legia Ladies. Zespół ze stolicy zaraz po awansie odpalił absolutną bombę transferową, ściągając reprezentantkę Polski Dominikę Grabowską prosto z niemieckiej Bundesligi (TSG Hoffenheim). Warszawski projekt to agresywna walka o natychmiastowy sukces. Pytanie brzmi: czy zbiór indywidualności kupionych za wielkie pieniądze zdoła wygrać ze zgraną, zahartowaną w bojach paczką z Poznania? Moim zdaniem, to boisko bardzo szybko zweryfikuje, czy w piłce kobiecej można kupić chemię w szatni.
Podobny eksperyment obserwujemy na Pomorzu. Pogoń Szczecin zaryzykowała wszystko, zwalniając połowę składu i zatrudniając młodego, zaledwie 35-letniego słowackiego szkoleniowca, Martina Masaryka. Czy zagraniczna myśl szkoleniowa i nacisk na motorykę uratują „Portowianki”? Ich starcia z przebudowanym po stratach kadrowych Górnikiem Łęczna (9 sierpnia) oraz z mądrze budowanym AP Orlen Gdańsk (29 sierpnia) pokażą, czy ta rewolucja miała w ogóle sens.
Dramat we Wrocławiu. Derby, w których stawką jest godność
Jeśli szukacie w tej rundzie prawdziwych, nieskalanych komercją emocji, spójrzcie na Dolny Śląsk. Wielkie Derby Wrocławia (18 października) pomiędzy 1. KS Ślęzą a Śląskiem Wrocław to mecz, o którym mogłaby powstać książka.
To, co dzieje się wokół sekcji kobiecej Śląska, to ciemna strona profesjonalizacji. Piłkarki grają z nożem na gardle, walcząc o przetrwanie sekcji, która w gabinetach prezesów bywa traktowana jak niechciany, zbyt drogi balast (mówi się o kosztach 3,5 mln zł przy 46 mln budżetu całego klubu). Zawodniczki wychodzące na mecze w koszulkach protestacyjnych to obraz, który łamie serce, ale też buduje niesamowitą złość sportową.
Trenerka Emilia Zdunek ma przed sobą misję z gatunku mission impossible – musi zbudować zespół w warunkach permanentnego kryzysu zarządzania. Naprzeciw niej stanie głodna sukcesu, stabilna Ślęza Wrocław, która w Pucharze Polski potrafiła już wyrzucić z rozgrywek osłabiony Śląsk. Te derby nie będą pięknym widowiskiem taktycznym. To będzie wojna o udowodnienie swojej wartości, o godność i o to, by zarządy wielkich klubów przestały traktować kobiecy futbol jak kapitał podwyższonego ryzyka.
Maszyny z południa. Dlaczego faworytów trzeba szukać na Śląsku?
W tym całym szaleństwie transferowym, zagranicznych trenerach i kuluarowych dramatach, łatwo zapomnieć o tym, kto tak naprawdę rządzi ligą. A rządzą pragmatyzm i chłodna analiza.
Starcie w 3. kolejce (16 sierpnia) pomiędzy GKS-em Katowice a broniącym tytułu KKS Czarnymi Sosnowiec to przedwczesny finał tej rundy. To tutaj zobaczymy najwyższy poziom czysto piłkarski. Trener Sosnowca, Sebastian Stemplewski, udowodnił, że żelazna defensywa i zabójczy duet z przodu (Miłek – Sarapata) to klucz do medali. Dołożyli do tego przemyślane transfery i spokojnie przygotowują się do Ligi Mistrzyń.
Z kolei GKS Katowice, pod wodzą absolutnie charyzmatycznej trenerki Karoliny Koch (z nowym kontraktem do 2029 roku!), to analityczny potwór. Jej system 3-4-3 to taktyczny majstersztyk, a ścisła współpraca z męską sekcją GieKSy pokazuje, jak mądrze i nowocześnie można zarządzać klubem wielosekcyjnym. Stracili znakomitą bramkarkę (Kinga Seweryn w Paris FC), ale błyskawicznie połatali luki, ściągając z Górnika Łęczna Dorotę Hałatek. To właśnie GKS i Czarni – drużyny budowane logicznie, a nie pod wpływem emocji – są dla mnie murowanymi faworytami tej jesieni.
Moje wnioski na chłodno: Romantyzm zderzy się ze ścianą
Co z tego wszystkiego wynika dla kibica i dla ligi?
- Inflacja oczekiwań jest ogromna. Wejście wielkich marek (Legia, Lech) sprawia, że Orlen Ekstraliga staje się produktem premium. Standardy rosną, a tradycyjne kluby (jak zrujnowany kadrowo Górnik Łęczna czy przebudowywany Grot SMS Łódź) będą miały potężne problemy, by dotrzymać kroku finansowym gigantom.
- Pieniądze nie grają… przynajmniej na początku. Zespoły budowane w pośpiechu (Legia, Pogoń) będą potykać się o własne nogi, zwłaszcza w pierwszych kolejkach. W meczach o stawkę wygra zgranie, automatyzmy i stabilność – czyli to, czym dysponują Czarni Sosnowiec i GKS Katowice. Zbudowane naprędce gwiazdozbiory czeka bolesne zderzenie z „żelazną logiką boiska”.
- Kobiecy futbol nadal jest bezbronny. Sytuacja Śląska Wrocław to sygnał alarmowy. Rosnąca ekspozycja medialna nie oznacza jeszcze stabilności. Kobiece sekcje wciąż mogą paść ofiarą księgowych cięć w męskich klubach, co jest po prostu smutne.
Podsumowując: zapnijcie pasy. Runda jesienna sezonu 2026/2027 nie wybaczy błędów. To nie będzie już tylko sympatyczna gra o punkty – to wejście polskiej piłki kobiecej w erę bezlitosnego, twardego profesjonalizmu. Kto nie dostosuje się do nowych reguł gry, ten po prostu z niej wypadnie.
Niestety ale Śląsk Wrocław jako klub zasłynął z tego że jest na utrzymaniu…zwierząt z miejscowego ZOO !!! Wiosną minionego sezonu ktoś , w urzędzie miasta Wrocławia, miał „pomysła” aby w ogóle zlikwidować sekcję kobiet 😀
Drugim „ciekawym” klubem w ekstralidze jest Pogoń Szczecin, klub którym włada ….Janusz futbolu 😀