W polskiej kobiecej piłce klubowej właśnie runął mur, który przez dekady wydawał się nie do ruszenia. Kiedy męska Ekstraliga, a z czasem inne kobiece dyscypliny sportu – na czele z siatkówką i koszykówką – dawno temu otworzyły się na zagraniczną myśl szkoleniową, nasza Orlen Ekstraliga trwała w hermetycznym, narodowym sosie. Aż do teraz. Zatrudnienie 35-letniego Słowaka, Martina Masaryka, na stanowisku głównego trenera Pogoni Szczecin to coś więcej niż tylko roszada na ławce. To trzęsienie ziemi i precedens, na który czekaliśmy stanowczo zbyt długo.
Tak utytułowanego trenera jeszcze w Ekstralidze nie było. Pogoń bierze z dobrej półki i w końcu utytułowanego w kobiecym futbolu! Niech to wypali, a ożywi to naszą Ekstraligę! Może w końcu 'zakochamy się' Europie? 👏👏https://t.co/GFCCQkwr8Z
— Tylko Kobiecy Futbol (@tylkokobiecyfut) June 15, 2026
Zabetonowany rynek
Przez lata układ sił na ławkach trenerskich był u nas niezwykle przewidywalny. Mieliśmy zasłużone „instytucje”, takie jak Roman Jaszczak w Koninie czy Marek Chojnacki w Łodzi. Kiedy potrzebna była zmiana warty, stery przejmowało młodsze pokolenie polskiej szkoły – Piotr Łęczyński, Karolina Koch czy nagrodzony w tym sezonie Sebastian Stemplewski. Karuzela kręciła się w najlepsze, ale krzesełka zajmowali wciąż ci sami obywatele. Jeśli w lidze lub w jej zapleczu pojawiali się obcokrajowcy (często fachowcy z Ukrainy), to niemal wyłącznie w rolach drugoplanowych: jako asystenci, trenerzy bramkarek czy specjaliści od motoryki pracujący z młodzieżą. Zresztą ten sam schemat od lat powiela PZPN przy wyborze selekcjonerów reprezentacji narodowej, gdzie obce paszporty na stanowisku głównego dowodzącego to wciąż temat tabu. Polskie kluby z czołówki bały się ryzyka. Wolały to, co znane, nawet jeśli oznaczało to pewien pułap taktyczny, którego nie dało się przeskoczyć.
CV, jakiego w naszej lidze jeszcze nie było
I wtedy wchodzi Pogoń. Klub z ogromnymi ambicjami, który postanowił zagrać va banque. Podpisanie czteroletniego kontraktu z Masarykiem to jasny sygnał: „Duma Pomorza” chce wyjść ze strefy komfortu. Warto podkreślić to z pełną mocą: tak utytułowanego szkoleniowca w polskim, kobiecym futbolu ligowym po prostu jeszcze nie było. Choć Masaryk ma dopiero 35 lat, do Szczecina przywozi doświadczenie i sukcesy, o jakich większość naszych ligowych trenerów może na razie jedynie pomarzyć. Jego dotychczasowa droga to pasmo triumfów w kilku europejskich krajach:
- Czterokrotne mistrzostwo i Puchar Słowacji za sterami Slovana Bratysława, gdzie zadebiutował w eliminacjach Ligi Mistrzyń jako jeden z najmłodszych trenerów w historii.
- Mistrzostwo Czech ze Spartą Praga oraz – co robi absolutnie największe wrażenie w kontekście przeskoku jakościowego – dotarcie aż do 1/8 finału prestiżowej Ligi Mistrzyń.
- Demolka na Węgrzech i awans do elity z Honvedem Budapeszt, gdzie jego zespół wygrał 21 z 22 spotkań (jedyna „porażka” to zresztą proceduralny walkower).
- Wreszcie – historyczny, brązowy medal i finał Pucharu Grecji wywalczony w minionym sezonie z Asterasem Tripolis, co jest najlepszym wynikiem w całych dziejach tego klubu.
Co więcej, Słowak nie przychodzi sam, zabierając ze sobą Erika Flámika jako wieloletniego asystenta i specjalistę od przygotowania motorycznego. To wyraźnie pokazuje, że Pogoń nie szukała tylko „nowej twarzy”, ale chce zaszczepić w klubie cały nowy system. Masaryk otwarcie brzydzi się „futbolem na alibi” – a nie oszukujmy się, w naszej lidze wciąż zbyt często oglądamy bezcelowe lagi do przodu pod wpływem pierwszego lepszego pressingu.
Today is an important moment for Pogoń Szczecin Women, for our city, and I truly believe for women’s football in Poland.
We are proud to welcome Martin Masaryk as Head Coach of Pogoń Szczecin Women, together with his trusted long-time assistant Erik Flámik.
Martin brings one of… https://t.co/l6y4BjCqfN
— Alex Haditaghi (@CanDisenchanted) June 15, 2026
Eksperyment, który zdefiniuje przyszłość
Ruch zarządu Pogoni to fascynujący test dla całej Orlen Ekstraligi. Jeśli Masaryk zderzy się ze ścianą i nie poradzi sobie ze specyfiką naszej ligi, zwolennicy „polskiej myśli szkoleniowej” dostaną potężny argument do ręki, a rynek prawdopodobnie zabetonuje się na kolejne lata. „A nie mówiliśmy? Obcy tu nie przetrwa” – usłyszymy w kuluarach.
Jeśli jednak Słowak odniesie w Szczecinie sukces, wdroży nowoczesne mechanizmy i pokaże jakość, jakiej dotąd na naszych boiskach nie widzieliśmy, Pogoń wyświadczy przysługę całej dyscyplinie w Polsce. Sukces Masaryka wymusi na innych prezesach zmianę optyki. Zmusi ich do tego, by przy kolejnym kryzysie spojrzeć dalej niż na własne podwórko. Wpuściliśmy do Ekstraligi świeże powietrze. Teraz pozostaje tylko czekać, czy ten słowacki wiatr przewietrzy nasze taktyczne schematy, czy też odbije się od zachodniopomorskiego falochronu. Niezależnie od wyniku, to prawdopodobnie najciekawszy projekt trenerski, jaki będziemy śledzić w nadchodzącym sezonie.