Zapowiadało się na niespodziankę, jednak czysta piłkarska jakość wzięła górę nad ogromnymi chęciami! Liderujące w tabeli Orlen Ekstraligi Czarne Sosnowiec przyjechały do Wielkopolski i nie zostawiły złudzeń piłkarkom Lecha Poznań. Faworytki wypunktowały gospodynie, aplikując im cztery bramki i udowadniając swoje mistrzowskie aspiracje. Poznanianki walczyły niczym lwice, ale zamiast punktów naraziły się na spore kadrowe osłabienie.
W sobotę, 28 marca 2026 roku, oczy kibiców kobiecego futbolu zwrócone były na obiekt w Plewiskach. To właśnie tam rozpędzony beniaminek, Lech Poznań UAM, podejmował głównego pretendenta do mistrzowskiego tytułu – Czarne Sosnowiec. Drużyna dowodzona przez trenerkę Alicję Zając chciała udowodnić, że wyciągnęła wnioski z bolesnej jesiennej lekcji (kiedy to straciła aż siedem goli) i od samego początku rzuciła się na utytułowane rywalki. Ostateczny rezultat 0:4 nie oddaje w pełni tego, jak wiele sił i determinacji włożyły w to spotkanie zawodniczki „Kolejorza”.
Odważny zryw i fizyczna dominacja gości
Poznanianki rozpoczęły z potężnym animuszem. Wysoki, agresywny pressing zaskoczył przyjezdne, a gospodynie błyskawicznie stworzyły sobie dogodną sytuację pod polem karnym rywalek. Ten entuzjazm nie trwał jednak długo. Liderki Ekstraligi szybko opanowały sytuację w środku pola, narzucając własne, niezwykle trudne warunki fizyczne.
Sosnowiczanki zamknęły beniaminka w hokejowym zamku, wymieniając błyskawiczne podania na jeden kontakt w strefie obronnej Lecha. Poznańska defensywa, w której brylowały Sawicka oraz Kuleczka, dwoiła się i troiła, by oddalać zagrożenie od bramki strzeżonej przez Jagodę Sapor. Mur obronny runął ostatecznie w 23. minucie. Po zamieszaniu i serii przypadkowych odbić w „szesnastce”, największym sprytem wykazała się Karline Miksone, pakując piłkę do siatki.
Jeszcze przed zejściem do szatni na przerwę, na murawie rozegrał się prawdziwy dramat. O krok od łez była Liwia Prochwicz, która doznała fatalnie wyglądającej kontuzji kolana. Niezbędna była interwencja sztabu medycznego, w asyście którego zawodniczka opuściła plac gry.
Błędy, które zabiły nadzieję
Druga część spotkania to ponowna próba przejęcia inicjatywy przez podopieczne Alicji Zając. Lechitki wyszły naładowane nową energią, próbując rozgrywać akcje na małej przestrzeni i szukając swoich szans w kontratakach. Niestety, w starciu z tak doświadczonym zespołem, każda chwila dekoncentracji kosztuje bardzo dużo.
W 52. minucie Czarne wykorzystały złe rozegranie poznanianek na ich własnej połowie. Szybki odbiór piłki na gola zamieniła Kaletka, studząc zapały gospodyń. Kolejorz nie zamierzał rezygnować ze swojego planu na mecz, ale mnożące się pomyłki indywidualne były wodą na młyn dla gości. Dokładnie w 67. minucie kolejna strata w szeregach Lecha zakończyła się bezlitosną egzekucją, a na listę strzelczyń wpisała się Miłek.
W końcowym fragmencie meczu (ostatnie 20 minut) zrezygnowane gospodynie postawiły na prostsze środki – długie zagrania w kierunku napastniczek. Liderki z Sosnowca bez problemu radziły sobie z tymi próbami, grając do samego końca z maksymalnym zaangażowaniem. Przyniosło to efekt w doliczonym czasie gry (93. minuta), kiedy to Miłek po raz drugi znalazła drogę do bramki, pieczętując triumf 4:0. Nad przebiegiem całego spotkania czuwała sędzia Emilia Szymula.
Wnioski:
- Kluczowa różnica klas: Czarne Sosnowiec zaprezentowały futbol kompletny. Znakomite przygotowanie fizyczne, perfekcyjny pressing i wyrachowanie pod bramką rywala to cechy, które po raz kolejny udowadniają, że to właśnie one nadają ton w walce o mistrzostwo Polski.
- Odwaga to nie wszystko: Lech Poznań zasługuje na brawa za styl i brak strachu przed wyżej notowanym rywalem. Niestety, chęć budowania skomplikowanych akcji przy tak dobrze pressującym przeciwniku doprowadziła do katastrofalnych błędów indywidualnych, po których padły bramki na 0:2 i 0:3.
- Światełko w tunelu: Mimo porażki 0:4, sztab szkoleniowy „Kolejorza” może dostrzec spory progres w organizacji gry względem pierwszego meczu obu ekip. Poznanianki muszą teraz szybko wyczyścić głowy przed zbliżającym się wielkimi krokami starciem w Pucharze Polski.
MVP Meczu według portalu TylkoKobiecyFutbol.pl:
Karlina Miksone (Czarne Sosnowiec) – Jej trafienie z 23. minuty ustawiło całe spotkanie. W momencie, gdy obrona Lecha wydawała się funkcjonować bez zarzutu i oddalała każdy atak, Miksone wykazała się niezwykłym instynktem strzeleckim. Ta bramka zdjęła presję z zespołu gości i zmusiła „Kolejorza” do otwarcia się w drugiej połowie, co ostatecznie doprowadziło do wysokiego zwycięstwa.