To miało być rutynowe zwycięstwo obrończyń tytułu na najłatwiejszym możliwym terenie. Tymczasem na północy Polski doszło do absolutnego trzęsienia ziemi! Choć statystyki meczowe pokazują przygniatającą, wręcz historyczną dominację katowiczanek, to zamykająca ligową tabelę Pogoń Dekpol Tczew sensacyjnie urwała im punkty, notując remis 1:1.
W miniony weekend oczy fanów kobiecego futbolu w naszym kraju były zwrócone na Tczew. W ramach 16. kolejki Orlen Ekstraligi, miejscowy zespół Pogoni Dekpol Tczew, plasujący się na samym dnie ligowej tabeli, podejmował aktualne mistrzynie kraju – GKS Katowice. Podopieczne trenerki Karoliny Koch przyjechały na ten mecz z jasnym celem przełamania serii dwóch remisów z rzędu i powrotu na zwycięską ścieżkę. Zespół gospodyń, dowodzony przez trenera Krystiana Karpiuka, miał jednak zupełnie inny plan i postanowił sprawić największą niespodziankę tego sezonu.
Piorunujący początek mistrzyń i historyczny napór… bez efektu
Mecz rozpoczął się zgodnie z przewidywaniami. Katowiczanki od pierwszych minut rzuciły się do szaleńczych ataków, chcąc jak najszybciej rozstrzygnąć losy spotkania. Już w początkowej fazie celny strzał na bramkę oddała Aleksandra Nieciąg, jednak kapitalną interwencją popisała się bramkarka Pogoni, Alexandra Reynolds. Miejscowe piłkarki nie zamierzały jednak wyłącznie się bronić i wyprowadziły ostrzegawczy cios – Nanoka Iriguchi bezpośrednio z rzutu wolnego trafiła w poprzeczkę bramki strzeżonej przez Kingę Seweryn.
W 22. minucie przewaga Trójkolorowych przyniosła wreszcie wymierny efekt. Po precyzyjnym rozegraniu rzutu rożnego piłka trafiła do Kateriny Vojtkovej, która kapitalnym, precyzyjnym strzałem prawą nogą skierowała futbolówkę w samo okienko bramki rywalek, wyprowadzając GKS na zasłużone prowadzenie 0:1. Przed przerwą mistrzynie powinny, a wręcz musiały podwyższyć wynik, budując fundament pod potężną dominację, która ostatecznie przełożyła się na rekordowe pomeczowe statystyki (widoczne na ekranach telewizyjnych). Swoje okazje miały grające na wahadłach Dżesika Jaszek oraz Julia Włodarczyk, lecz ich uderzenia były albo niecelne, albo padały łupem świetnie dysponowanej Reynolds. Z kolei po stronie gospodarzy tuż przed przerwą z rzutu wolnego nad poprzeczką uderzała Andrzejewska.
Bezlitosny walec z Katowic nie potrafi wbić gola
Druga odsłona to kontynuacja totalnego oblężenia bramki Pogoni przez GieKSę. Katowiczanki zdominowały rywalki w każdym elemencie piłkarskiego rzemiosła, dążąc do jak najszybszego podwyższenia wyniku. Statystyki pomeczowe są w tym kontekście porażające – zespół gości oddał łącznie aż 23 strzały (w tym 7 celnych), przy zaledwie 8 próbach (i 3 celnych) ze strony Pogoni. Mistrzynie Polski niemal nie schodziły z połowy rywalek, notując 52% posiadania piłki (przy 48% Pogoni) i miażdżąc przeciwniczki w rzutach rożnych (10 do 4). Gra Trójkolorowych wyglądała bardzo dobrze aż do linii pola karnego, jednak w kluczowych momentach brakowało wykończenia i precyzji w polu karnym „czerwonej latarni”.
Mimo ciągłego zagrożenia po dośrodkowaniach Patricii Hmirovej i kolejnych kreowanych szansach przez Włodarczyk, piłka jak zaczarowana nie chciała wpaść do bramki Tczewa. Stara piłkarska prawda o niewykorzystanych sytuacjach zemściła się w najgorszy możliwy sposób w 76. minucie. Aleksandra Witczak popisała się świetnym prostopadłym zagraniem wzdłuż bramki, a tam do piłki dopadła wprowadzona z ławki rezerwowych Julia Drożak. Zawodniczka gospodarzy bez najmniejszych problemów umieściła piłkę w siatce, doprowadzając do sensacyjnego remisu 1:1.
