Koniec z grą na cudzych zasadach. Po wyczerpujących rozmowach na linii kluby–krajowa federacja, w niemieckim futbolu kobiecym doszło do historycznego przełomu. Od sezonu 2027/28 żeńska Bundesliga całkowicie wychodzi spod skrzydeł Niemieckiego Związku Piłki Nożnej (DFB) i przechodzi na pełne, niezależne zarządzanie.
Przedstawiciele powołanej do życia organizacji FBL, zrzeszającej kobiece drużyny, mają powody do świętowania. Wywalczone porozumienie to dla nich prawdziwy krok milowy, który wreszcie pozwala im wziąć odpowiedzialność za własne podwórko. Zmiany wejdą w życie dość płynnie – już tej jesieni to właśnie FBL weźmie na swoje barki organizację kluczowego przetargu na prawa telewizyjne, co do tej pory leżało w gestii federacji.
Choć formalnie cała operacja musi zostać jeszcze przypieczętowana w czerwcu – najpierw na walnym zgromadzeniu ligi, a potem podczas nadzwyczajnego kongresu DFB – najważniejsze ustalenia są już pewne. Obie strony wypracowały umowę na najbliższe siedem lat, która od podstaw definiuje nowe ramy prawne i finansowe dla rozgrywek.
Potężny zastrzyk gotówki i miejsce przy głównym stole
Droga do tej samodzielności była efektem niesamowitej solidarności wszystkich czternastu drużyn, które od lat inwestowały we własny rozwój i domagały się lepszych warunków do rywalizacji na arenie międzynarodowej.
Zgoda federacji na odłączenie się ligi to jednak nie tylko uścisk dłoni, ale też bardzo konkretne zabezpieczenie finansowe. DFB zobowiązało się do zasilenia kobiecych rozgrywek kwotą 20 milionów euro, rozłożoną na czas trwania nowej umowy. Dodatkowo związek pójdzie lidze na rękę, odraczając część jej dotychczasowych zobowiązań finansowych. Zmiany zajdą również na szczeblu politycznym – szefowa FBL zyska gwarantowane miejsce w Komitecie Wykonawczym DFB, co wreszcie da kobiecej piłce realny i bezpośredni wpływ na najważniejsze decyzje w niemieckim futbolu.
Trudne rozmowy i gra o pełną pulę
Warto podkreślić, że cała operacja odcięcia pępowiny od potężnej federacji wcale nie przebiegała gładko. DFB początkowo nie chciało całkowicie wypuścić ligi z rąk, mocno forsując pomysł stworzenia wspólnej spółki, w której związek wciąż miałby sporo do powiedzenia.
Kluby jednak kategorycznie odrzuciły tę koncepcję jeszcze na początku roku. Ich argumentacja była prosta i logiczna: skoro to one ponoszą największe ryzyko biznesowe i pompują ogromne pieniądze w rozwój dyscypliny, muszą mieć pełną swobodę w zarządzaniu. Brakowało im elastyczności, która jest niezbędna, by gonić światową czołówkę. Ostatecznie ich nieustępliwa postawa przyniosła pełen sukces – wywalczyli dokładnie taki poziom autonomii, o jaki od samego początku toczyła się gra.
W Polsce też należy jak najszybciej odciąć kobiecy futbol od PZPNu. Niemki dały dobry przykład. Bez tego nie ruszymy z miejsca.