To był wieczór pełen magii, rekordów i absolutnej dominacji. FC Barcelona pokonała Atlético Madryt 3:1, sięgając po swoją dwunastą (i trzecią z rzędu) Copa de la Reina. Dla polskich kibiców najważniejszą wiadomością jest jednak świetny występ Ewy Pajor, która rozegrała pełne spotkanie, dołożyła do dorobku zespołu asystę i znów mogła wznieść w górę puchar!
Prolog: Święto na Gran Canarii
To spotkanie przejdzie do historii nie tylko ze względu na końcowy rezultat. Z perspektywy osób na co dzień żyjących i oddychających kobiecym futbolem, widok dokładnie 26 093 kibiców na trybunach stadionu Gran Canaria to absolutnie fantastyczna sprawa – to oficjalny rekord frekwencji w finale tych rozgrywek.
Zanim jednak Olatz Rivera użyła gwizdka po raz pierwszy, byliśmy świadkami pięknego momentu. W pochmurny, wietrzny wieczór na murawie oddano hołd pionierkom hiszpańskiej piłki. Symbolicznego pierwszego kopnięcia dokonała Carmen Arce, znana jako „Kubalita” – pierwsza w historii bramkarka reprezentacji Hiszpanii. W przerwie meczu dołączyły do niej inne legendy sprzed lat. Pół wieku po ich niesamowitych wyczynach, znów znalazły się w centrum uwagi, przyjmując zasłużone owacje od tysięcy fanów.
Kataloński walec w pierwszej połowie
Gdy tylko gra się rozpoczęła, obie ekipy ruszyły do mocnego pressingu, ale to Barcelona szybko narzuciła swoje warunki, umiejętnie kradnąc posiadanie piłki. Claudia Pina od pierwszych minut testowała czujność Loli Gallardo, wywołując głośne jęki zawodu na trybunach przy swoich pierwszych próbach.
Katalońska maszyna ruszyła na dobre w 23. minucie. Pina w końcu dopięła swego, posyłając potężny strzał w długi róg. Zaledwie dziewięć minut później „Blaugrana” wyprowadziła kolejny potężny cios – tym razem na listę strzelczyń wpisała się Esmee Brugts. Barcelona bawiła się futbolem, a jeszcze przed przerwą (w 37. minucie) wynik na 3:0 podwyższyła Salma Paralluelo, bezlitośnie wykorzystując zamieszanie i błąd madryckiej defensywy.
Gdzie w tym wszystkim Ewa Pajor? Reprezentantka Polski harowała na całej szerokości boiska, świetnie absorbowała obrończynie i to właśnie ona popisała się kluczowym dograniem, notując niezwykle cenną asystę, która napędziła ataki jej drużyny!
Zryw Atlético i pełna kontrola Barcy
Po zmianie stron „Rojiblancas” wyszły na murawę mocno naładowane. Zależało im na szybkim złapaniu kontaktu i przez moment faktycznie zamknęły Barcelonę na jej połowie. Katalonki szybko jednak wróciły do swojego rytmu. Sama Ewa Pajor miała kapitalną okazję, by wpisać się na listę strzelczyń – uderzyła niezwykle groźnie, ale Lola Gallardo wyciągnęła się jak struna i popisała się interwencją meczu. Chwilę później, po atomowym strzale Ony Batlle, madrytczanki uratowała z kolei poprzeczka.
Nadzieje w szeregach Atlético odżyły na moment w 58. minucie. Bøe Risa przymierzyła idealnie i przepięknym strzałem w samo „okienko” zmniejszyła straty. To fenomenalne trafienie dodało wiatru w żagle madryckiej ekipie, która rzuciła się do huraganowych ataków. Defensywa Barcy, mądrze kierowana z ławki przez Pere Romeu, przetrwała jednak ten napór bez większej paniki.
Wynik nie uległ już zmianie. FC Barcelona dopisuje do swojego konta kolejne potężne trofeum, a Ewa Pajor po raz kolejny udowadnia, że na Półwyspie Iberyjskim jest nie tylko gigantyczną gwiazdą, ale też niezwykle wydajnym, pracującym dla dobra całego zespołu motorem napędowym.
FC BARCELONA 3:1 ATLÉTICO MADRYT Gole: Claudia Pina (23′), Esmee Brugts (31′), Salma Paralluelo (37′) – Bøe Risa (58′)