Kiedy futbol staje się czymś więcej. 17 lipca 2011 roku to data, która na zawsze zapisała się w historii japońskiego futbolu. Tego dnia reprezentacja Japonii kobiet pokonała Stany Zjednoczone w finale mistrzostw świata po rzutach karnych i sięgnęła po pierwszy w historii tytuł mistrzyń świata – zarówno w kobiecej, jak i męskiej piłce. Dla wielu kibiców był to sportowy cud. Ale dla Japonii było to coś więcej niż zwycięstwo w turnieju.
Kilka miesięcy wcześniej kraj przeżył jedną z największych tragedii w swojej historii.
Naród po katastrofie
11 marca 2011 roku Japonię nawiedziło potężne trzęsienie ziemi, które przeszło do historii jako Wielkie Trzęsienie Ziemi we Wschodniej Japonii. Katastrofa spustoszyła całe regiony kraju, zniszczyła miasta, odebrała życie tysiącom ludzi i wywołała kryzys energetyczny oraz problemy z elektrowniami jądrowymi. Japonia znalazła się w stanie szoku, a społeczeństwo próbowało odnaleźć się w nowej rzeczywistości.
W takich okolicznościach reprezentacja kobiet przygotowywała się do mundialu w Niemczech. Piłkarki same zadawały sobie pytanie, czy w ogóle powinny grać w piłkę w czasie, gdy kraj przeżywa tragedię. Jak wspominała pomocniczka Aya Miyama, wiele zawodniczek zastanawiało się, czy nie powinny raczej pomagać w odbudowie kraju niż wyjeżdżać na turniej.
Ostatecznie zdecydowały inaczej. Uznały, że ich rolą może być coś innego – dać ludziom w Japonii choć odrobinę nadziei.
Droga pełna przeszkód
Na początku turnieju niewiele wskazywało na to, że Japonia może stać się sensacją mistrzostw świata. Kobiecy futbol w kraju nie cieszył się wówczas wielkim zainteresowaniem, a nawet przydomek drużyny – Nadeshiko Japan – nie rozpalał wyobraźni kibiców. W dodatku krajowa liga została przerwana z powodu katastrofy, a problemy z energią sprawiały, że drużyna nie zawsze mogła trenować przy sztucznym oświetleniu.
Mimo to Japonki zaczęły turniej obiecująco – zwycięstwami nad Nową Zelandią i Meksykiem. Porażka z Anglią w ostatnim meczu grupowym była jednak bolesna i pokazała, jak wiele pracy jeszcze przed nimi.
Jeszcze trudniejsze wyzwanie czekało w ćwierćfinale.
Cud przeciwko Niemkom
Rywalkami Japonek były gospodynie turnieju – Niemki, obrończynie tytułu i jedna z największych potęg kobiecego futbolu. Japonia nigdy wcześniej ich nie pokonała. W dodatku przez większość meczu to Niemki dominowały, a bramkarka Ayumi Kaihori miała mnóstwo pracy.
Japonki broniły się cierpliwie, czekając na jedną okazję.
Ta przyszła w dogrywce. W 108. minucie Karina Maruyama wykorzystała rzadką okazję i zdobyła jedynego gola meczu. Był to moment, który zmienił wszystko. Nagle drużyna, która jeszcze chwilę wcześniej liczyła się z odpadnięciem z turnieju, zaczęła wierzyć, że może zajść naprawdę daleko.
Finał, który przeszedł do historii
W półfinale Japonia pokonała Szwecję 3:1, ale prawdziwy egzamin miał dopiero nadejść. W finale czekała reprezentacja Stanów Zjednoczonych – drużyna numer jeden w światowym rankingu i od lat dominująca w kobiecym futbolu. Japonki nigdy wcześniej jej nie pokonały, a jeszcze kilkanaście lat wcześniej przegrały z Amerykankami aż 0:9.
Różnice fizyczne były wyraźne, dlatego Japonki postawiły na swój największy atut – technikę i krótkie podania. Mecz okazał się jednym z najbardziej dramatycznych finałów w historii kobiecych mistrzostw świata. Amerykanki dwukrotnie wychodziły na prowadzenie, a Japonki dwukrotnie wyrównywały. Najważniejszego gola zdobyła kapitan Homare Sawa, która w dogrywce doprowadziła do remisu 2:2 zaledwie trzy minuty przed końcem.
O losach tytułu zdecydowały rzuty karne.
Chwila, która zmieniła wszystko
W serii jedenastek bohaterką została bramkarka Ayumi Kaihori, która obroniła dwa strzały Amerykanek. Ostatni rzut karny wykonywała Saki Kumagai. Spokojnie podeszła do piłki, spojrzała w niebo – nie chcąc zdradzić zamiarów bramkarce Hope Solo – i strzeliła gola na wagę mistrzostwa świata.
Był to największy sukces w historii japońskiej piłki.
Kapitan Homare Sawa, później wybrana najlepszą zawodniczką turnieju, podsumowała to jednym słowem: „niewiarygodne”.
Zwycięstwo, które podniosło kraj
Triumf Nadeshiko Japan miał znaczenie znacznie większe niż sportowe. W kraju pogrążonym w żałobie i niepewności nagle pojawiła się historia, która dawała ludziom powód do radości i dumy. Piłkarki stały się symbolem wytrwałości i solidarności, a ich sukces przyczynił się do ogromnego wzrostu popularności kobiecego futbolu w Japonii.
Czasem sport bywa tylko grą.
A czasem – jak w 2011 roku – staje się historią, która pomaga całemu narodowi uwierzyć, że po najtrudniejszych chwilach można się jeszcze podnieść.