Frustracja po przegranym meczu i skandaliczne, seksistowskie zarzuty pod adresem arbiter prowadzącej spotkanie będą kosztować brazylijskiego piłkarza prawdziwą fortunę oraz długi rozbrat z boiskiem. Sportowy wymiar sprawiedliwości, klub, a nawet najbliższa rodzina nie zostawili na zawodniku suchej nitki po jego medialnym ataku na sędzie.
Frustracja po porażce i atak na sędzię
Po wyeliminowaniu zespołu Red Bull Bragantino z mistrzostw stanowych przez drużynę São Paulo, na jaw wyszły niezwykle kontrowersyjne pretensje jednego z przegranych. Obrońca Gustavo Marques, w rozmowie ze stacją TNT Brazil (o czym informowała dziennikarka Amber van Lieshout), winą za niepowodzenie i utratę szans na finał obarczył sędzię główną tego spotkania – Daiane Muniz.
Piłkarz w pomeczowych wywiadach publicznie podważał kompetencje kobiet do prowadzenia spotkań o tak wysokiej stawce. Sugerował władzom ligi, że delegowanie kobiet do sędziowania kluczowych i napiętych meczów przeciwko największym markom w kraju, takim jak São Paulo, Palmeiras czy Corinthians, jest poważnym błędem organizacyjnym.
Bezkompromisowa reakcja władz i klubu
Seksistowskie tezy zawodnika spotkały się z natychmiastową i niezwykle surową reakcją brazylijskiego sądu sportowego, który potraktował sprawę priorytetowo. Na piłkarza nałożono drastyczne sankcje:
- Zawieszenie na aż dwanaście spotkań we wszystkich rozgrywkach.
- Kara finansowa w wysokości prawie pięciu tysięcy euro.
Do działań dyscyplinarnych dołączył się również pracodawca obrońcy. Klub Red Bull Bragantino stanowczo odciął się od słów swojego gracza, karząc go dodatkowo utratą połowy miesięcznego wynagrodzenia.
Reprymenda w domu i publiczna skrucha
Medialna burza wokół zawodnika przeniosła się także na jego grunt prywatny. Jak relacjonowały media, zachowanie piłkarza spotkało się z ogromną krytyką ze strony jego najbliższych – w szczególności żony oraz matki, które wyraziły głębokie rozczarowanie jego postawą.
Pod naciskiem opinii publicznej i rodziny, obrońca postanowił posypać głowę popiołem. Za pośrednictwem mediów społecznościowych opublikował oświadczenie, w którym zrzucił winę na pomeczowe nerwy. Piłkarz skontaktował się także osobiście z główną arbiter Daiane Muniz oraz asystentką sędzi (która również jest kobietą), aby bezpośrednio przeprosić za swoje krzywdzące opinie dotyczące ich płci i umiejętności zawodowych.