To był wieczór, który na zawsze zapisze się na kartach historii kobiecego futbolu. FC Barcelona zmasakrowała Real Madryt w rewanżowym meczu ćwierćfinału Ligi Mistrzyń, wygrywając aż 6:0! Zespół ze stolicy Hiszpanii został upokorzony na oczach ponad 60 tysięcy widzów, a swój ogromny wkład w to historyczne lanie miała Ewa Pajor. Reprezentantka Polski ponownie wpisała się na listę strzelczyń, pieczętując awans Blaugrany do półfinału po niewyobrażalnym wyniku 12:2 w dwumeczu!
Historyczny wieczór na Camp Nou
Czwartkowe starcie odwiecznych rywalek, rozegrane na kultowym Camp Nou, było demonstracją absolutnej siły mistrzyń Hiszpanii. Trybuny barcelońskiego giganta zgromadziły tego dnia dokładnie 60 067 kibiców, którzy od pierwszych minut celebrowali grę swoich ulubienic.
Jubileusz Alexii i polski snajperski akcent
Ten mecz miał wyjątkowy smak dla legendy miejscowych, Alexii Putellas. Kapitan Blaugrany świętowała swój 500. oficjalny występ w barwach klubu i uczciła go w najlepszy możliwy sposób. Już w 8. minucie otworzyła wynik spotkania, popisując się refleksem i dobijając piłkę po wcześniejszym uderzeniu Ewy Pajor. Zjawiskowa Putellas dołożyła później do swojego dorobku jeszcze dwie asysty.
Dla polskich czytelników portalu Tylkokobiecyfutbol.pl najważniejszym momentem była jednak 34. minuta rywalizacji. Wtedy to świetnym podaniem popisała się Vicky, a do akcji wkroczyła Ewa Pajor. Polska napastniczka w polu karnym oddała strzał, z którym bramkarka Realu, Misa, jeszcze sobie poradziła, ale przy błyskawicznej dobitce Polki „na dwa razy” była już całkowicie bezradna. Dla „Pajorki”, która spędziła na murawie 58 minut, był to już 7. gol w trwającej edycji Ligi Mistrzyń!
🇵🇱 7. gol Ewy Pajor w tej edycji Ligi Mistrzyń (na 4:0 z Realem Madryt)pic.twitter.com/HnknM7jKdV
— Futbol Kobiecy w Hiszpanii 🇪🇸 (@FutFemHiszpania) April 2, 2026
Dramat Madrytu i norweski koszmar w obronie
Choć zawodniczki z Madrytu zaczęły od wysokiego pressingu (swoją okazję z okolic punktu karnego na początku meczu zmarnowała Angeldahl), to bardzo szybko ich gra kompletnie się posypała. Na boisku królowała Caroline Graham Hansen. Norweżka najpierw strzeliła gola z bliskiej odległości w 15. minucie po akcji zespołowej, a jej wejścia prawą stroną boiska były prawdziwym utrapieniem dla fatalnie grającej Yasmim (zmienionej w przerwie przez Irune). W 27. minucie, po rzucie rożnym egzekwowanym właśnie przez Graham Hansen, piłkę głową do siatki posłała Irene Paredes.
Po zmianie stron „Duma Katalonii” nie zdjęła nogi z gazu. W 55. minucie ponownie błysnęła Caroline Graham Hansen, która widowiskowym zwrotem zgubiła Evę Navarro i efektowną „podcinką” (lobem) pokonała Misę, podwyższając na 5:0.
Obraz bezradności i frustracji „Królewskich” dopełniały liczby. Drużyna z Madrytu grała ostro, inkasując aż 4 żółte kartki i często uciekając się do fauli. Pojedyncze, szybkie akcje Caicedo czy wygwizdywanej przez miejscowych fanów Athenei nie przynosiły żadnego zagrożenia. Najbardziej upokarzającym statystycznym faktem dla Realu jest to, że goście zakończyli to prestiżowe starcie bez ani jednego celnego strzału na bramkę rywalek!
Szansa dla młodzieży i kierunek Monachium
Prowadząc 5:0, sztab szkoleniowy Barcelony pozwolił na historyczne debiuty na Camp Nou. Szansę pokazania się szerszej publiczności otrzymały Kika, Camara, Schertenleib oraz Clara Serrajordi. Ta ostatnia udowodniła swoją wartość błyskawicznie – przy swoim pierwszym kontakcie z piłką w tym spotkaniu zanotowała asystę, wykładając futbolówkę Esmee Brugts. Holenderka w 74. minucie dopełniła formalności, strzelając szóstego gola na pustą bramkę.
FC Barcelona ostatecznie zmiażdżyła Real Madryt 6:0 (w dwumeczu 12:2), wprawiając trybuny w ekstazę (kibice długo robili meksykańską falę i oklaskiwali Putellas). Blaugrana pewnym krokiem wkracza do półfinału Ligi Mistrzyń, gdzie na rozpędzoną maszynę z Katalonii czeka już Bayern Monachium.