Stało się! Piłkarki Manchesteru City po dekadzie oczekiwania ponownie mogą nazywać siebie najlepszą drużyną w Anglii. Triumf w Women’s Super League stał się matematycznie pewny dzięki potknięciu londyńskiego Arsenalu. Ekipa z Etihad Stadium zdominowała tegoroczne rozgrywki, odzyskując mistrzowską koronę, która przez ostatnie sześć lat nieprzerwanie należała do londyńskiej Chelsea. Jak wyglądała droga „The Citizens” na sam szczyt i co zadecydowało o ich fenomenalnym sukcesie?
Tytuł przypieczętował się niejako korespondencyjnie w środę. Trzeci w tabeli Arsenal zaledwie zremisował 1:1 na wyjeździe z Brighton & Hove Albion. Mimo rozegrania jednego ze swoich trzech zaległych spotkań, wynik ten okazał się niewystarczający, by utrzymać jakiekolwiek matematyczne szanse na dogonienie liderek. Drużyna z Manchesteru zapewniła sobie mistrzostwo na jedną kolejkę przed końcem sezonu, utrzymując bezpieczną, sześciopunktową przewagę nad wiceliderkami z Chelsea.
Ten sukces to absolutny pokaz konsekwencji. Podopieczne z Manchesteru zadomowiły się na fotelu lidera po wygranej 2:1 z Evertonem dokładnie 9 listopada i nie oddały go już do samego końca!
Wolna głowa od europejskich pucharów i zabójcza skuteczność
Jednym z najczęściej przywoływanych argumentów wyjaśniających ligową dominację City jest… brak awansu do tegorocznej edycji Ligi Mistrzyń. Po zajęciu rozczarowującego czwartego miejsca w poprzednim sezonie, zespół w pełni skoncentrował się na rozgrywkach krajowych.
Menedżerka Chelsea, Sonia Bompastor, wielokrotnie podkreślała, jak ogromne znaczenie dla sukcesu rywalek miała głębia składu oraz możliwość ciągłego rotowania zawodniczkami, co z kolei pozwalało uniknąć kluczowych kontuzji. Z taką oceną zgadza się m.in. była obrończyni Arsenalu, Jen Beattie, która na łamach podcastu Women’s Football Weekly podkreśliła, że zarządzanie siłami przy mniejszej liczbie spotkań było wielkim atutem nowo upieczonych mistrzyń. Podobnego zdania jest również była napastniczka City, Ellen White, która zauważyła, że zeszłoroczna strata aż 17 punktów do mistrzowskiej Chelsea wynikała z obciążeń związanych z jednoczesną walką w europejskich pucharach.
Liczby mówią same za siebie. „The Citizens” mogą pochwalić się najlepszą ofensywą w lidze z 58 zdobytymi bramkami. Doskonale prezentują się również w tyłach – mniejszą liczbę goli stracił w tym sezonie jedynie Arsenal. Twierdza w postaci własnych obiektów (Joie Stadium i Etihad Stadium) okazała się nie do zdobycia. Zespół zakończył rozgrywki domowe ze 100% skutecznością zwycięstw (bilans bramek: 38-8).
Efekt „nowej miotły” i taktyczna wolność
Ogromną zmianę w funkcjonowaniu drużyny przyniósł nowy szkoleniowiec. Przed startem obecnej kampanii stery w Manchesterze objął Szwed Andrée Jeglertz (wcześniej prowadził m.in. reprezentację Danii podczas Euro 2025). Stał się on tym samym zaledwie drugim menedżerem w historii WSL, który sięgnął po tytuł już w swoim debiutanckim sezonie.
Jeglertz zrewolucjonizował styl gry zespołu. Sztywną strukturę taktyczną preferowaną przez jego poprzednika, Garetha Taylora, zastąpił futbolem opartym na posiadaniu piłki, nieprzewidywalności i dużej swobodzie dla poszczególnych zawodniczek.
WSL CHAMPIONS! 🏆🩵 pic.twitter.com/eUvgyEAA0Z
— Manchester City Women (@ManCityWomen) May 6, 2026
Szwedzki trener rotował nie tylko składem, ale i pozycjami na boisku. Laura Blindkilde Brown przesunęła się do roli defensywnej pomocniczki, podczas gdy genialna Japonka Yui Hasegawa otrzymała zadania bardziej ofensywne. Z kolei obrończyni Kerstin Casparij pełniła funkcję mobilnego wahadłowego. Ta elastyczność przełożyła się na fenomenalną passę 13 ligowych zwycięstw z rzędu od września do lutego, w tym miażdżące domowe wygrane m.in. z Chelsea (5:1), Manchesterem United (3:0) czy Arsenalem (3:2).
Zdrowie, siła ognia i młodzieńcza fantazja
Sukces nie byłby możliwy bez indywidualnych popisów. Bezapelacyjną królową pola karnego pozostaje Khadija ‘Bunny’ Shaw. Reprezentantka Jamajki zdobyła 19 goli w 21 meczach (średnio trafienie co 97,8 minuty) i pewnie zmierza po swoją trzecią z rzędu nagrodę Złotego Buta z przewagą aż siedmiu goli nad resztą stawki. Świetnie współpracowała z legendarną Vivianne Miedemą (10 bramek), a obie zawodniczki miały udział w aż 65% goli strzelonych przez całą drużynę.
Niezwykle ważne role odegrały również inne piłkarki. Wspomniana już Kerstin Casparij wiedzie prym w klasyfikacji asyst (siedem decydujących podań), bramkarka Ayaka Yamashita (siedem czystych kont) toczy bój o nagrodę Złotej Rękawicy (walczy o nią m.in. z Hannah Hampton z Chelsea i Phallon Tullis-Joyce z Manchesteru United), a brazylijska skrzydłowa Kerolin zachwycała dynamiką, notując dziewięć goli i pięć asyst w 14 meczach.
Kibice z błękitnej części Manchesteru mają powody do wielkiego optymizmu na przyszłość. Średnia wieku kadry, budowanej przez dyrektor sportową Therese Sjogran, wynosi zaledwie 24 lata (najniższa w lidze). Młode gniewne, takie jak Jade Rose (23 l.), Iman Beney (19 l.), Aoba Fujino (22 l.) czy Mary Fowler (23 l.), wspierane niedawnym głośnym transferem Amerykanki Sam Coffey, stanowią fundament drużyny, która wydaje się gotowa na zdominowanie angielskiego, a wkrótce być może także europejskiego podwórka.
Vibes. pic.twitter.com/gQxphLsJYl
— Manchester City Women (@ManCityWomen) May 6, 2026