Ostatnia kolejka NWSL przed letnią przerwą to był absolutny rollercoaster, który przypomniał nam, dlaczego zarywamy noce dla tej ligi. Miało być spokojne wyciszenie przed urlopami, a dostaliśmy grad goli, upadek historycznego rekordu i wyścig o Złoty But, który robi się gorący jak lipcowe słońce.
Oto co działo się na amerykańskich boiskach w miniony weekend.
Barbra Banda nie bierze jeńców
Nawet burza i przymusowe opóźnienie meczu Orlando Pride z Bay FC (3:1) nie ostudziły zambijskiej snajperki. Obie ekipy rzuciły się sobie do gardeł od pierwszego gwizdka – po siedmiu minutach mieliśmy już 1:1, a gol Caroline Conti dla Bay FC był ich najszybszym uderzeniem w tym sezonie. Ale umówmy się, ten mecz miał jedną aktorkę. Barbra Banda znowu bawiła się z obroną, pakując swój trzeci dublet w sezonie i odjeżdżając reszcie stawki z 11 golami na koncie. Jakby tego było mało, przytomnie dograła do Cori Dyke, zamykając to spotkanie. Banda jest w tej chwili po prostu nie do zatrzymania.
Twierdza Providence Park w końcu zdobyta!
Kibice w Portland przez 638 minut zapomnieli, jak wygląda piłka wpadająca do ich bramki. Aż do teraz. Utah Royals wjechali na trudny teren i zrobili coś, co wydawało się niemożliwe, remisując 2:2 z Thorns. Choć Olivia Moultrie szybko dała gospodyniom prowadzenie, Kiana Palacios przepięknym „szczupakiem” do szatni przypomniała, że Royals nie przyjechali na wycieczkę. Kiedy po przerwie Cloé Lacasse podwyższyła na 2:1, na trybunach zapadła cisza. Portland uratowało twarz rzutem na taśmę – w doliczonym czasie gry Sophia Wilson z zimną krwią, po raz siódmy z rzędu w swojej karierze, wykorzystała rzut karny. Remis, który smakuje jak zwycięstwo Utah i pozostawia ogromny niedosyt w Oregonie.
Powrót na szczyt w Kalifornii
Kto najbardziej ucieszył się z potknięcia Portland i Utah? Oczywiście ekipa San Diego Wave. Kalifornijki pojechały do Wietrznego Miasta i bez zbędnych ceregieli wypunktowały Chicago Stars 2:0. Mecz ustawiła błyskawiczna bramka Dudinhy po genialnym dograniu debiutantki Lii Godfrey. Stars próbowały, szarpały, ale kropkę nad „i” postawiła w 14. minucie doliczonego (!) czasu gry Trinity Byars. Wave zgarnia pełną pulę i wraca na wygodny fotel lidera.
Kansas i ich kosmiczny rekord
Jeżeli szukacie definicji słowa „dominacja” w słowniku, niedługo pojawi się tam herb Kansas City Current. Skromne, ale jakże ważne 1:0 z Boston Legacy FC oznacza dwie rzeczy. Po pierwsze: to ich 23. domowy mecz z rzędu bez porażki (kosmos!). Po drugie: 10. domowe zwycięstwo z rzędu. Bohaterką znowu była Temwa Chawinga, która zdobyła swoją siódmą bramkę w sezonie. Wyścig między nią a Bandą o koronę strzelczyń zapowiada się fascynująco.
Scenariusz pisany przez życie
Z dziennikarskiego punktu widzenia trudno o lepszą historię niż to, co wydarzyło się w meczu Racing Louisville z Denver Summit (0:1). Pierwsza w historii piłkarka podpisana przez klub z Denver, Ally Brazier, gra w swoim rodzinnym mieście i… strzela debiutanckiego gola, który daje historyczne trzy punkty. Czysta magia. Z kolei w meczu Washington Spirit z Seattle Reign (2:1) błysnęła Hal Hershfelt, zdobywając bramkę na wagę wygranej w końcówce spotkania, po świetnej asyście Trinity Rodman.
Młodzież atakuje, Szwedki nie zwalniają tempa
Warto też odnotować to, co działo się w Nowym Jorku. Gotham FC przepchnęło Houston Dash (1:0) dzięki trafieniu młodziutkiej Jordynn Dudley. Co ciekawe, asystowała jej kapitan Tierna Davidson – stoperka gra ostatnio jak z nut i ma udział przy bramkach w drugim meczu z rzędu.
Z kolei North Carolina Courage powoli staje się drużyną o wyraźnym, szwedzkim akcencie. Wygrana 2:1 z Angel City to w dużej mierze zasługa Evelyn Ijeh, która trafia do siatki w trzecim meczu z rzędu. Końcówka tego spotkania to był istny zawał serca – bramkarka Courage w doliczonym czasie gry wybroniła piłkę meczową, kradnąc gospodyniom marzenia o remisie.
Dziewczyny z NWSL udają się na zasłużony odpoczynek, a my możemy tylko głęboko odetchnąć. Po takiej kolejce apetyty na drugą część sezonu są rozbudzone do granic możliwości!