To był jeden z tych momentów w sezonie, w którym każdy mecz pisał własną, niepowtarzalną historię. Mieliśmy tu wszystko – od przełamujących się defensorek i magicznych rzutów karnych w doliczonym czasie gry, po historyczne triumfy i łzy wzruszenia przy powrotach na murawę. Zapnijcie pasy, bo działo się naprawdę dużo.
Maszyny do wygrywania i walka o tron
Zacznijmy od tego, co na samej górze. Ekipa Kansas City Current udowodniła, że na własnym stadionie jest po prostu nietykalna. Ich pewne zwycięstwo 3:0 nad Houston Dash przedłużyło niesamowitą domową serię bez porażki do 21 spotkań, trwającą jeszcze od 2024 roku. Gwiazdą wieczoru znów była fenomenalna Temwa Chawinga. Po zeszłotygodniowym hat-tricku, tym razem ustrzeliła dublet i zapisała się w historii ligi wielkimi literami. Zdobycie 40 goli w sezonie zasadniczym zajęło jej zaledwie 53 mecze. To absolutny kosmos, biorąc pod uwagę, że dotychczasowa rekordzistka, Sophia Wilson, potrzebowała na to aż 63 spotkań.
Tymczasem rywalizacja o fotel lidera nabrała rumieńców. Szczęście w końcu uśmiechnęło się do San Diego Wave, które rzutem na taśmę pokonało Washington Spirit 2:1, przerywając gościom passę ośmiu meczów bez porażki. Bohaterką ostatniej akcji okazała się młodziutka Kimmi Ascanio, której gol w końcówce zapewnił Wave pierwsze miejsce w tabeli na zakończenie weekendu. I choć kibice z Waszyngtonu wracali do domu bez punktów, mogli świętować małe sukcesy – debiutanckiego gola Trinity Byars i imponującą barierę 10 000 rozegranych minut przez Andi Sullivan.
Niezapomniane noce i pierwsza krew na własnym stadionie
Jeśli szukamy najbardziej magicznego klimatu tej kolejki, musimy przenieść się do Kolorado. Denver Summit FC odniosło pierwsze, w pełni zasłużone domowe zwycięstwo w historii klubu, pokonując Orlando Pride 3:1. Wszystko to wydarzyło się podczas wyjątkowej Pride Night. Wyobraźcie to sobie: nad stadionem pojawia się prawdziwa tęcza, a z trybun dziewczyny dopingują ikony kobiecego futbolu – Christen Press i Tobin Heath. Na boisku brylowała Janine Sonis, zdobywając drugi dublet z rzędu, a swoje pierwsze trafienie w lidze dołożyła Eva Gaetino. Nawet gol niezawodnej Barbry Bandy z Orlando nie był w stanie popsuć święta gospodyniom.
Równie gorąco było w Massachusetts. Boston Legacy zagwarantowało fanom istny rollercoaster podczas Brazylijskiego Wieczoru na Gillette Stadium. Orlando Pride uderzyło pierwsze, gdy legendarna Marta wykorzystała rzut karny (to jej rekordowy, 15. gol z „jedenastki” w sezonie zasadniczym). Boston jednak pokazał lwi pazur. Najpierw wyrównała debiutująca Aleigh Gambone, a w doliczonym czasie gry bostońska Brazylijka, Amanda Gutierres, wymierzyła sprawiedliwość z rzutu karnego.
Co ciekawe, Gutierres okazała się talizmanem Bostonu w ten weekend, bo to jej rzut karny uratował drużynie punkt w innym, zremisowanym 1:1 meczu przeciwko Bay FC (rozegranym pomimo wczesnej czerwonej kartki dla Legacy!).
Defensywa jak skała i wzruszające powroty
Zazwyczaj to napastniczki kradną pierwsze strony gazet, ale ósma kolejka należała do obrończyń. Doskonałym przykładem jest Gotham FC, które w drodze do Meksyku na W Champions Cup pokonało Seattle Reign 2:0. Choć Jaedyn Shaw kontynuowała swoją świetną strzelecką serię, to gol kapitan Tierny Davidson rozgrzał serca kibiców najbardziej. To było jej pierwsze trafienie w sezonie zasadniczym od 2019 roku! Gdy dodamy do tego siódme czyste konto kapitalnej Ann-Katrin Berger, otrzymujemy obraz drużyny kompletnej.
O potędze żelaznej obrony przekonali się też widzowie w Portland. Mecz Thorns z Angel City zakończył się wprawdzie remisem 0:0, ale na Providence Park rodzi się historia. Gospodynie nie straciły tam gola już od 504 minut! Brakuje im zaledwie 64 minut w kolejnym spotkaniu, by pobić legendarny rekord Western New York Flash z 2013 roku.
Na koniec zostawiliśmy historie ludzkie, które budują charakter tego sportu. North Carolina Courage po serii potknięć rozbiło Chicago Stars aż 4:0. Mieliśmy tam debiutanckie gole (Ally Schlegel i świetnej Evelyn Ijeh), ale najgłośniejszy aplauz wywołało wejście na boisko Mallory Swanson. Powrót na murawę po urlopie macierzyńskim, pierwszy raz od 2024 roku, to moment, który wykracza daleko poza suche wyniki.
Podobnie jak niesamowita metamorfoza Utah Royals. Drużyna, która na starcie sezonu wydawała się zagubiona, wygrała z Racing Louisville 2:1 po golu Miny Tanaki. Tym samym ekipa z Utah zanotowała ósmy mecz bez porażki z rzędu i już teraz dorównała liczbie zwycięstw z całego, długiego sezonu 2025.
To był weekend pełen sportowej złości, niezłomnego charakteru i czystej radości z gry. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że już za kilka dni emocje rozpoczną się na nowo.
