W starciu na Emirates Stadium, obserwowanym przez 18 130 kibiców, zawodniczki Arsenalu nie pozostawiły złudzeń, dosłownie miażdżąc Leicester City 7:0. Spotkanie obfitowało w jubileusze, debiutanckie trafienia i taktyczne roszady, które mogą mieć kluczowe znaczenie w końcówce sezonu Women’s Super League.
Strzelecki koncert i jubileusz Maanum
Gospodynie narzuciły mordercze tempo już w pierwszej połowie, zamykając ją z wynikiem 4:0. Worek z bramkami otworzyła w 25. minucie F. Maanum, dla której był to szczególny dzień – pomocniczka zaliczyła swój 100. występ w WSL. Asystę przy jej golu zanotowała T. Hinds. Zaledwie dwie minuty później (27′) norweska gwiazda wystąpiła w roli asystentki, dogrywając do S. Holmberg, która strzeliła swojego premierowego gola w barwach londyńskiego klubu.
Jeszcze przed przerwą prawdziwe show zaprezentowała S. Blackstenius. Szwedka ustrzeliła dublet, pokonując bramkarkę rywalek w 41. minucie (po kolejnej asyście F. Maanum) oraz w doliczonym czasie gry (45’+5), po podaniu od V. Pelovej. Snajperka opuściła murawę zaraz po pierwszej części gry.
Po zmianie stron „Kanonierki” nie zamierzały zdejmować nogi z gazu. W 48. minucie S. Holmberg skompletowała dublet po dograniu od O. Smith. Następnie na listę strzelczyń wpisały się zawodniczki wprowadzone z ławki rezerwowych. W 55. minucie fenomenalnym, podkręconym strzałem popisała się Mariona Caldentey (asysta Laia Codina), a w 63. minucie wynik spotkania na 7:0 uderzeniem głową ustaliła L. Williamson, której precyzyjnie asystowała świetnie dysponowana S. Holmberg, pokonując rezerwową golkiperkę „Lisów”, Katie Keane.
Rotacje Slegers i pościg za liderem
Dla menedżerki Arsenalu, Renee Slegers, mecz był okazją do oszczędzania sił kluczowych ogniw przed rewanżowym, sobotnim (14:00 BST) starciem w półfinale Ligi Mistrzyń przeciwko Lyonowi (londynianki bronią jednobramkowej zaliczki). W wyjściowej jedenastce zabrakło takich nazwisk jak L. Williamson, Lotte Wubben-Moy, Mariona Caldentey, Caitlin Foord czy Alessia Russo. Część z nich musiała jednak pojawić się na boisku wcześniej niż zakładano – Russo i Caldentey weszły w przerwie, a Williamson i Foord zameldowały się na murawie po tym, jak drobnych urazów nabawiły się Olivia Smith i Emily Fox.
Arsenal, który pozostaje niepokonany w lidze od października, traci obecnie 8 punktów do liderek z Manchesteru City (prowadzonych przez Andree Jeglertza). Margines błędu jest jednak minimalny, ponieważ po sensacyjnej porażce City z Brighton, „Kanonierki” mają do rozegrania dwa zaległe mecze. Jeśli je wygrają, zniwelują stratę do zaledwie 2 punktów, co zwiastuje ogromne nerwy przed ostatnią kolejką, w której Manchester zmierzy się z West Hamem.
Dramat Leicester i koło ratunkowe w nowym systemie
Dla drużyny prowadzonej przez Ricka Passmoora to katastrofalny finał rozgrywek. „Lisy” mają na koncie zaledwie 10 strzelonych goli w całym sezonie i nie potrafią odnieść zwycięstwa od połowy grudnia. Porażka z Arsenalem oznacza, że z pewnością zakończą sezon na ostatnim, 12. miejscu, tracąc 7 punktów do jedenastego West Hamu na zaledwie dwa mecze przed końcem.
Zazwyczaj oznaczałoby to bezpośredni spadek, jednak reforma ogłoszona w zeszłym roku, poszerzająca WSL z 12 do 14 drużyn w kolejnej kampanii, daje ekipie Leicester drugie życie. 23 maja zespół zmierzy się w barażowym meczu o utrzymanie z drużyną, która zajmie trzecie miejsce na zapleczu ligi (WSL 2). Ich rywalem będzie ktoś z niezwykle wyrównanej trójki: Charlton, Birmingham City lub Crystal Palace (różnica między nimi w tabeli wynosi zaledwie 1 punkt).
Zanim jednak dojdzie do meczu prawdy, rozbite piłkarki Leicester City będą musiały zmierzyć się w niedzielę (14:30 BST) z kolejnym gigantem – Chelsea.