Przejdź do treści
Serwis do prawidłowego działania wykorzystuje pliki cookies » News » Ostatni bastion, który zbudował reprezentację. Fenomen Medyka Konin

Ostatni bastion, który zbudował reprezentację. Fenomen Medyka Konin

Kiedy w czerwcu 2024 roku Medyk Konin – po 31 latach nieprzerwanej gry w elicie – ostatecznie spadał z Ekstraligi, wielu wieszczyło koniec pewnej epoki. I słusznie. Trudno jednak mierzyć wielkość tego klubu wyłącznie przez pryzmat 14 punktów zgromadzonych w fatalnym, ostatnim sezonie. Prawdziwą miarą sukcesu Medyka nie są dzisiaj puste gabloty, ale to, ile waży i jak wygląda obecna reprezentacja Polski w piłce nożnej kobiet. Bo prawda jest brutalna dla wielkich aglomeracji: bez Konińskiego Klubu Piłkarstwa Kobiecego dzisiejsza kadra narodowa w swoim obecnym kształcie po prostu by nie istniała.

Kuźnia na prowincji, czyli wizja jednego człowieka

Zanim kobieca piłka stała się w Europie produktem marketingowym, a na polskim horyzoncie pojawiły się wielkie pieniądze i zachodnie standardy, bieganie za piłką przez dziewczyny uchodziło za fanaberię w „ostatnim bastionie męskiego szowinizmu”. Wtedy, w połowie lat 80., na scenę wkroczył Roman Jaszczak – nauczyciel wychowania fizycznego z medycznej szkoły dla pielęgniarek. To on miał odwagę zbudować totalny, zintegrowany ekosystem szkoleniowy oparty na Szkole Mistrzostwa Sportowego i taniej bursie.

Model był genialny w swej prostocie. Utalentowane dziewczyny z najdalszych, często uboższych zakątków kraju dostawały pełne wyżywienie, zakwaterowanie i codzienne, profesjonalne treningi. Ale Medyk dawał im coś więcej – swego rodzaju „polisę ubezpieczeniową”. Klub dbał o to, by zawodniczki w wolnym czasie zdobywały solidny zawód, uczestnicząc w kursach opieki nad osobami starszymi, fizjoterapii czy kosmetologii. To dawało niezbędny spokój ducha rodzicom i piłkarkom w czasach, gdy z kobiecej piłki w Polsce nie dało się jeszcze godnie wyżyć.

Fabryka Gwiazd. Ile talentów wyjechało w świat?

Odpowiedź na pytanie, ile reprezentantek ukształtował Medyk, przyprawia o statystyczny zawrót głowy. Bywały w historii takie lata, że selekcjoner na zgrupowanie kadry narodowej powoływał jednorazowo aż siedem aktywnych piłkarek z samego Konina. To właśnie ten niewielki, prowincjonalny klub wyeksportował w świat najwybitniejsze polskie nazwiska, na czele z absolutnym fenomenem – Ewą Pajor.

Zanim Pajor założyła koszulkę Wolfsburga, a dziś dumnie reprezentuje barwy FC Barcelony, jako 15-latka debiutowała w Medyku, strzelając w jego barwach w sumie 74 gole i stając się postrachem całej ligi. Ekwiwalent za jej wyszkolenie (szacowany wtedy na astronomiczne 150-180 tysięcy euro) był finansowym tlenem, który przez lata utrzymywał konińską akademię przy życiu.

Ale Pajor to tylko wierzchołek góry lodowej. Konińska maszyna ukształtowała dziesiątki zawodniczek, w tym:

  • Paulinę Dudek – fundament obrony Paris Saint-Germain i mistrzynię Europy U-17.
  • Aleksandrę Sikorę (Rompę) – byłą piłkarkę Juventusu i Brescii, autorkę ponad 100 meczów ligowych dla Medyka.
  • Gabrielę Grzywińską i Sylwię Matysik – nieustępliwe dyktatorki tempa gry w drugiej linii na europejskich boiskach.
  • Ewelinę Kamczyk – byłą zawodniczkę Medyka w latach 2013–2015, a obecnie reprezentantkę Polski i pomocniczkę włoskiego AC Milan.

Trzeba powiedzieć wprost: złote pokolenie polskiej piłki, które w 2013 roku zdobywało z reprezentacją do lat 17 mistrzostwo Europy w Szwajcarii, oparte było w głównej mierze na zawodniczkach szlifowanych na obiektach w Koninie.

Trenerska szkoła przetrwania

Medyk produkował nie tylko wybitne nogi, ale i najwyższej klasy piłkarskie umysły. Z tego samego środowiska wywodzi się przecież obecna selekcjoner reprezentacji Polski, Nina Patalon. Z klubem z Wielkopolski przeszła pełną drogę: od zawodniczki zdobywającej medale, przez asystentkę, aż po trenerkę pierwszego zespołu. Jak sama wspominała, zbudowanie dominującej na krajowym podwórku drużyny zajęło jej siedem lat systematycznej, mozolnej pracy z zawodniczkami, z których większość wciąż miała wtedy status amatorski. To ona, czerpiąc z konińskiego etosu nieustępliwości, jako pierwsza kobieta w Polsce zdobyła najwyższą licencję UEFA Pro.

Dziedzictwo znacznie ważniejsze niż upadek

Cztery mistrzostwa Polski z rzędu, dziewięć zdobytych Pucharów Polski i regularne, historyczne występy w elitarnym gronie 1/16 Ligi Mistrzyń – te sukcesy to dziś piękne wspomnienia. Medyk przegrał starcie z nową, bezlitosną rzeczywistością makroekonomiczną. Gdy do kobiecej piłki z potężnymi, milionowymi budżetami weszły marki z męskiej Ekstraligi, takie jak Pogoń Szczecin, GKS Katowice czy Śląsk Wrocław, skromny, samorządowy projekt po prostu przestał nadążać. Po spadku z ligi klub znalazł się na zakręcie, a szybkie rozstanie z trenerem Łukaszem Wojtałą zapowiada trudny, wieloletni proces przebudowy na zapleczu elity.

Jednak niezależnie od tego, czy Medyk Konin kiedykolwiek wróci na ligowy szczyt, jego miejsce w panteonie jest absolutnie nienaruszalne. To w Koninie wyrosła cała dzisiejsza elita polskiego futbolu kobiecego. Klub z ulicy Podwale 1 spełnił swoją dziejową misję – wziął na barki rozwój talentów w czasach, gdy nikt inny nie miał na to ochoty ani pomysłu. Kiedy dziś tysiące kibiców oklaskuje rajdy Ewy Pajor na legendarnym Estadi Johan Cruyff, warto pamiętać, że jej droga na piłkarski Olimp zaczęła się od taniej, skromnej bursy w sercu Wielkopolski.

Weronika Bryndza

Autor

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

error: Content is protected !!