W sobotę 7 marca w Dijon reprezentacja Polski przegrała z Francją 1:4 w ramach 2. kolejki eliminacji do Mistrzostw Świata 2027. Na murawie Stade Gaston-Gérard nie brakowało emocji, historycznego przełamania, ale i dramatu w postaci czerwonej kartki. Polki w pierwszej połowie stawiały faworyzowanym gospodyniom twarde warunki, jednak ostatecznie to „Trójkolorowe” bezlitośnie obnażyły luki w naszej defensywie, brutalnie wykorzystując grę w przewadze przez całą drugą połowę.
Po niedawnym remisie 2:2 z potężną Holandią na inaugurację kampanii eliminacyjnej, Biało-Czerwone jechały do Burgundii pełne nadziei, wierząc w proces transformacji taktycznej wdrażany przez trenerkę Ninę Patalon. Francja, będąca jednym z absolutnych gigantów globalnej piłki, szybko zweryfikowała te marzenia. Gospodynie od początku narzuciły niezwykle wysokie tempo gry, zamykając Polki na ich własnej połowie. Napór rywalek przyniósł efekt w 21. minucie, gdy Marie-Antoinette Katoto idealnie nabiegła na dośrodkowaną piłkę i mocnym uderzeniem głową nie dała najmniejszych szans Kindze Szemik.
𝐄𝐖𝐀 𝐏𝐀𝐉𝐎𝐑 – 𝐜𝐨 𝐭𝐨 𝐣𝐞𝐬𝐭 𝐳𝐚 𝐒𝐍𝐀𝐉𝐏𝐄𝐑𝐊𝐀❗
Polki wyrównują wynik meczu z Francją!
🔴📲 Transmisja online ▶ https://t.co/EXxYMAYsdT pic.twitter.com/vIkIySmIfk
— TVP SPORT (@sport_tvppl) March 7, 2026
Szybki cios i historyczna odpowiedź
Polki po stracie bramki nie spuściły głów, a ich odważniejsza gra i wyższe podejście pressingiem szybko przyniosły spektakularny efekt. W 29. minucie agresywnym doskokiem w środkowej strefie boiska zmuszono rywalki do błędu.
Piłka po błyskawicznej wymianie i zagraniu od Tanji Pawollek oraz Pauliny Tomasiak trafiła do Ewy Pajor, która wcisnęła się między dwie zdezorientowane obrończynie. Strzał naszej kapitan – choć nieczysty – zaskoczył francuską bramkarkę i wyrównał stan meczu na 1:1. Gwiazda FC Barcelony po raz kolejny udowodniła, że potrafi zranić każdego rywala na świecie.
Koszmar w końcówce pierwszej połowy
Niestety, moment euforii trwał zaledwie jedenaście minut. Francuzki odpowiedziały ze zdwojoną furią. W 40. minucie ogromne zamieszanie w polskim polu karnym z zimną krwią wykorzystała ofensywnie usposobiona lewa obrończyni, Sakina Karchaoui.
Prawdziwy dramat polskiej reprezentacji rozegrał się jednak w doliczonym czasie gry pierwszej odsłony. W 45+2. minucie Nadia Krezyman, starając się powstrzymać groźny kontratak Francuzek na własnej połowie, zdecydowała się na faul taktyczny. Rumuńska sędzia Alina Pesu była bezlitosna – wyciągnęła drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę, odsyłając Polkę do szatni. Dla grającej na co dzień w miejscowym klubie Dijon FCO Krezyman był to sportowy koszmar, a dla całej reprezentacji – gwóźdź do trumny w tym spotkaniu.
Egzekucja w osłabieniu i walka o przyszłość
Gra w dziesiątkę przeciwko naszpikowanej gwiazdami reprezentacji wicemistrzyń olimpijskich przypominała w drugiej połowie skrajną walkę o przetrwanie. Zespół Laurenta Bonadeia całkowicie przejął kontrolę nad tempem gry i posiadaniem piłki, swobodnie rozciągając osłabiony polski blok defensywny.
W 59. minucie Sakina Karchaoui skompletowała dublet, niezwykle mocnym i precyzyjnym strzałem egzekwując rzut karny podyktowany za faul wprowadzonej po przerwie Mileny Kokosz. Dzieła zniszczenia w 71. minucie dopełniła Kadidiatou Diani, która z bliska wykorzystała niefortunne odbicie piłki przez obrończynię Wiktorię Zieniewicz, ustalając wynik spotkania na ostateczne 4:1.
Porażka w Dijon brutalnie przypomina o skali wyzwań, przed jakimi stoi polska piłka kobieca w starciach z absolutnym topem. Zespół oddał na boisku serce, ale sportowa jakość gospodyń i własne błędy okazały się barierą nie do przeskoczenia.
Przez 45 minut podopieczne Patalon doświadczyły na własnej skórze, jak bezlitosny jest futbol na absolutnym szczycie w momencie, gdy z powodu jednego błędu i kary indywidualnej zmuszone są grać w osłabieniu. To doświadczenie z gatunku tych, których nie kupi się za żadne pieniądze i nie przepracuje na żadnym obozie przygotowawczym w Arłamowie.
Ostatecznie, Polki wracają nad Wisłę z twardą, ugruntowaną w bólu wiedzą o tym, w którym miejscu się obecnie znajdują. „Serca nie brakowało, ale sportowo – i owszem”. To zdanie będzie rezonować w szatni polskiej reprezentacji aż do kolejnego zgrupowania. Zderzenie z gigantem pozostawiło siniaki i rany (w postaci pauzującej Krezyman i pogorszonego bilansu bramkowego), jednak absolutnie nie pozbawiło tej drużyny kręgosłupa i charakteru. Droga do Mistrzostw Świata w Brazylii 2027 wciąż pozostaje otwarta, a lekcja z Dijon, jeśli zostanie mądrze odrobiona, może w perspektywie długofalowej okazać się cenniejsza niż wymęczony w słabym stylu remis. Pociąg z polską piłką kobiecą pędzi dalej, a na kolejnych stacjach czekają równie fascynujące i wymagające sprawdziany.
Bryndza nie pisz takiej bryndzy! Piejesz z takiego zachwytu nad Francuzkami jakby to byla galaktyczna druzyna a one nic tam nie graja. Wielkie nazwiska (pytanie jakie we Francji bo takich nie widac) to tylko medialny skowyt a nie fakty. Dostalismy baty bo nasza obrona w tym skladzie to pomylka wlaczajac bramkarke. Do tego rumunska sedzia jak bylo widac kocha francuskie wina i sery i w ramach merci podarowala zabojadom dwa gole. Z kartkami tez pojechala na ostro, mogla przeciez Krezyman dac ostrzezenie po pierwszym faulu a dopiero za drugi zoltko. Plan B czyli gra w oslabieniu tego w tej druzynie jeszcze nie cwiczyli i to sie na boisku niestety potwierdzilo.