To był jeden z tych wieczorów, dla których po prostu kochamy piłkę nożną. Rzęsisty deszcz, pełne trybuny Páirc Uí Chaoimh w Cork zdzierające gardła do ostatniego gwizdka i mecz, w którym scenariusz zmieniał się jak w najlepszym thrillerze. Reprezentacja Irlandii pokazała charakter ze stali, pokonując faworyzowane Holenderki 3:2 po bramce w 89. minucie. Dla Girls in Green to autostrada na mundial w Brazylii. Dla OranjeLeeuwinnen – prawdziwy koszmar i widmo gry w barażach.
Z chłodną głową pod presją
Kto spodziewał się, że Holenderki przyjadą do Irlandii i zdominują spotkanie od pierwszej minuty, ten szybko musiał zweryfikować swoje poglądy. Choć podopieczne Arjana Veurinka próbowały przejąć inicjatywę, a Esmee Brugts wcześnie postraszyła gospodynie płaskim strzałem, Irlandia grała dokładnie to, co zaplanowała menedżerka Carla Ward: żelazną dyscyplinę w defensywie i zabójcze kontry.
Ta taktyka przyniosła owoce już w 18. minucie. Niezmordowana Abbie Larkin wywalczyła piłkę i dograła do Kyry Carusy. Snajperka Irlandii zachowała niesamowity spokój na śliskiej murawie – uderzyła z pierwszej piłki, a ta, po palcach spóźnionej bramkarki Lize Kop, wtoczyła się do siatki. Holenderki próbowały odpowiedzieć, ale potężna bomba Lynn Wilms z dystansu zatrzymała się tylko na poprzeczce.
Druga połowa jak z filmu Hitchcocka
Jeśli pierwsze 45 minut było ekscytujące, to druga połowa wyrwała kibiców z butów. Holandia rzuciła wszystko na jedną szalę, ale raz za razem zderzała się ze ścianą o nazwisku Courtney Brosnan. Irlandzka bramkarka dokonywała w bramce cudów, wyciągając w niewiarygodny sposób strzały Lineth Beerensteyn z bliskiej odległości i potężną rakietę Jackie Groenen.
Mur ostatecznie pękł w 69. minucie, kiedy to Aoife Mannion sfaulowała Groenen w polu karnym. Dominique Janssen ustawiła piłkę na wapnie i – choć Brosnan miała ją na palcach – wcisnęła ją do bramki.
I wtedy wydarzyło się coś niesamowitego. Zamiast załamać ręce, Irlandki odpowiedziały po zaledwie… 60 sekundach! Trybuny w Cork dosłownie eksplodowały, gdy fenomenalna Marissa Sheva posłała dośrodkowanie w pole karne, a Abbie Larkin uprzedziła obrończynie i uderzeniem przy krótkim słupku przywróciła prowadzenie gospodyniom (2:1).
Holenderki, grające z nożem na gardle, znów podniosły się z kolan. Wprowadzona z ławki Victoria Pelova w 80. minucie odnalazła się w zamieszaniu w polu karnym i z zimną krwią trafiła na 2:2. Wydawało się, że podział punktów jest nieunikniony.
Ostatnie słowo należy do Irlandii
Ale ta irlandzka drużyna po prostu nie uznaje kompromisów. Gdy kibice domagali się historycznego triumfu, w 89. minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Anna Patten zgrała piłkę na dalszy słupek, a tam jak spod ziemi wyrosła rezerwowa Amber Barrett, wpychając futbolówkę do bramki. 3:2! Szał radości na boisku i na trybunach.
W doliczonym czasie gry, po szybkiej czerwonej kartce dla Leanne Kiernan, Irlandki broniły się w dziesiątkę, rzucając się ofiarnie pod każdy strzał. Wytrzymały. Dowiozły ten historyczny wynik do końca.
Co to oznacza dla obu drużyn?
Dla Irlandii matematyka jest prosta: wygrana we wtorek we francuskim Grenoble da im bezpośredni awans na Mistrzostwa Świata 2027 z pierwszego miejsca w grupie. Nawet w przypadku potknięcia, wczorajszy triumf gwarantuje im rozstawienie w jesiennych barażach.
Z kolei w holenderskim obozie nastroje są grobowe. Oranje spadły na trzecie miejsce w grupie. Bezpośredni awans graniczy teraz z cudem – by tak się stało, we wtorek Holandia musi pokonać Polskę, a w meczu Francji z Irlandią musi paść remis. W przeciwnym razie pozostaną im tylko niepewne, wyczerpujące baraże.