GieKSa jest w dołku. Dziś remisuje 1:1 z Pogonią Tczew, czyli ostatnią drużyną w tabeli. To trzeci podział punktów z rzędu i trzeba przyznać, że oznacza on wypisanie się na dobre z walki o obronę mistrzostwa Polski.
Gra @GKSKobiety nieźle wyglądała do pola karnego, ale piłkarki… pic.twitter.com/PEl9Hvd8ey— Tomasz Grabek – Tommaso (@Tommaso_TGrabek) March 29, 2026
Zszokowane katowiczanki rzuciły się do rozpaczliwych ataków w końcówce. Swoich sił próbowały Amelia Bińkowska oraz Nicola Brzęczek. Na pięć minut przed ostatnim gwizdkiem arbitra Katarzyny Misewicz, piłkę meczową na głowie miała Andjela Milovanović, jednak jej uderzenie po rzucie rożnym (których GieKSa wykonała w tym meczu aż 10!) instynktownie obroniła Reynolds, pieczętując sensacyjny podział punktów. To był trzeci z rzędu remis mistrzyń Polski, który w tym kontekście brzmi jak najdotkliwsza porażka.
Wnioski z meczu w Tczewie na podstawie pomeczowych statystyk:
- Porażająca nieskuteczność mistrzyń: Statystyki telewizyjne obnażają największą bolączkę mistrzyń Polski w tym meczu. GKS Katowice oddał aż 23 strzały, z czego zaledwie 7 było celnych (co daje skuteczność na poziomie ok. 30%). Z kolei Pogoń Dekpol Tczew przy zaledwie 8 próbach (i 3 celnych strzałach) potrafiła wycisnąć z tego spotkania remis. To brutalny dowód na to, że samo budowanie akcji to za mało, gdy szwankuje celownik w decydującej fazie.
- Zmarnowany potencjał stałych fragmentów gry: Ekipa z Katowic wywalczyła w tym meczu aż 10 rzutów rożnych i 10 rzutów wolnych. Tak ogromna liczba okazji ze stojącej piłki (przy zaledwie 4 rożnych i 5 wolnych rywalek) powinna być dla drużyny walczącej o mistrzostwo zabójczą bronią. Brak zamiany tych sytuacji na gole to jeden z głównych powodów utraty cennych punktów.
- Taktyczne przewinienia vs nerwowość faworytek: Gospodynie grały bardzo twardo, popełniając ponad dwukrotnie więcej fauli niż rywalki (10 do 4). To celowe i mądre rozbijanie płynności gry GieKSy przyniosło efekt, a z drugiej strony uwydatniło frustrację w szeregach gości. Ostatecznie to zawodniczki z Katowic zgromadziły na swoim koncie więcej napomnień (aż 3 żółte kartki przy zaledwie 1 dla zawodniczek z Tczewa).
- Koniec marzeń o tytule? Trzeci z rzędu podział punktów, w połączeniu z tak rażącą nieskutecznością na tle ostatniej drużyny w tabeli, to wyraźny sygnał potężnego kryzysu. Strata punktów w Tczewie sprawia, że obrona mistrzostwa Polski staje się dla podopiecznych Karoliny Koch scenariuszem coraz mniej realnym.
MVP według portalu TylkoKobiecyFutbol.pl
Alexandra Reynolds (Pogoń Dekpol Tczew) – Amerykańska bramkarka była w tym meczu prawdziwą zaporą nie do przejścia. Zatrzymanie rozpędzonej maszyny z Katowic, która oddała na jej bramkę ponad 20 strzałów (w tym 7 celnych), to w głównej mierze jej zasługa. Jej pewne interwencje w trudnych momentach, a zwłaszcza kluczowa obrona w 85. minucie po strzale głową Milovanović, uratowały dla Tczewa historyczny punkt.