Zapach skoszonej murawy, rosnące z każdą godziną tętno i marzenia o wybiegnięciu na największe stadiony gorącej Brazylii. Eliminacje do Mistrzostw Świata 2027 właśnie wkraczają w ten bezlitosny moment, w którym nie ma już miejsca na asekuracyjną grę i kalkulacje, a każdy błąd obrończyni czy zawahanie bramkarki mogą przekreślić lata ciężkiej pracy. Zostały nam zaledwie dwa mecze. To ostatnie 180 minut, które zdefiniują kariery wielu piłkarek.
Odrzućmy na bok suche statystyki i zawiłe regulaminy pisane w szwajcarskich gabinetach. Spójrzmy na to, co tak naprawdę wydarzy się w ten piątek i najbliższy wtorek na europejskich boiskach.
Elita gra o wszystko
W najwyższej dywizji, Lidze A, zasady są brutalnie proste. Tylko wygranie grupy daje komfort bezpośredniego rezerwowania biletów lotniczych na mundial. Reszta dziewczyn będzie musiała przeżyć jesienny koszmar baraży.
Zacznijmy od naszego podwórka, bo to tutaj nerwy napinają się do granic możliwości. Sytuacja reprezentacji Polski jest, nie oszukujmy się, niezwykle dramatyczna. Choć udział w jesiennych barażach mamy już zagwarantowany i tego nam nikt nie odbierze, to w prestiżowej Lidze Narodów stoimy nad przepaścią. Aby utrzymać się w piłkarskiej elicie i uniknąć bolesnego spadku, Polki potrzebują piłkarskiego cudu. Muszą wygrać dwa arcytrudne spotkania: najpierw w piątek zatrzymać potężne Francuzki, a we wtorek rozprawić się z Holenderkami. Do tego musimy modlić się o potknięcia Irlandek. Szanse? Czysto matematyczne. Ale futbol widział już nie takie historie.
W tej samej grupie toczy się korespondencyjny pojedynek o bilet do Brazylii. Jeśli Holenderki w piątek pokonają Irlandię, a my urwiemy punkty Francji, ekipa Oranje będzie mogła mrozić szampany.
W innych grupach napięcie wcale nie opada. Dunki mogą zamknąć temat awansu już w piątek, jeśli wygrają ze Szwedkami, a Włoszki potkną się w starciu z Serbią. Dla reprezentacji Szwecji to mecz o życie, bo ewentualna porażka zrzuca je do barażowego kotła. Z kolei Angielki idą przez eliminacje jak walec. Wystarczy im zaledwie remis w absolutnym hicie z rewelacyjnie grającą Hiszpanią, by zaklepać awans. Mamy też klasyczne starcie wagi ciężkiej, w którym Niemki podejmują Norweżki. Zwycięstwo gospodyń daje im upragniony awans, a rywalki skazuje na drżenie o wynik w kolejnych miesiącach.
Dramaty i radości na zapleczu
Kiedy giganci biją się o mundial, w niższych dywizjach toczą się równie poruszające ludzkie dramaty i eksplozje radości, których często nie wychwytują kamery największych stacji.
W Lidze C Greczynki i Rumunki już mogą świętować. Rozegrały fenomenalne eliminacje, wywalczyły awans szczebel wyżej i rzutem na taśmę zapewniły sobie udział w barażach o mistrzostwa świata. Wyobraźcie sobie tylko tę euforyczną atmosferę w ich szatniach.
Z drugiej strony mamy złamane serca zawodniczek z Malty i Luksemburga. Dla nich ten piękny sen brutalnie się skończył. Straciły wszelkie szanse na baraże i ze spuszczonymi głowami witają się ze spadkiem do najniższej dywizji. Taka jest okrutna natura sportu – żeby ktoś mógł płakać ze szczęścia, ktoś inny musi przełknąć gorycz porażki. Na krawędzi wielkiego sukcesu balansują jeszcze Szwajcarki i Portugalki, które dzieli zaledwie jedno piątkowe zwycięstwo od triumfalnego powrotu na europejskie salony.
Kiedy decydują ułamki i centymetry
W piłce nożnej na tym etapie nierzadko o wszystkim decydują detale. Co jednak, gdy we wtorkowy wieczór dwie drużyny zakończą zmagania z identyczną liczbą punktów? UEFA jest bezlitosna i nie przewiduje rzutów monetą.
Liczy się przede wszystkim to, co wydarzyło się bezpośrednio na trawie między zainteresowanymi zespołami. Najpierw pod uwagę brane są punkty w bezpośrednich starciach, potem bilans bramkowy w tych konkretnych meczach. Dopiero gdy i to nie przyniesie odpowiedzi, sędziowie przeanalizują ogólny dorobek strzelecki ze wszystkich spotkań w grupie.
Baraże – jesienny maraton przetrwania
Jeśli komukolwiek wydaje się, że czerwiec ostatecznie zamknie temat wyjazdu do Ameryki Południowej, jest w ogromnym błędzie. Prawdziwa wojna nerwów rozpocznie się wraz z nadejściem jesieni. Aż 32 drużyny wejdą do potężnego barażowego młyna, walcząc o zaledwie kilka wolnych miejsc w samolocie.
To będzie prawdziwy piłkarski survival. W październikowej, pierwszej rundzie, zespoły z elity spotkają się z drużynami z niższych koszyków. To tam najczęściej dochodzi do starć, w których skazywany na pożarcie kopciuszek próbuje urwać punkty faworytowi. Następnie, na przełomie listopada i grudnia, zwycięzcy wpadną na siebie w morderczych dwumeczach. Zobaczymy tam ostatnie poty, zaciśnięte zęby i walkę o każdy centymetr boiska aż do doliczonego czasu gry.
Najlepsza siódemka tych baraży ostatecznie spakuje sprzęt i poleci do Brazylii. Pechowiec, który wygra swoją parę, ale będzie miał najsłabszy ranking ze wszystkich zwycięzców, dostanie jeszcze jedną, absolutnie ostatnią szansę w barażach międzykontynentalnych.
Wszelkie kalkulatory i notesy z wyliczeniami można na razie spokojnie odłożyć do szuflady. Przez te najbliższe dni liczyć się będzie wyłącznie serce zostawione na boisku, forma dnia i ta nieuchwytna odrobina piłkarskiego szczęścia. Zapnijcie pasy, bo przed nami decydujące starcia, o których kibice będą rozmawiać jeszcze przez długie miesiące.
Teraz jest czas aby p. Patalon uwolnić od pracy z reprezentacją i aby nowy trener mógł solidnie przygotować się do baraży. Jej pomysł na reprezentację wyczerpał się po kilku meczach a ten koszmar trwa już kilka lat.