Emocje sięgają zenitu! Rozgrywki Women’s Champions League w sezonie 2025/26 wkraczają w decydującą fazę. Już w środę 1 kwietnia i czwartek 2 kwietnia poznamy cztery najlepsze drużyny Starego Kontynentu, które będą kontynuować swoją drogę do wielkiego finału w Oslo. Po pierwszych spotkaniach zaliczkę wypracowały sobie ekipy Arsenalu, Barcelony, Bayernu Monachium oraz Wolfsburga. Czy na etapie rewanżów ćwierćfinałowych czeka nas cudowne odwrócenie losów rywalizacji?
Twierdza Monachium czeka na debiutantki
Bayern Monachium – Manchester United (Środa, 1 kwietnia, godz. 18:45 CET)
Pierwsze starcie tych ekip na Old Trafford dostarczyło kibicom niesamowitego widowiska, z którego zwycięsko wyszły ostatecznie mistrzynie Niemiec. Manchester United, dla którego jest to debiutancki sezon w tych rozgrywkach, zdołał dwukrotnie odrobić straty, ale ostatecznie musiał uznać wyższość rywalek po fantastycznym trafieniu Momoko Tanikawy. Mecz zakończył się wynikiem 3:2 dla Bayernu.
Przed rewanżem w Monachium statystyki są bezlitosne dla „Czerwonych Diabłów”. Aby awansować, Angielki musiałyby dokonać czegoś bezprecedensowego – żaden angielski zespół nigdy nie wygrał wyjazdowego meczu z Bayernem w Lidze Mistrzyń (Niemki triumfowały we wszystkich pięciu dotychczasowych potyczkach domowych z wyspiarskimi klubami). Co więcej, ofensywa gospodyń funkcjonuje bez zarzutu, o czym świadczy fakt, że piłkarki z Bawarii zdobyły po trzy bramki w czterech z pięciu ostatnich spotkań w europejskich pucharach.
Londyńskie derby pełne podtekstów
Chelsea – Arsenal (Środa, 1 kwietnia, godz. 21:00 CET)
Pierwsza odsłona derbów zachodniego i północnego Londynu zakończyła się przekonującym zwycięstwem „Kanonierów” 3:1. Festiwal strzelecki rozpoczął się od perfekcyjnie rozegranego stałego fragmentu gry, który sfinalizowała Stina Blackstenius. Znakomitymi uderzeniami z dystansu popisały się następnie Lauren James oraz Chloe Kelly, a niezwykłym opanowaniem piłki błysnęła Alessia Russo, zapewniając Arsenalowi dwubramkową zaliczkę przed wyjazdem na stadion rywalek.
Chelsea stoi przed trudnym zadaniem, ale historia pokazuje, że potrafi podnosić się z kolan. Rok temu „The Blues” znalazły się w identycznej sytuacji, odrabiając dwubramkową stratę z pierwszego meczu przeciwko Manchesterowi City i wygrywając cały ćwierćfinałowy dwumecz. Arsenal ma jednak po swojej stronie inną potężną statystykę – drużyna ta zawsze (cztery na cztery przypadki) awansowała do kolejnej rundy w dwumeczach pod egidą UEFA, gdy miała dwa gole przewagi po pierwszym spotkaniu.
Katalońska autostrada do półfinału
FC Barcelona – Real Madrid (Czwartek, 2 kwietnia, godz. 18:45 CET)
To miał być wyrównany klasyk, a zakończył się absolutną deklasacją. Na stadionie w Madrycie „Duma Katalonii” rozbiła Real aż 6:2, a pierwszoplanową postacią tego widowiska była Ewa Pajor. Reprezentantka Polski zdobyła dwie bramki, podnosząc swój dorobek w bieżącej edycji Ligi Mistrzyń do imponujących sześciu trafień.
Rewanż na legendarnym Camp Nou wydaje się być jedynie formalnością. W całej historii Women’s Champions League żadna drużyna nie zdołała odrobić czterobramkowej straty w dwumeczu. FC Barcelona zbudowała na własnym stadionie prawdziwą twierdzę, wygrywając 30 z ostatnich 32 domowych spotkań w LM. Ponadto, trzykrotne triumfatorki tych rozgrywek mogą pochwalić się 100-procentową skutecznością – awansowały we wszystkich 23 pucharowych dwumeczach, w których wygrały pierwsze spotkanie. Katalonki są o krok od swojego ósmego z rzędu półfinału.
Starcie gigantów we Francji
OL Lyonnes – Wolfsburg (Czwartek, 2 kwietnia, godz. 21:00 CET)
Najbardziej utytułowany klub w historii kobiecej piłki ma kłopoty. Pierwszy mecz w Niemczech zakończył się skromnym, ale niezwykle cennym zwycięstwem „Wilczyc” 1:0, po rykoszecie przy strzale Lineth Beerensteyn. Ten wynik oznacza dla ekipy z Lyonu przerwanie fenomenalnej serii siedmiu kolejnych zwycięstw w bezpośrednich starciach z tym rywalem.
Rewanż we Francji zapowiada się pasjonująco ze względu na starcie dwóch niesamowitych serii statystycznych. Z jednej strony, Wolfsburg awansował dalej we wszystkich 27 dwumeczach UEFA, w których wygrywał pierwsze spotkanie. Z drugiej strony, gospodynie czwartkowego starcia wygrały dziewięć z dziesięciu ostatnich meczów domowych w Lidze Mistrzyń (w tym wszystkie trzy w tym sezonie), celując w swój trzeci z rzędu półfinał. Co więcej, OL Lyonnes nigdy w historii nie przegrało dwóch kolejnych meczów w rozgrywkach pod egidą UEFA.