Szatnia piłkarska powinna być bezpieczną przystanią, a trener osobą, która chroni swoje zawodniczki przed kontuzjami. W toskańskim klubie CSL Prato Social Club ta podstawowa zasada zaufania została brutalnie złamana. Włoską piłką amatorską wstrząsnęła afera, która przypomina bardziej zorganizowane zastraszanie niż sportową rywalizację.
Włoska Federacja Piłkarska (FIGC) nie miała litości. Sąd Apelacyjny właśnie podtrzymał surowy wyrok – cztery lata dyskwalifikacji dla Luki De Felice, byłego już trenera kobiecej sekcji CSL Prato Social Club. Powód? Zachowania dyskryminujące, obraźliwe i – co najbardziej przerażające – bezpośrednie podżeganie do przemocy wobec jednej z jego własnych podopiecznych.
Kolacja, która zamieniła się w spisek
Wszystko zaczęło się w sezonie 2024/2025 podczas z pozoru zwykłej, integracyjnej kolacji drużyny w Sesto Fiorentino. Z ustaleń śledczych wynika, że to właśnie tam trener De Felice przekroczył wszelkie granice. Zamiast budować morale zespołu, zapytał kilka swoich zawodniczek, czy byłyby skłonne celowo faulować i uderzać swoją koleżankę z drużyny podczas treningów.
Jakby tego było mało, w głowie trenera zrodził się rzekomo pomysł, by do tego skandalicznego planu zaangażować nawet piłkarkę z drużyny przeciwnej.
Szczególne oburzenie budzi fakt, że dziewczyna, która stała się celem tego polowania, dopiero co wróciła do gry po bardzo ciężkiej kontuzji. Zamiast wsparcia w trudnym procesie powrotu na boisko, własny szkoleniowiec przygotowywał na nią zasadzkę.
Dziewczyny przerywają milczenie
Na szczęście w zespole wygrała solidarność i sportowa przyzwoitość. Zszokowane zawodniczki nie zamierzały brać udziału w tej chorej grze. Zwróciły się o pomoc do ojca pokrzywdzonej piłkarki, który natychmiast wynajął prawnika (mecenasa Gaetano Mariego) i złożył oficjalną skargę do Prokuratury Federalnej. Do zawiadomienia dołączono zeznania dziewczyn, które były świadkami rozmowy na feralnej kolacji.
Choć w procesie odwoławczym trener De Felice próbował się bronić, powołując na świadka jedną z zawodniczek przedstawiającą inną wersję wydarzeń, sąd uznał jego apelację za „całkowicie bezzasadną”.
Nikt nie uniknął odpowiedzialności
Sportowa sprawiedliwość dosięgła nie tylko samego trenera, ale i całe otoczenie, które pozwoliło na tak patologiczną sytuację. Kary, które zostały nałożone, pokazują, że nie ma miejsca na zamiatanie spraw pod dywan:
- Luca De Felice (trener): 4 lata dyskwalifikacji (wyrok prawomocny).
- Lorenzo Giorgi (szef sekcji kobiecej) i Ilaria Bonaiuti (team manager): Po 6 miesięcy zawieszenia.
- Roberto Macrì (prezes klubu) i Simone Carollo (oficer ds. bezpieczeństwa – safeguarding): Po 6 miesięcy zawieszenia. Co ciekawe, w pierwszej instancji obaj zostali uniewinnieni. Sąd Apelacyjny uznał jednak, że przymykali oni oko na sytuację i nie wdrożyli absolutnie żadnych mechanizmów, by chronić zawodniczki przed nadużyciami.
- CSL Prato Social Club: Grzywna finansowa zwiększona z 1500 do 2000 euro za odpowiedzialność bezpośrednią i obiektywną.
Lekcja dla całego sportu
W uzasadnieniu wyroku sędziowie stanowczo podkreślili, że osoby odpowiedzialne za safeguarding (ochronę zawodników) nie mogą być w klubach jedynie figurantami wpisanymi do dokumentów. Mają obowiązek aktywnie zapobiegać przemocy i dyskryminacji.
Ta historia, choć mroczna, kończy się ważnym morałem. Pokazuje odwagę młodych zawodniczek, które potrafiły sprzeciwić się toksycznemu autorytetowi trenera, oraz determinację instytucji w walce o bezpieczeństwo w amatorskiej piłce nożnej.