Gdy uwaga większości kibiców w kraju skupiała się na finałowej batalii o Puchar Polski w Tychach, na stadionie we Wrocławiu doszło do olbrzymiej niespodzianki. Skazywane na pożarcie przyjezdne postawiły twarde warunki i niespodziewanie wywiozły ze stolicy Dolnego Śląska komplet punktów, notując swoje premierowe zwycięstwo w obecnej kampanii. Ta wygrana zmienia sytuację w dole tabeli
Taktyczny ból głowy sztabu szkoleniowego
Nadrabiając zaległości z 13. kolejki ORLEN Ekstraligi Kobiet, ekipa Śląska Wrocław miała doskonałą okazję, by zrehabilitować się przed własną publicznością za wcześniejszą porażkę z mistrzyniami kraju. Zadanie było jednak utrudnione. Trener gospodyń, Przemysław Piekielny, z powodu czerwonej kartki w poprzednim meczu musiał oglądać zawody z trybun, choć to on rozdał karty przy układaniu wyjściowego składu. Wymuszoną absencję pauzującej za kartki Karoliny Gec zrekompensowało pojawienie się na murawie Pauliny Piksy.
Obraz gry na obiekcie przy ulicy Oporowskiej mocno zaskoczył miejscowych kibiców. To zmotywowane piłkarki Pogoni Tczew od pierwszych minut przejęły inicjatywę, zmuszając Hannę Wieczerzak do trudnych interwencji po strzałach z dystansu. Wrocławianki, co nietypowe, cofnęły się i szukały wyłącznie szans w kontratakach.
Brazylijski kunszt i dramat kapitan
Ofensywne starania tczewianek zostały nagrodzone w 39. minucie. Nanoka Iriguchi sprytnie, krótko rozegrała rzut rożny, czym kompletnie zaskoczyła zgromadzoną w polu karnym defensywę WKS-u. Piłkę w narożniku „szesnastki” przejęła Ana Clara Gomes, która kapitalnym, precyzyjnym uderzeniem w kierunku dalszego słupka otworzyła wynik spotkania.
Strata gola zmusiła Śląsk do ataku. Tuż przed przerwą w polu karnym rywalek po starciu fizycznym padła Natalia Sitarz. Arbiter nie dopatrzyła się przewinienia na rzut karny, jednak sytuacja okazała się tragiczna w skutkach – kapitan gospodyń odniosła na tyle poważny uraz, że boisko musiała opuścić w karetce, a w doliczonym czasie gry zmieniła ją Marcelina Guzik.
Wyrok z jedenastego metra i zmarnowane szanse
Druga odsłona meczu rozpoczęła się dla wrocławianek od kolejnego zimnego prysznica. Chwilę po wznowieniu gry w 48. minucie, próba dośrodkowania zawodniczki z Tczewa zakończyła się niefortunnym trafieniem w rękę jednej z broniących piłkarek Śląska. Sędzia bez wahania wskazała na wapno. Do rzutu karnego podeszła Ana Clara Gomes i choć strzał nie należał do najsilniejszych, Wieczerzak musiała skapitulować po raz drugi.
Miejscowe „Trójkolorowe” rzuciły się do odrabiania strat, lecz raziły nieskutecznością. Najbliżej szczęścia w 55. minucie była Katarzyna Białoszewska, jednak po jej strzale z krawędzi pola karnego piłka odbiła się od obrończyni i opuściła plac gry. Chwilę później sztab Śląska próbował ratować wynik podwójną roszadą, wprowadzając Joannę Polewską oraz Katarzynę Ziembę za Musiałowską i Piksę, a pod koniec meczu na boisku pojawiła się także Monika Wróblewska. Defensywa Pogoni, kierowana przez Adrianę Reynolds, pozostała jednak nienaruszona.
MVP Meczu: Ana Clara Gomes (Pogoń Tczew)
Brazylijska napastniczka była absolutnie kluczową postacią tego widowiska. Najpierw popisała się fantastycznym zmysłem technicznym przy uderzeniu na 0:1, a na początku drugiej połowy udźwignęła presję, zamieniając rzut karny na gola pieczętującego historyczne, pierwsze w sezonie zwycięstwo Pogoni Tczew.
Wnioski po meczu:
- Przełamanie Pogoni: Zespół z Tczewa udowodnił, że potrafi grać z pozycji drużyny dominującej i efektywnie realizować stałe fragmenty gry
- Problemy Śląska: Wrocławianki zaprezentowały się zaskakująco pasywnie, a brak trenera na ławce i poważna kontuzja liderki, Natalii Sitarz, mogą zaważyć na ich dyspozycji w końcówce sezonu.
Nie wiem tylko dlaczego przegrana ucieszyła Wrocław?
To nie jest sensacja, to jest OGROMNY obciach dla tego „klubu” z Wrocławia 😛
Właściwie nie pierwszy w tym mijającym sezonie ! Pierwszy to w męskich rozgrywkach i sławny walkower, teraz ta obciachowa porażka w rozgrywkach kobiet! Oj oby ten wyczyn nie odbił wam się w kolejnym sezonie 😛 ps. a taki miałem szacunek dla tego klubu 😀